PoMesku.org.pl

Zarejestruj się, aby móc brać udział w dyskusji. Uwaga, każdy spam linkowy jest traktowany banem na adres IP, a każdy wątek z linkiem WYMAGA akceptacji moderatora.

Black09

Użytkownik
  • Zawartość

    5
  • Dotacja

    0,00 zł 
  • Rejestracja

  • Ostatnia wizyta

O Black09

  • Tytuł
    User
  • Urodziny 17.04.1996

Informacje o profilu

  • Lokalizacja
    Lublin
  1. Rozstanie, długi straż związku, szantaż itd

    Dziękuję za wasze odpowiedzi.
  2. Witam Panów i Panie (widzę, że nie jestem tu jedyną kobietą). Niestety na babskich forach ostatnio spory zastój, a faceci patrzą na wszystko z trochę innej perspektywy, dlatego Panowie liczę na jakąkolwiek radę. Post będzie długi, bo i związek był długi. Byliśmy razem 7,5 roku. Ja mam 22 lata, mój eks 24. Tak więc w tą relację weszliśmy jako całkowite dzieciaki. Początki były naprawdę trudne, rozchodziliśmy się i wracaliśmy do siebie z milion razy. A to komuś się znudziło, a to impreza była ważniejsza, a to jakieś kłamstwo, a to jakiś kolega/koleżanka. Żadne z nas tak naprawdę nie było przygotowane na taki poważny związek, ale kochaliśmy się i nie mogliśmy bez siebie żyć. Było naprawdę burzliwie, nie raz i nie dwa ingerować musieli nasi rodzicie (póki jeszcze byliśmy dziećmi), byli psycholodzy itp itd. Nadszedł czas studiów mojego eks, było naprawdę źle, rozstaliśmy się na miesiąc, bo poznał kogoś, bo życie bez apodyktycznych rodziców otworzyło mu nowe furtki i dziewczyna nie była mu już potrzebna. Jednak wróciliśmy do siebie i zaczęliśmy życie na nowo, dosłownie. Było idealnie. Przyjeżdżał do mnie co tydzień, spędzaliśmy mnóstwo czasu razem w różny sposób, snuliśmy plany na przyszłość, która w końcu nadeszła - ja również poszłam na studia. Od dawna planowaliśmy, że od razu ze sobą zamieszkamy. Zaczęliśmy szukać mieszkania, gdy nagle.. okazało się, że mama zabroniła mu ze mną zamieszkać (bo ma skończyć studia, a jak będziemy razem mieszkać, to pewnie od razu wpadka - szkoda słów). Nie zamieszkaliśmy razem, a nasze relacje bardzo się pogorszyły. Nie rozmawialiśmy ze sobą z miesiąc, przestaliśmy się później tak często spotykać, spędzać ze sobą czas, skończyła się czułość.. Miałam do niego ogromny żal i wiem, że wtedy coś we mnie pękło. Jednak po kolejnej ostrej awanturze, ustaliliśmy, że mimo wszystko zamieszkamy razem (akurat u niego na stancji zwalniał się pokój, do którego ja się wprowadziłam). Miało być pięknie, a było.. okropnie. Ja chodziłam do pracy, prałam, sprzątałam, gotowałam, robiłam zakupy, a on w tym czasie siedział w domu i grał w gry. Kłótnie i ciche dni były na porządku dziennym, jednak zbliżały się wakacje, koniec semestru, koniec umowy, więc postanowiliśmy, że poszukamy kawalerki i że jak zamieszkamy tylko we dwójkę, to może będzie inaczej. Niestety i w tym przypadku jego matka się na to nie zgodziła, on stwierdził, że to będzie za drogie i wzięliśmy jego kumpla (od gier z poprzedniego mieszkania) na nową, mniejszą stancję. Niestety już początek był tragiczny, jego rodzina przyjechała wszystko zrobić (sprzątanie, malowanie itd) i była wielka awantura o to, że moja rodzina nie zrobiła tak samo (moja rodzina nie wtrąca się po prostu w to jak i z kim mieszkam..). W końcu doszliśmy do jakiegoś porozumienia i sielanka trwała przez wakacje. Później zaczęło się piekło. Awantury, przepychanki, traktowanie mnie jak zło konieczne, zero szacunku, zero zainteresowania, żyliśmy razem, ale osobno. I wtedy spotkałam dawnego kolegę, całkiem przypadkiem na zakupach. Zaprosił mnie na kawę (w momencie tego przypadkowego spotkania), a po kawie zaczął ciągle pisać. Rozmawiało nam się idealnie, w końcu ktoś mnie docenił, ktoś miał dla mnie czas, kogoś interesowało co się u mnie dzieje, ktoś chciał gdzieś mnie zabrać. Trwało to miesiąc. (Z tym, że były to czysto koleżeńskie rozmowy, bez żadnych podtekstów i innych rzeczy). Po miesiącu udało mu się zaprosić mnie do kina, długo się wahałam, ale w końcu uległam. I na spotkaniu zrozumiałam, że po prostu poczułam coś do tego człowieka i robię źle. Dlatego przemyślałam sprawę i powiedziałam mu, że nie mogę się w to zaangażować i nic z tego nie będzie. Szkoda mi było związku i nie potrafiłam powiedzieć mojemu, że to koniec i kogoś poznałam, bo wiem jak bardzo by go to zraniło. Dlatego zrezygnowałam z tego "szczęścia" dla ratowania związku. O wszystkim opowiedziałam, do wszystkiego się przyznałam, nie oczekiwałam wybaczenia, ale mój powiedział, że wybacza i teraz wszystko zmienimy. Nie byłam tego pewna, wiedziałam, że moje serce