PoMesku.org.pl

Zarejestruj się, aby móc brać udział w dyskusji. Uwaga, każdy spam linkowy jest traktowany banem na adres IP, a każdy wątek z linkiem WYMAGA akceptacji moderatora.

ziolokoto

Użytkownik
  • Zawartość

    122
  • Rejestracja

  • Ostatnia wizyta

Reputacja

0

O ziolokoto

  • Tytuł
    User
  • Urodziny 06.07.1995

Informacje o profilu

  • Płeć
    Kobieta
  • Lokalizacja
    Łódź

Ostatnie wizyty

Blok z ostatnimi odwiedzającymi dany profil jest wyłączony i nie jest wyświetlany użytkownikom.

  1. Hej, nie widzę dla siebie odpowiedniej kategorii, więc piszę tutaj. Otóż, oprócz wzdychania do mężczyzn zajmuję się również poważnymi sprawami, otóż piszę. Teraz wzięłam na tapetę samotne ojcostwo. Nie interesują mnie kwestie prawne, bo sądy w Polsce są przejechane, z matkami matek dzieci bywa różnie. Interesują mnie największe trudności (poza prawnymi), godzenie opieki z życiem towarzyskim (kobiety, przygodny seks, koledzy, imprezy, itp. ), wyzwania i chwile, kiedy to wszystko ma sens. Z góry dziękuję za wszystkie odpowiedzi.
  2. ziolokoto

    Jak rozkochać albo zapomnieć?

