PoMesku.org.pl

Zarejestruj się, aby móc brać udział w dyskusji. Uwaga, każdy spam linkowy jest traktowany banem na adres IP, a każdy wątek z linkiem WYMAGA akceptacji moderatora.

misiek69

Użytkownik
  • Zawartość

    2
  • Rejestracja

  • Ostatnia wizyta

Reputacja

0

O misiek69

  • Tytuł
    Nowicjusz

Informacje o profilu

  • Płeć
    Mężczyzna
  • Wiek
    35
  1. misiek69

    Teściowa... symbiotyczna mamusia?

    Hehe. No spoko. Masz prawo do własnego zdania. Moja matka opiekuje się naszym dzieckiem, bo nie chodzi do żłobka i nie stać nas na opiekunkę. Proste nie? Codziennie od poniedziałku do piątku, bo oboje pracujemy. Raczej ciężko być mamisynkiem z trójka rodzeństwa
  2. Cześć, Mam problem, dlatego się tu zarejestrowałem. Żyję z moją drugą połową w konkubinacie, o ślubie rozmawialiśmy i planowaliśmy w przyszłości. Mamy dwuletnią córkę. Mieszkamy na północy, jej rodzice na południu, poznaliśmy się u znajomych. Problem jest taki, że ona nagle zmieniła zdanie co miejsca naszego zamieszkania i ciągnie ją do mamy. Rozumiem to, ale to zaczyna być chorobliwe. Z początku naszej znajomości już miałem pewne obawy, bo padły hasła, że może się przeniesiemy i zbudujemy wspólny dom z teściami - wtedy zapaliła mi się lampka, ale powiedziałem nie, że nie po to wyprowadziłem się na swoje, żeby teraz mieszkać z teściami, że jesteśmy dorosłymi ludźmi i musimy żyć odrębnie. No chyba to normalne? Kocham swoich rodziców, lubię jej, ale nie zamieszkam ze swoimi rodzicami ani z teściami, skoro życie mi na to pozwala, a teściowa co raz bardziej mi za skórę zachodzi. Wychodzi szydło z worka, co tam nie pojedziemy to każdy mnie pyta (teściowa, teść, kuzynki, znajomi), kiedy już tam się przeprowadzimy. A to, że mi znajdą praca itd itp. Presja rośnie i zaraz coś wybuchnie. A tutaj mam dobrą pracę, tam nie widzę perspektywy dla siebie. Mamy małe mieszkanie, za chwilę przeprowadzamy się na trochę większe. Ona tam nie miała żadnej super pracy - wiadomo nie tylko kasa się liczy, ale pieniądze są ważne, żeby jakoś funkcjonować. Zaczęło się robić nieciekawie już w ciąży. Ona jeździ do swoich rodziców co miesiąc na tydzień lub dwa. Nie przeszkadzało mi to, w końcu jakaś sprawiedliwość musi być. Nawet przez jakiś czas myślałem, że może w przyszłości moglibyśmy się tam przeprowadzić, ale najpierw trzeba zbudować jakiś kapitał. Z każdym dniem presja rośnie. Ostatnie wspólne wizyty u jej rodziców kończyły się na dyskusji z teściową, że powinniśmy mieszkać tutaj albo bliżej. Wtrącają się w każdy aspekt naszego życia. Moja druga połowa rozmawia ze swoją mamą kilka albo kilkanaście razy dziennie. Codziennie wideokonferencje. Nie wtrącam się, jak tęskni to jej tego nie będę bronił, przecież to jej mama. W końcu też jeździ do niej regularnie. Gdzie idziemy, co robimy, ona - teściowa zna każdy nasz krok, mimo że dzieli nas prawie 600km. Podczas ostatniej wizyty była znowu dyskusja, ja znowu nerwowy, jak tam jadę to cały chory jestem, bo nie umiem tłumić w sobie, mówię co myślę za często. Rozumiem, że ona chce być blisko rodziców, ale codziennie? Jak raz w tygodniu pojedziemy do moich na kawę, którzy mieszkają od nas kilka km, to z łaską wielką jedziemy, bo przecież moja mama opiekuje się naszym dzieckiem i powinno mi to wystarczyć (przyjeżdża do nas 5 razy w tygodnuu) , ale nie widzi, że mój ojciec schorowany w podeszłym wieku nie ma już zdrowia, żeby wsiąść w autobus i przyjechać zobaczyć wnuczkę. Ale jak tam to jechać najlepiej na zawsze. Czepiam się? Powiem tak, gdybyśmy córki nie mieli, już bym dawno to zostawił, kocham ją i kocham córkę naszą, to ona odmieniła moje życie. Nabrało barw. Od jakiegoś czasu szperam w internecie i trafiłem na pojęcie symbiotyczna matka. Nie wiem, czy przypadkiem to nie jest właśnie ich relacja. Na urlop mieliśmy jechać w góry, to z mamusią... w końcu nie pojechaliśmy. Każda wizyta u teściów, nawet jak pojechaliśmy na dwa tygodnie, to wszędzie w każdy pi***zony dzień jak gdziekolwiek pojechaliśmy to z mamusią... Teściowa w każdej dziedzinie jej życia ma swoje trzy grosze, albo nawet całe wiadro groszy. Nawet z imieniem córki, każdy pomysł mamusi forsowała. Im bardziej ona i oni cisną, ja tym bardziej zaczynam robić wszystko aby było odwrotnie. Mam jeszcze wiele zarzutów, ale książkę mógłbym napisać, wiadomo ja nie jestem bez wad. Ludzie powiedzcie coś, jak żyć?! O ile komuś się chciało czytać moje wypociny...