PoMesku.org.pl

Aby móc wypowiadać się na forum należy założyć konto. Jest to w pełni bezpłatne. Dołącz do naszej społeczności już dziś.

acha

Użytkownik
  • Zawartość

    10
  • Rejestracja

  • Ostatnia wizyta

O acha

  • Tytuł
    Żółtodziób
  1. pieką mnie oczy

    Ja używam kropli hylo-fresh (ze świetlikiem), ale jest cała seria hylo- (nazwy z różnymi końcówkami), zależnie od składu i potrzeby nawilżenia można dobrać coś dla siebie. Bez konserwantów, więc można wykorzystać do końca. Buteleczka jest dość spora, ale ma mechanizm, który powoduje, że wylatuje dokładnie jedna kropla - dla mnie to spore ułatwienie, bo długo nie mogłam się przyzwyczaić do wpuszczania kropli.
  2. Wybór smartfona

    Ja i moi znajomi chwalimy sobie telefony Huawei. Swój męczę już prawie 3 lata (!) i absolutnie nigdy się nie zawiesił ani nie był w naprawie. Kiedy mało korzystam z aplikacji i internetu bateria wciąż wytrzymuje do 3 dni. Mojego modelu nie polecę, bo jest dość stary - to raz i jedyne co mi zaczyna doskwierać to mała ilość pamięci RAM - to dwa, ale nowsze modele (P9, P10) sprawdzają się nieźle wśród moich znajomych. Myślę, że używany spokojnie znajdzie się do 700 zł. Dodatkowym plusem dla mnie jest aparat, jakość zdjęć naprawdę w porządku. Złe doświadczenia mam za to z LG, miałam 2 modele i psuło się to niemiłosiernie, ale to kilka lat temu, może teraz są lepsze
  3. Kolega, kumpel czy przyjaciel?

    Oj z tym się zgadzam i to bardzo. A chłopak przyjaciółki tak po prostu się przewinął jak o tym rozmawiałyśmy. Znaliśmy się wszyscy zanim zostali parą, więc relacja w typie koleżeńskim jest Na ogół również nie interesują mnie bliższe relacje z chłopakami przyjaciółek.
  4. Hej, zastanawiam się ostatnio nad takim tematem: co decyduje o tym, że traktujemy kogoś jak koleżankę/kumpla/przyjaciółkę (kolegę/kumpla/przyjaciela)? Co sprawia, że nazywacie swoich znajomych w ten sposób? Przywiązujecie w ogóle do tego wagę? Ostatnio poprosiła mnie o spotkanie osoba, którą poznałam kilka lat temu, ale nie utrzymujemy kontaktu poza wymianą życzeń na portalu społecznościowym. Zgodziłam się, jestem osobą otwartą na kontakty, więc czemu gdzieś razem nie wyjść. Po spotkaniu (zwyczajne pogaduchy) powiedziała mi, że świetnie że się przyjaźnimy, zaczęła strasznie do mnie lgnąć, przy czym dla mnie to spotkanie jedno z wielu koleżeńskich i nie czuję potrzeby zwierzania się ze swoich problemów kompletnie obcej osobie. Skłoniła mnie do refleksji ta sytuacja. Gdybym ja miała się określić przeważnie to wygląda tak, że kolega/koleżanka, to osoba z którą utrzymuję kontakty sporadyczne bądź z racji wykonywanych zadań (praca, studia itd.). Mogę się spotkać, ale nie mam parcia. Kumpel to ktoś kogo znam trochę lepiej, lubię, utrzymujemy w miarę stały kontakt, spotkania od czasu do czasu. Przyjaciół mam kilku, w większości znamy się od lat i tu zarówno częstotliwość kontaktu i spotkań jest największa i najswobodniej czuję się w ich towarzystwie, bo wiedzą o mnie najwięcej. Na co dzień nie szufladkuję skrupulatnie znajomych, spokojnie Gdyby ktoś pozostawał wiecznie kolegą nie miałabym przyjaciół ale z ciekawości spytałam o zdanie np. chłopaka mojej przyjaciółki i dla niego nie ma różnicy czy powie o kimś, że jest jego koleżanką, kumpelą czy przyjaciółką (ona się trochę wkurzyła, że ma tyle przyjaciółek, a niby z koleżankami wychodzi). I z jego zdaniem już nie jestem w stanie się zgodzić, bo dla mnie słowo 'przyjaciel' znaczy więcej niż kolega/kumpel. Chętnie poznam Wasze opinie na ten temat
  5. Nie może być ze mną, bo nie mam czasu?