    Heeej, piszę być może w mocno babskiej sprawie, ale dotyczy ona mężczyzny, więc interesuje mnie męski punkt widzenia. Mam kolegę, kiedyś się o nim tutaj nawet rozpisywałam. Dziwna była nasza relacja suma sumarum trwała ponad dwa lata. On małomówny, ale dużo udzielał się w społeczeństwie, ja praca-dom, znajomi mówią o mnie, że jestem dzikusem albo dzika (dotknąć nie, zagadać też nie, na podsumowaniu roku w pracy, jedynym zarzutem w stosunku do mnie był fakt, że z nikim się nie integruję, jak kogoś kopsnie zaszczyt, to wychodzi ze mnie gaduła tysiąclecia - kiedyś były plotki o romansach, teraz wszyscy mają to w poważaniu, ale nie będę ukrywać, że ludzi z którymi gadam darzę sympatią, oczywiście, jak ktoś sam podejdzie, to jestem miła i też się rozgaduję). Tego kolegę o którym piszę darzyłam sympatią. Jako, że młoda ze mnie łania to dwa lata znajomości są w moim życie niemal, że jak dwa lata świetlne, czyli przeskok totalny. Inne kwestia, że głównie korespondowaliśmy ze sobą przez maila, czasem gadaliśmy przez telefon, raptem trzy razy (w ciągu dwóch lat) udało nam się spotkać. Jesteśmy z tego samego miasta, ale nigdy nie czuł wzmożonej potrzeby, ja trochę nalegałam, ale nic nie ugrałam (z ogólnych doświadczeń wiem, że jakby już się udało, to byłby zadowolony, ale miał taką taktykę, że częściej na mnie smęcił niż mnie chwalił, a później okazywało się, że to takie gadanie dla gadania). Z tego gadania dowiadywałam się zazwyczaj, że jestem okropna, zły człowiek, etc. Niby nic z tego nie wynikało, ale w podświadomości ślad zostawał. Wielokrotnie mówiłam mu, żeby tak do mnie nie mówił, bo w ten sposób budzi we mnie zło (jak ktoś wam mówi miłe rzeczy, to trochę wstyd jest wywinąć takiej osobie numer, a jak ktoś nam powtarza, że nic z nas, to w zasadzie zero do stracenia). Nie będę ukrywać, że miałam różne śmieszno-dziwne pomysły (on ma konto na Allegro, więc kupowałam wszystko, co zaoferował, oczywiście do transakcji nie dochodziło, bo przyznawałam się, że to ja, on rezygnował ze sprzedaży i takie podchody). Może to dziwne/podejrzane, ale w ten sposób otrzymywałam jego wzmożone zainteresowanie i czułam się (paradoksalnie) lepiej "dopieszczona" niż w okresach spokoju. Oczywiście, o tym, że muszę wywinąć jakiś numer, aby zdobyć jego zainteresowanie też mówiłam. Puszczał to mimo uszu. Kiedyś (wcale nie tak dawno temu) miałam chłopaka, który okazał się alkoholikiem. Jak żyłam z tym chłopakiem, to miałam świadomość zła, które działo w moim życiu, ale w nim tkwiłam, bo nie czułam się na tyle silna, by się uwolnić. Poza tym, matka chłopaka mówiła, że "młodzież musi się wyszumieć", a koledzy nie mówili nic. W tamtym okresie bardzo szukałam wsparcia/ucieczki. Miałam wielu znajomych, którzy namawiali mnie do rozstania, podtrzymywali na duchu i mówili, że w końcu się ułoży. Wspomniany kolega jako jedyny powiedział, że mam chłopaka pijaka ze swojej własnej winy. Parę tygodni temu sam się odezwał. Wyszło na to, że sąd odebrał mu prawa do syna, którego na oczy nie widział. Parę lat temu był z dziewczyną, która okazała się nie taka jaka miała być, zostawił ją w ciąży, a jak dziecko się urodziło, to sobie przypomniał, że chciałby mieć kontakt z dziewczyną. Ona mu odmówiła, założyła rodzinę z innym gościem (z którym ma kolejne dziecko), dziecko kolegi nie wie kto jest biologicznym ojcem (myśli, że ojcem jest obecny partner matki). Na początku, sama byłam gotowa bić się z kobietą o to by oddała mojemu sympatycznemu koledze dziecko. Na szczęście, mam kolegów, którzy powiedzieli "Hola, hola... Sądy przyznają dzieci matkom, ale praw tak łatwo nie odbierają". Podzieliłam się tym oraz swoimi obserwacjami z kolegą, a ten się na mnie obraził zarzucając, że jako jedyna nie potraktowałam serio jego problemu... Oczywiście z tej obrazy stwierdził, że nie ma ochoty utrzymywać ze mną kontaktu i zamilkł (domyślnie) na wieki... Facet, który wobec mojego problemu z pijącym facetem zachował się jak ostatni luj. Oczywiście, nie byłam obiektywna. Jak teraz pomyślę, to nikt nie powinien zabierać głosu w rodzinnych sprawach osób trzecich, ale... sama współdzielę wychowanie z samotną matką (on o tym wie), więc sądzę, że zdawał sobie sprawę, że wybrał najgorszy adres z możliwych. Teraz jestem rozdarta, bo z jednej strony, oprócz tego, co opisałam facet (sam z siebie) dawał mi ogromne wsparcie w kwestiach zawodowych, a z drugiej jest jest jak jest. Próbuję sama siebie przekonać, że facet nie jest grosza wart, ale marny to trud. Tym bardziej, że jestem uzależniona od adrenaliny (lubię zdobywać). Wiem, co powiecie, że to facet zdobywa, ale mnie bycie zdobywaną zwyczajnie nudzi. Najlepszym lekiem byłby równie atrakcyjny dla mnie kąsek. Niestety, mimo licznych prób zawarcia znajomości i chęci ze strony panów nie czuję, że mogłabym z kimkolwiek stworzyć związek. Paradoksalnie czuję, że w relacji z której w zasadzie nic nie wynikało czułam się bezpiecznie, bo wszelkie zaangażowanie było tylko i wyłącznie moją decyzją (miałam kontrolę, bo facet (pozornie) tańczył jak mu zagrałam). Pierwsza z opcji, które zakładam to odnowienie tego kontaktu (dotychczas jak wywijałam numery, to mi "wybaczał"). Nie mam zamiaru go przepraszać, bo nie czuję, że źle zrobiłam. Niczego nie osiągnę dopóki w jakiś sposób nie dojdzie między nami do konfrontacji (nie chcę za bardzo szaleć - nie mam na to ochoty). Druga z opcji, dać sobie spokój z typkiem. Założyć, że wszystko, co dobre to od niego wyssałam i jedyne, co mi po nim zostało to niechęć do porzucania ciężarnych kobiet. Niby wszystko fajnie, ale nie umiem się do kogoś zniechęcić, chyba, że naprawdę zrobi "coś" strasznego mnie lub bliskiej osobie. Trzecia z opcji, facet sam się odezwie jak kurz trochę opadnie. Pisałam, że czekanie/zdobywaną mnie nudzi? Niestety, to ja zawsze muszę mieć przejętą inicjatywę, chyba, że facet jest typem tancerza (podejdzie obróci, zrobi piruety, etc., a ja mam się poddawać). Co radzicie? Jak wy widzicie tę sytuację i opisanego przeze mnie faceta?
  3. ziolokoto