jest trochę rozdarte, bałam się, że znów się zaangażuje, a on mnie zrani, ale z miesiąca na miesiąc zaczęłam się w nim zakochiwać na nowo. Parę miesięcy później mój poszedł do pracy, gdzie pracowały same dziewczyny, w tym moja koleżanka. Niby super, do momentu kiedy relacje z tą koleżanką nie stały się zbyt "koleżeńskie". Zaczął wychodzić sam z tymi koleżankami na miasto i wracać pijany po nocy, mnie miał całkowicie gdzieś, a kiedy zwracałam mu uwagę, stwierdził, że gdybym była taka jak one, to by mnie lepiej traktował. W momencie kiedy zobaczyłam w jego wiadomościach do swojej koleżanki żeby mówiła, że są parą, nie wytrzymałam. Spakowałam walizki i po prostu się wyniosłam. Tłumaczył, że to w żartach, błagał żebym wróciła, że nie potrafi beze mnie żyć, wróciłam. 2 tyg później przyłapałam go na kłamstwie, właśnie z tą dziewczyną i zakończyłam związek. I tak sobie przez miesiąc żyliśmy pod jednym dachem, razem, ale osobno. Z czasem zaczęliśmy normalnie rozmawiać, w końcu żyć jak para, ale "bez statusu na facebooku". On nadal rozmawiał z koleżankami, wychodził na imprezy, a ja nie protestowałam, bo przecież nie mogłam. Szlak mnie trafiał, ale nie mogłam od niego wymagać żeby przestał to robić, więc założyłam sobie konto na jakimś tam znanym portalu żeby kogoś poznać i tez mieć kolegów, wzbudzić zainteresowanie, zazdrość, żeby się w końcu postarał. Niestety jak wiadomo na tych portalach ciężko znaleźć kogokolwiek, więc postanowiłam napisać do wspomnianego już kolegi. Mój dowiedział się o tych rozmowach, ale niespecjalnie się przejął. Początkowo nawet się zaangażowałam w tą rozmowę, ale po kilku dniach przestała w sumie mieć znaczenie.. I tak sobie tkwiliśmy przez ostatnie pół roku w czymś, co ciężko mi nawet zdefiniować. Do momentu, kiedy przeczytał moje rozmowy z koleżankami, gdzie radziłam się w jaki sposób pisać z tym kolegą i ekscytowałam wiadomościami z nim. Dodatkowo napisałam, że mieszkam z moim, bo jest mi tak zwyczajnie wygodnie, dobrze, dba o mnie i mam przy nim co chcę. (On to odebrał tak, że traktuje go jak bankomat). Pojechał na święta do domu, ja pracowałam tutaj. Wrócił i był inny, odtrącił mnie, powiedział, że chce ograniczyć nasze relacje. Wiedziałam, że coś się dzieję, ale jeszcze nie wiedziałam co.. Ciągle pisał z kimś smsy, tłumacząc, że to kolega, mama czy jeszcze ktoś inny. Wystawił mnie na sylwestra, tłumacząc, że jedzie do domu, bo nie może ze mną spędzić tego dnia jak nie jesteśmy razem. A w rzeczywistości.. pojechał do NIEJ. Dowiedziałam się przypadkiem.. Dodam, że od dwóch tygodni nie trzeźwieje i kilka dni temu przyszedł tak upity, że rozmawiał z nią przy mnie przez telefon.. I udało mi się przeczytać wiadomości. Spakowałam rzeczy i je zabrałam, myśląc, że to go ruszy i opamięta. A co zrobił? Zaczął mi wyliczać każdą łyżkę i widelec i wymuszać zapłacenie czynszu, kiedy się na to nie zgodziłam, zaczął mnie szantażować moimi prywatnymi rzeczami (chcąc je upublicznić). Oczywiście się przestraszyłam i powiedziałam, że zapłacę.. Nie znałam człowieka, z którym byłam prawie 8 lat, nigdy się tego po nim bym nie spodziewała.. Kilka dni temu twierdził, że świata poza mną nie widzi, że myślał, że do siebie wrócimy, że mu zależy.. A dzisiaj jedyne na czym mu zależy to pieniądze. Czy to możliwe, że po 8 latach to wszystko po nim spłynęło i kompletnie nic nie czuje? Nowa miłość tak mu zawróciła w głowie? Wiem, że ten związek był w pewnym sensie toksyczny, ale kompletnie sobie nie wyobrażam jak można tak krzywdzić najbliższą osobę..
  3. Nazwanie tak kobiety, dobre?

    Hehe, czyli całe szczęście wszystkim kojarzy się to pozytywnie kolega już wytłumaczył- w jego grupie znajomych tak mówią na "ładne, wartościowe kobiety" i ma to związek z małą, czarną kawą, która jest droższa, lepsza od zwykłych kaw. Trochę głupio to brzmi, ale takie wytłumaczenie dostałam Raczej wątpię, że chciałby mnie gdzieś zaprosić czy miałby inne plany wobec mnie, bo oboje jesteśmy zajęci, ale komplement zawsze miło usłyszeć
  4. Nazwanie tak kobiety, dobre?

    Właściwie to nie mam pojęcia. Nazwał mnie tak kolega z pracy, coś sobie luźno rozmawialiśmy i nagle padło to. Teraz ciągle tak do mnie mówi, a jak chcę żeby mi wyjaśnił to się tylko śmieje i mówi, że "kiedyś" mi powie.
  5. Nazwanie tak kobiety, dobre?

    Przeszukałam już cały internet bezskutecznie. Tak, znów pojawia się tu kobieta. Wybaczcie, ale na "naszych" forach nikt mi nie pomógł. "Mała czarna" o kobiecie, co to oznacza? Jestem niska, ale nie mam czarnych włosów, ciemnej karnacji itp.