    "- Cześć, co słychać? - Cześć, zaraz przychodzi do mnie dziewczyna..." Taki jest koniec mojej historii. Zaplątał się w swoje własne kłamstwo. Żeby nie było mi przykro. @UsteczkaDoOczu, czyli miałaś rację już na początku, a przeczucie mnie zawiodło Czy żałuję, że się odezwałam? NIE. Dla mnie lepsze jest takie definitywne odcięcie niż mijanie się z prawdą. Domysły były najgorsze. Łatwiej jest kiedy WIEM że nie mam po co szukać dla niego miejsca w moim życiu, niż zastanawiać się co by było gdyby. Jestem zła na siebie, bo po tamtej rozmowie telefonicznej szukałam winy w sobie i moim postępowaniu. Teraz przynajmniej wiem, że "nie było żadnych sygnałów pod moim adresem", "umawianie się z KOLEŻANKĄ na następne spotkanie zaraz po powrocie z poprzedniego to nic dziwnego". Podobnie jak pisanie całymi dniami, propozycje wspólnych wyjazdów i jakieś drobne wspólne plany na przyszłość (wybieraliśmy się RAZEM na wydarzenie, które odbywa się za kilka miesięcy, kupiliśmy bilety, sam zaproponował). To wszystko było bez znaczenia, "jak ja mogłam w ogóle tak pomyśleć" !? Hmm, chyba za bardzo ufam ludziom. Wypowiedzi z przeszłości w stylu: "jesteś atrakcyjna, nie dziw się że faceci się za Tobą oglądają", zamieniły się w "nie widzę w Tobie kobiety, tylko koleżankę". Czyli tych kłamstw prawdopodobnie było więcej, począwszy od tego, że nie widzi się w związku. A ja myślałam że wreszcie trafiłam na kogoś wartego uwagi. Pozostaje tylko podnieść głowę i iść dalej. Nawet w najpiękniejszy cukierek może okazać się strasznym badziewiem, kiedy przyjrzymy mu się bliżej.
  6. Nie może być ze mną, bo nie mam czasu?

    @UsteczkaDoOczuNie chcę o nic żebrać. Może to głupie i naiwne, ale mam przeczucie że to nie musi być koniec tej historii. Jeszcze nie próbowałam pomóc szczęściu, może warto. Najwyżej wyciągnę wnioski na przyszłość @CzarownicaTwoja luźna teoria może zawierać sporo prawdy, nie zwróciłam na to wcześniej uwagi. Patrząc z dłuższej perspektywy, obstawiam że kilka czynników złożyło się na raz i wyszła klapa (o ile nie pojawiła się jakaś 'Inna', czego rzeczywiście nie mogę być pewna). Dziękuję Wam bardzo za rady :)
  7. Nie może być ze mną, bo nie mam czasu?

    Hmm, czyli co, myślicie, że powinnam dać sobie spokój, ewentualnie czekać na kontakt z jego strony? Wyraził chęć utrzymywania kontaktów koleżeńskich, ale mógł tak powiedzieć, żeby nie było mi przykro że się nagle wycofał. Do tej pory tak krótkie relacje kończyłam raczej bez żalu, kontakt urywał się naturalnie. Po raz pierwszy nie chcę żeby to się tak skończyło, bo po pierwsze: dał mi nadzieję, że moja sytuacja nie jest tak tragiczna jak myślałam, po drugie: sam ma za sobą długą ciężką historię i praktycznie rozumiał mnie bez słów. Dodając jeszcze, że jest atrakcyjnym i inteligentnym facetem i nigdy nie zabrakło nam tematu do rozmowy, wygląda to tak jakby było zbyt piękne, żeby było prawdziwe. Wiem, że nikogo do niczego nie można zmusić. Ale czy próbowanie w takiej sytuacji to złe rozwiązanie?
  8. Nie może być ze mną, bo nie mam czasu?

    @Leonard... Nie było seksu, całowania nawet nie było. Jeszcze zanim zaczęliśmy się spotykać, a dużo pisał, że mu się podobam itd., powiedziałam, żeby nie liczył na seks bez zobowiązań. Twierdził, że nie szuka FF i mimo wszystko proponował spotkania. Na poziomie czysto kumpelskim. Po którymś wyjściu wspólnie zauważyliśmy, że zainteresowanie z obu stron jest widoczne gołym okiem. Rozmawialiśmy normalnie, a po ok. tygodniu nastąpiło ochłodzenie kontaktu i praktycznie koniec. Bardzo mnie tym zmylił, myślałam że sytuacja dopiero się rozkręca.
  9. Nie może być ze mną, bo nie mam czasu?