    Jak nawiązać relację?

    Hej, odświeżam temat, bo chodzi o tego samego gościa. Tytuł się zgadza. Trochę czasu minęło. On przestał się gniewać, ja przeżyłam parę wzlotów i upadków. Ostatnio dał mi do zrozumienia, że jestem jedyną dziewczyna, która zna jego adres (ja: O.o). Ogólnie jest miło. On obecnie znajduje się na wakacjach nad morzem... i natknęło mnie, że skoro jesteśmy w kontakcie, żadne z nas nikogo nie ma, to nie zaszkodziłoby spróbować (tym bardziej, że ostatnie próby tak mnie zaprawiły w boju, że się (prawie) niczego nie boję). Teraz kwestia, jak mu to powiedzieć prosto i zdecydowanie, żeby go nie wystraszyć i żeby nie odniósł wrażenia, że to kolejny mój pomysł pod wpływem impulsu, który straci ważność za dwa dni. Martwię się podwójnie, ponieważ... a) znamy się już dwa lata, więc trochę spóźniony zapłon. b) już mu raz wyleciałam z takim tekstem, ale wystraszyłam się własnych słów i... wycofałam. Do tej pory, to ja mówiłam "Eeee... Nie pasujemy do siebie", on nie mówił nic, co uważałam za przytakiwanie z jego strony (teraz myślę, że nawet jeżeli coś czuł, to nie miał okazji tego mi powiedzieć, bo nie dawałam mu takiej możliwości). Teoretycznie powinnam czekać aż on zrobi pierwszy krok, ale nie jestem osobą, która lubi biernie stać i czekać. Wręcz przeciwnie.
  4. ziolokoto

    Zakochał się... a ja nie

    Dziękuję za odpowiedzi. Niestety (albo stety) wyszło 50/50. Pan Zakochany siedzi i pije, nasz wspólny kolega jest na mnie cięty, jak żyleta, jeszcze doszło info, że niby jestem zakochana w swoim... koledze. Wiecie, dała kosza jednemu, żeby zabrać się za drugiego, tylko ten drugi ma dziewczynę. Tak czy siak, kolejna impreza (najwcześniej) w przyszły wtorek, więc mam nadzieję, że przez tydzień ochłoną gorrrące głowy.
  5. ziolokoto

    Jak nawiązać relację?

    Dopiszę, że między nami się ułożyło. Mamy stały kontakt i jest luuuz. Dziękuję za wsparcie!
  6. ziolokoto

