PoMesku.org.pl

Zarejestruj się, aby móc brać udział w dyskusji. Uwaga, każdy spam linkowy jest traktowany banem na adres IP, a każdy wątek z linkiem WYMAGA akceptacji moderatora.

Gosi@czek

Użytkownik
  • Zawartość

    195
  • Rejestracja

  • Ostatnia wizyta

Reputacja

0

O Gosi@czek

  • Tytuł
    User
  • Urodziny 08.12.1991

Informacje o profilu

  • Lokalizacja
    Grybów
  1. Gosi@czek

    Kobiety przy drodze największym zagrożeniem

    Dobrze panowie:) Od tej pory tylko golfy i długie spodnie żeby was nie rozpraszać
  2. Gosi@czek

    Strach przed lotem samolotem ?

    To masz coś podobnego jak ja, sama wyobraźnia powstrzymuje mnie przed wejściem na pokład samolotu.
  3. Gosi@czek

    Mandat

    Moim zadaniem jedne są za niskie a drugie za wysokie. Jak już pisałam w innym temacie mandatu jeszcze nie dostałam żadnego.
  4. Gosi@czek

    Pierwszy raz za kółkiem

    Jeżdżę na razie tylko pół roku ale jeszcze nie spowodowałam wypadku ( tylko zbiłam lusterko ), nie dostała także mandatu, nawet policja mnie nie zatrzymywała.
  5. Generałowi NKWD Wasilijowi Błochinowi, głównemu katowi Józefa Stalina, wystawiono nowy pomnik na Cmentarzu Dońskim w Moskwie. Jego zdjęcie publikuje w poniedziałek opozycyjna "Nowaja Gazieta". Na okazałej płycie nagrobnej z czarnego marmuru wykuto wizerunki Błochina (w generalskim mundurze) i jego żony Natalii. W prawym górnym rogu umieszczono prawosławny krzyż. U podstawy płyty widnieje napis: "Wieczna pamięć". Cmentarz Doński to stara nekropolia w centrum stolicy Rosji. Pochowanych jest ok. 8-10 tys. ofiar stalinowskiego terroru. Znajdują się tam również symboliczne groby ostatniego dowódcy Armii Krajowej, generała Leopolda Okulickiego "Niedźwiadka" i zastępcy Delegata Rządu RP na Kraj Stanisława Jasiukowicza "Opolskiego". W czerwcu 1945 roku sądzono ich w Moskwie w procesie szesnastu, pokazowej rozprawie nad politycznymi przywódcami polskiego państwa podziemnego, podstępnie zwabionymi i uprowadzonymi do ZSRR. Okulicki został bezprawnie skazany na 10 lat łagru, a Jasiukowicz - na pięć lat. Obaj, podobnie jak Delegat Rządu RP na Kraj Jan Stanisław Jankowski, zmarli w sowieckich więzieniach. Prawdopodobnie zostali zamordowani. "Opolski" - 22 października 1946 roku, a "Niedźwiadek" - 24 grudnia tego samego roku. Pozostali z szesnastu wrócili do kraju, gdzie również byli represjonowani. Cmentarz Doński jest miejscem pochówku ofiar stalinowskiego reżimu jeszcze z lat 30. W 1927 roku uruchomiono tam pierwsze w Związku Radzieckim krematorium. Zostało urządzone w przycmentarnej cerkwi. Od początku lat 30. kremowano tam zwłoki osób rozstrzelanych przez NKWD oraz więźniów, którzy zmarli w więzieniach. Prochy wsypywano co najmniej do trzech dołów. Nie zachowały się - a przynajmniej nie są publicznie znane - żadne spisy. Właśnie nieopodal tych zbiorowych grobów znajduje się zadbana mogiła Błochina. To on jako 45-letni major NKWD kierował egzekucją polskich jeńców w Kalininie (obecnie - Twerze). Osobiście zastrzelił tam wielu Polaków. Błochin, wieloletni szef komendantury NKWD, wykonywał wyroki śmierci od sierpnia 1924 do marca 1953 roku. Zabijał niemal codziennie. Rosyjscy historycy szacują, że własnoręcznie zastrzelił 10-15 tys. osób. To on zastrzelił marszałka Michaiła Tuchaczewskiego, byłego szefa NKWD Nikołaja Jeżowa i pisarza Izaaka Babla. Po śmierci Stalina przeszedł na emeryturę. Pochwałą za nienaganną służbę żegnał go Ławrentij Beria. Błochin zmarł w lutym 1955 roku. Źródło: wp.pl