    @KrovitzChciałam, bo każdy potrzebuje kogoś, kto będzie. Na początku broniłam się bardzo, ale on mnie przekonał, że to może się udać. Wszystko jest przejściowe. Obecnie moglibyśmy się spotykać kilka razy w tygodniu. Tylko nie zdążyłam mu powiedzieć, był pierwszy...
  10. Cześć. Wybaczcie długość, ale bardzo potrzebuję, że ktoś przyjrzał się mojemu problemowi 'z boku'. Jestem obecnie osobą o dość ograniczonym czasie wolnym. Pracuję, studiuję, i na zmianę z drugą osobą opiekuję się osobą chorą co wymaga wielu wyrzeczeń, powrotów do domu w ciągu dnia i wczesnych powrotów do domu z wszelkich wieczornych wyjść, o ile wcześniej tego nie ustalę i nie znajdę sobie ‘zastępstwa’. Poznałam faceta. Od słowa do słowa, okazało się że dobrze nam się rozmawia, postanowiliśmy się spotkać. Powiedział że to nie będzie randka, bo nie szuka obecnie dziewczyny – kiedyś miał się oświadczać, ale kobieta go zdradziła i to był duży cios. Zgodziłam się, bo z racji mojego napiętego grafiku też nie widziałam się w związku, a chciałam pogadać z nim na żywo. Ja mam 22 lata, on 24. Bardzo dobrze się dogadywaliśmy. Kolejne spotkanie przekładaliśmy przez 3 tygodnie, bo wyjeżdżał (pochodzi z innego miasta, ale obecnie mieszka w moim), pracował, trenował, był zmęczony, musiał coś załatwić, ale praktycznie codziennie ze sobą pisaliśmy. Doszło do skutku i praktycznie od razu mieliśmy zaplanowane następne. Spotykalismy się co 7-10 dni przez 5 tygodni utrzymując codzienny kontakt. Myślałam że mu to odpowiada, bo pracuje i studiuje, nie było żadnych deklaracji. Sam proponował terminy, już nigdy nie przełożył spotkania, a i mnie pasowało. Poznał moją sytuację na początku spotykania się, myślałam że ją akceptuje. Pocieszał, że jest przejściowa, mówił że podziwia mnie i że ‘normalny’ facet doceni to że bezinteresownie kimś się opiekuję. A to co jest między nami zmierza do przyjaźni. Było to dla mnie oczywiste, bo wydawało mi się że jak facet mówi, że nie chce związku to tak jest. Nic między nami nie było oprócz dotyku podczas rozmowy, przytulania, dokuczania łaskotkami. Jednak zaczął pisać, że było świetnie, że za dobrze nam się rozmawia i wszystko zmierza w jednym kierunku. Aż w końcu pogadaliśmy szczerze, on wiedział że mi się podoba, a ja podobno ‘go kupiłam’ i ‘jest cierpliwy’. To było miesiąc temu. Po tych wyznaniach przez tydzień nie miałam dla niego czasu na spotkanie z ważnych powodów, ale mieliśmy umówione kolejne i kontakt był. Na spotkaniu znowu było świetnie, nawet przywiózł mi drobny prezent z wyjazdu. Po tym niespodziewanie ochłodził relację. Zaczął szybko kończyć rozmowy, przestał pisać, a jak się odezwałam to zniechęcał mnie do spotkań ze sobą. Ostatnio zadzwonił i powiedział że spotyka się z kimś i to dlatego. Zapytałam czy spotykali się wtedy kiedy spotykał się ze mną, drążyłam temat, bo ktoś kiedyś już mnie tak potraktował. Przyznał się że z nikim się nie spotyka, tylko widzi moją sytuację i nie miałabym dla niego tyle czasu ile on by chciał, ale jestem świetną dziewczyną i był potencjał. Możemy utrzymywać kontakty koleżeńskie i nie da się tego odkręcić. Powiedział, że chciał się ze mną spotkać i pogadać na ten temat, ale, uwaga, nie ma czasu (!) i ogólnie ja nie mam czasu, on nie ma, więc nic z tego nie będzie. W naszych wcześniejszych rozmowach zdarzało mu się mówić: ‘za dużo bierzesz sobie na głowę’, ‘potrzebuję uwagi’ itd. czyli sugerował, że potrzebuje tego czasu ode mnie, ale skoro się kontaktowaliśmy to myślałam, że ma go wystarczająco, przynajmniej na początek. Podobno od poprzedniego związku nie spotykał się z nikim na poważnie przez ok. 2 lata, bo miał problem z zaufaniem do kobiet. Zastanawiam się czy to może być jakaś forma testu co zrobię jak się ode mnie odetnie? Chociaż ochłodzenie relacji przed naszą ostatnią rozmową trwało 3 tygodnie. To dość długo jak na test. Proponowałam mu wówczas spotkanie, co prawda nie wprost tylko sugerując fajne miejsce w jego guście. Zawsze dystansowałam się do takich spraw, ale pierwszy raz po prostu mi zależy. Niedługo będę miała więcej wolnego czasu, ale nie zdążyłam mu o tym powiedzieć. Chciałabym się do niego odezwać i spotkać, tylko zastanawiam się czy może to coś zmienić jeśli już mnie przekreślił, a w zasadzie nas, ze względu na brak czasu? Biorę też pod uwagę, że ten czas to tylko wymówka i odciął się ze względu na poprzednią nieudaną relację. Powtarzał że siedzi mu to w głowie i nie potrafi się zakochać. Czy to możliwe? Czy po prostu dał sobie spokój? Będę wdzięczna za wskazówki