    Zakochał się... a ja nie

    Ostatnio używam życia, ale nie będę się o tym rozpisywać, bo nie w tym rzecz. Poznałam chłopaka, który kompletnie mnie się nie podobał, ale był bliskim kumplem znajomego, który kazał się na nic nie nastawiać, łapać chwile, etc. No to łapałam. On po dwóch dniach "Kocham Cię", ja nic, delikatnie mu powiedziałam, że "Jest spoko, ale bez przesady", a ten mi, że nie znam swojej wartości, jestem niesamowita kocha mnie. Poszłam do tego kumpla, który kazał łapać chwile, pogadał z nim/ze mną, powiedziałam Zakochańcowi, że nie będziemy się tulić, jest OK, tylko trzeba ochłonać. Poszliśmy razem na imprezę, a ten mina, jakbym mu matkę zabiła. Pytam "Co się stało?", a ten, że zj***ł i całą imprezę gradowa chmura. No toto urwałam bez pakowania w czułe słówka. Po prostu napisałam, że nic do niego nie czuję, bardzo go lubię, ale NIE. Chłopak wstawił na Facebooka jakiś smęt, że jego miłość znowu została zabita, etc. Czuje się strasznie skrzywdzony, co jest okropne, mając na uwadze, że nasza znajomość trwała trzy dni. Luuuz... Są jednak dwie kwestie, które mi nie dają spokoju: Po pierwsze, chłopak jest od dłuższego czasu sam, bardzo mu zależy poznaniu dziewczyny. Jak myślę o tym, co mi najbardziej nie odpowiadało, to stwierdzam, że robienie dramatu w formie trzy aktowej jest baaardzo nie OK. Facet jest przystojny, jest mnóstwo dziewcząt równie wylewnych, jak on, więc luuuz. W tej kwestii może odnieść absolutny sukces. Problem pojawi się, gdy facet zacznie dramatyzować/przeżywać, etc. Jedną z myśli, która przeszła mi przez łeb, kiedy podjęłam decyzję o urwaniu, to "Jak teraz jest tak źle, to co będzie potem". Przerażające... Po drugie, nasz wspólny kolega organizuje imprezy w które wkłada całe serducho i... obawiam się, że nadmiernym dramatem to się spierdzieli. Facet jest ogarnięty, więc nie wywali mnie z grupy za coś czego nie zrobiłam, ale wiem, że na Panu Zakochanym mu zależy, jak na bracie, bo dużo razem przeszli. Nie chcę, żeby miał problemy przez jakieś słabe "love story". W warunkach idealnych wyglądałoby tak, że ja i Pan Zakochany pijemy piwo, ja mu pomagam się ogarnąć, uczę go tego, co sama umiem, on uczy mnie paru sztuczek jak być lepszym człowiekiem, świeci słonko, czasem pada deszczyk i git. Jak zrobić, żeby wyjść z tej sytuacji z twarzą? Jak zrobić, żeby Pan Zakochany wyciągnął wnioski i nie popełnił już nigdy tego błędu? (serio mu dobrze życzę)
  7. ziolokoto

    Jak nawiązać relację?

    Dzięki za Wasze rady. Dzisiaj napisał, że pracuje, co akurat jest bardzo prawdopodobne, bo w jego branży przed wakacjami największy zapiernicz, a z tego, co wiem, to robi wszystko sam (wolny zawód), poza tym, jest bardzo aktywny (kocha sport), więc pewnie się nie składa. Boję się, że mnie zbywa, zapomnieć nie potrafię. Jeżeli chodzi o przepraszanie, to zrobiłam mu przykrość mówiąc, że jest łagodny jak baranek, to ma (powiedzmy sobie szczerze, że z każdym miesiącem coraz bardziej nakręcałam się w roszczeniach), poczuł się wykorzystywany, bo przez moją ekspresję w tej relacji 80 proc. zajmowały mojego problemy, a 20 jego (bo o nich nie mówił). Teraz tego żałuję, ale cóż... Stało się.
  8. ziolokoto

    Jak nawiązać relację?

    Hej, chwilę mnie nie było, a już forum (kolejny raz) zmieniło wygląd. Nie podoba mi się, ale ja nie o tym... Mężczyzna - przystojny, wysportowany, inteligentny, skromny, spokojny - niemalże ideał, który ma kilka rys na wizerunku i ja - ładna, nieuprawiająca sportu, ale szczupła, inteligentna, gaduła, chodząca cholera. Poznaliśmy się ponad rok temu po tym, jak rzucił mnie chłopak, skupiona na swojej rozpaczy nie byłam gotowa na związek i nie mogłam przestać gadać o swoim lubym. On słuchał, trochę przysypiał, gadaliśmy, a w zasadzie to ja gadałam, bo on nie lubi(ł) mówić. Jak to facet... Dużo dla mnie zrobił, sprawił, że zaczęłam się postrzegać jako atrakcyjna kobieta, pomógł mi w rozwoju, skłonił do większej aktywności fizycznej (na dniach kupuję hulajnogę) , ogólnie pozytywnie. Problem jest jeden... pomimo, że dobrze nam się gadało, lubił spędzać ze mną czas, mówił, że ma wyrąbane na znajomość to rodziło we mnie napięcia i niepewność (z jednej strony dużo pozytywów, z drugiej, czułam się taka... nieważna), kiedyś mu wyznałam, że się w nim zabujałam (nic nie zrobił), tym bardziej, że ja im dalej w las, uświadamiam sobie, że... chciałabym żebyśmy znajomymi, ludźmi na których można liczyć, przyszywanym rodzeństwem nikim więcej. Bo wiecie, byłam parę razy zakochana, przeżywałam fascynacje, etc., ale to wyglądało zupełnie inaczej. W jego przypadku wystarczy mi sama obecność i nic więcej. Poza tym, chociaż czasem marzę to myślę, że pewne sytuacje nie powinny mieć miejsca w rzeczywistości. Już teraz między nami występują różnice (np. kwestia sportu, on gra w siatkówkę, ja nigdy nie lubiłam sportów drużynowych), a w dalszym życiu byśmy przeżywali rozczarowania. Jak teraz o tym myślę, to mam wrażenie, że to wyznanie było z mojej strony próbą nawiązania relacji cielesno-mentalnej (w myśl zasady, chcesz zatrzymać faceta? Zaproś go do łózka). Trochę to głupie, ale wcześniej wspominał, że ceni sobie łatwe, niezobowiązujące znajomości. Ostatnio żeśmy się posprzeczali (chciałam, żeby mi pomógł w ważnej sprawie, a on stwierdził, że nie powinnam go o to prosić, bo nie znamy się aż tak dobrze), ja coś odpowiedziałam, on poczuł się urażony, eh... Efekt jest taki, że przestał się do mnie w ogóle odzywać, nie wiem, co się dzieje (chociaż kilkukrotnie przeprosiłam) i mam wrażenie, że już nigdy więcej... Pytałam się o zdanie kolegów. Pierwszy (gdy jeszcze mieliśmy jako-taki kontakt), kazał mu dać czas, powoli, etc. Bardzo się starałam postępować wg jego wskazówek, ale efekt był odwrotny, bo starałam się zachowywać jak nie ja, więc skutki były opłakane (tak patologicznie myślałam o zachowaniu ostrożności, milczeniu, etc., że próby kontaktu z mojej strony wzrosły). Drugi, stwierdził, że chłopak się we mnie zakochał, ale go uprzedziłam swoim wyznaniem, pewnie się waha, walczy ze sobą. Wątpię w tę wersję, ale jest krzepiąca. Jednak nie rozwiązuje problemu (kolega kazał zapomnieć, bo on już zapewne o mnie nie pamięta). Trzeci, polecił rozmowę telefoniczną, udanie się do niego do domu, wspólną herbatę - kontakt face2face. Znam jego numer (niechętnie odbiera telefony, gdyż zazwyczaj dzwonię nie w porę), adres (tej opcji nie próbowałam, bo wydaje mi się gwałtem na prywatności), więc nie wiem, co robić. Szczególnie, że on pracuje w domu, nie wychodzi do klubów, a jak już gdzieś się pojawi to niespodziewanie, w gronie znajomych, którzy (rzecz jasna) nie konsultują ze mną spotkań. Gdybym cokolwiek wiedziała i miałabym przynajmniej częściową gwarancję, że mu zależy tylko teraz nie ma czasu, to byłabym spokojna, bo wiedziałabym, że przed nami wiele świetnych chwil. Gdyby napisał, że nie chce mnie znać, poblokował na wszystkich kanałach to byłabym nieszczęśliwa, ale w końcu bym pewnie przywykła. Teraz (będąc w zawieszeniu) czuję jak się wewnętrznie rozpadam. Praca, która była spełnieniem moich marzeń idzie mi jak krew z nosa, nic mi nie wychodzi i czuję się słabo, bo brakuje mi poczucia, że on jest obok. Najchętniej bym spała. Jeden z trzech wyżej wspomnianych kolegów polecił zapomnieć, problem w tym, że ja rzadko zapominam, a o ludziach, którzy cokolwiek znaczyli nie ma opcji, żebym zapomniała. Mogę powiedzieć, że mam w głowie cmentarzyk relacji, które mi nie wyszły. Na co dzień jest OK, ale gdy przychodzi słabsza chwila, to rozpamiętuję, idealizuję, a nawet szukam kontaktu. Co robić? Jak żyć? I jak wyjaśnić tę sytuację?
  9. ziolokoto

    Nie lubię swojego partnera

    Hej, nie lubię swojego partnera. Wkurza mnie jego rozlazłość, to, że całe dnie przesiaduje przed komputerem, nocami włącza telewizor, a jak do mnie przychodzi, to tylko po to, żeby pomiziać. Ma spore wymagania ode mnie, w zamian nie dając nic. Wiem, wiem... To brzmi jakbym miała problemy w związku (brak zainteresowania z jego strony), tylko, że ja już nie chcę z nim być. Uważam, że sporo się u mnie zmieniło na gorsze i zamiast zmieniać się na lepsze, staję się po prostu, gorszym człowiekiem. Ogranicza mnie, wyśmiewa, krytykuje i w ogóle teraz widzę, że ten związek nie ma sensu. Wielokrotnie zrywałam związek, potem zmieniałam zdanie, bo robiło mi się go szkoda, a dokładniej, boję się, że o niego. Wiem, że źle zniósł poprzednie rozstanie, gdybyśmy się rozstali nie miałby gdzie mieszkać (już raz był bezdomny - 2 lata), rozpiłby się (ma skłonności do picia, przy mnie trochę ogranicza, chociaż ostatnio trochę się rozkokosił z alkoholem), poza tym przy mnie wyleczył się z bezsenności. To nie jest tak, że jestem mu niezbędna do szczęścia, ale nie chcę, żeby przeze mnie nie miał dachu nad głową, rozpił się, czy znowu przestał spać. Poza tym, mój partner jest strasznie skryty, taki, co nie wiadomo, co mu w głowie siedzi. Nigdy się ze mną tym nie dzieli. Chyba z nikim się nie dzieli. Wszystkie informacje, które o nim mam są utkane z urywków wspomnień, obrazu relacji z rodzicami, znalezionych dokumentów i innych takich pozornie nieistotnych rzeczy. Jestem przekonana, że to najbardziej wrażliwy chłopak jakiego dane mi było poznać, ale go po prostu nie lubię i nie chcę z nim już dłużej budować relacji. Dobrze to przemyślałam. Co robić?
  10. ziolokoto

    Dziewczyna bez szkoły

    Jeżeli Tobie to nie przeszkadza, to z nią bądź. Na innych nie patrz.
  11. ziolokoto

    Myśli samobójcze

    Trochę charakter (są osoby, które po prostu mają skłonności do takich myśli), a trochę samotność w świecie. Można mieć jednego przyjaciela daleko, ale mu wierzyć, ufać, wspierać, być wspieranym i czujemy się happy. Można być otoczonym ludźmi, ale nie mieć nikogo zaufanego (ja tak mam). Zazwyczaj jak przychodzą takie myśli, to towarzyszy im poczucie, że nie jesteśmy nikomu potrzebni, bo niby żyjemy dla siebie, ale trochę dla innych. Pozdrowienia.
  12. ziolokoto

    Gasnący związek :(

    Nie zaczynaj, nie kończ, tylko postaraj się poukładać. Z dnia na dzień kawioru nie będziesz wcinał, zastanów się że swoją kobietą, co najbardziej skrzypi w Waszym życiu i spróbuj to naoliwić. Może jakiś podział obowiązków, żeby żadne nie czuło, że wszystko na jego głowie? Powodzenia
  13. ziolokoto

    Mam problem...

    Pisz, pisz... Zagadaj, że chodziliście razem na zajęcia, może zapytaj, dlaczego już jej nie ma albo powiedz coś, co mogłoby ją zainteresować. Dasz radę!
  14. ziolokoto

    Wódka

    Wódka nie ma smakować...ma kopać.
  15. ziolokoto

    Zostać z Nią czy odejść..

    Pogadaj z nią o dwóch szansach, jak rozmowa przyniesie upragnione rezultaty, to daj jej trzecią, jak nie, to... chyba już wiesz, co masz robić. Powodzenia.