  6. Aby osiągnąć sukces czasami trzeba coś trenować od dziecka. Wyobrażacie sobie ponad dwudziestoletnią pannę, która nagle chce się zająć łyżwiarstwem figurowym? Albo nastolatka, który pewnego dnia stwierdza, że zostanie słynnym pianistą? Niestety, takie pomysły są skazane na klęskę. Czy jednak taniec na rurze również należy do dyscyplin, które należy trenować od dziecka? A właśnie do takich wniosków doszły władze pewnej szkoły tańca na rurze w Szkocji. Organizacja proponuje specjalną klasę specjalizującą się w ćwiczeniach tańca na rurze i nie byłoby to nic dziwnego, gdyby jej oferta nie była skierowana już do 6-letnich dzieci! Co więcej, nie mogą mieć one więcej niż 16 lat. Lokalne i krajowe środowiska są oburzone: "To jest właśnie to, czego szukają pedofile. Bangkok w Szkocji". Pomysłodawców "kursu" oskarża się o oscylowanie na granicy z pornografią i szkodzenie dzieciom. Zwraca się uwagę, że na oficjalnej stronie szkoły znajdują się linki do tutoriali "tassel twirlingu" (rytmicznego poruszania piersiami w rytm muzyki). Organizatorzy odcinają się od oskarżeń o pornografizację dzieci, zwracając uwagę na to, że oferta jest skierowana również do chłopców. Czyżby myśleli, że pedofile gustują tylko w dziewczynkach? Kolejnym argumentem obrońców pornokursu dla maluchów jest rzekoma troska o ich kondycję fizyczną: "Są to ćwiczenia gimnastyczne, z tym, że z wykorzystaniem rury. Nie ćwiczymy erotycznych ruchów, nie mamy prowokacyjnych strojów. To po prostu ćwiczenia z rurą" . Rzeczniczka szkoły broni klasy dziecięcej, argumentując, że sama pośle tam swoją 6-letnią córkę: "Swoją młodszą siostrę uczę od 4 lat. Wiele jej koleżanek również przychodzi na ćwiczenia. Kochają to" . W nieco innym świetle przedstawia "nietypowy kurs fitnessu" jedna z matek, która postanowiła dokładnie przyjrzeć się proponowanym jej córce zajęciom: "Lekcje promowane są jako droga do wspaniałej kondycji fizycznej, ale w rzeczywistości są tak zbliżone do tego, co prezentuje pornobiznes, że granica ta jest zupełnie rozmyta. (...) Dzieci nie powinny mieć z tym nic wspólnego" . Fundacja walcząca o prawa dzieci Kidscape również wyraziła miażdżącą opinię o proponowanych przez szkołę zajęciach. Miejmy nadzieję, że nie doczekamy czasów, w których ci, którzy najlepiej wiedzą, co dla nas i dla naszych dzieci najlepsze, czyli brukselscy włodarze, wpiszą taniec na rurze w wykaz przedmiotów obowiązkowych w szkołach publicznych obok takich koniecznych dla prawidłowego rozwoju perełek jak wiedza o gejach i lesbijkach oraz przysposobienie do walki z homofobią i globalnym ociepleniem. Źródło: wp.pl
  7. Gosi@czek

    Jak trwoga to do... bandyty

    Poziom przestępczości w Caracas, prawdopodobnie najniebezpieczniejszym mieście w całej Ameryce Południowej, jest tak wysoki, że przerażonym mieszkańcom wenezuelskiej stolicy pozostał tylko jeden ratunek... modlitwa. Ale nie do byle kogo. Każdego dnia przed kilkoma grobami na cmentarzu położonym w południowej części miasta zbiera się tłum ludzi. Setki mieszkańców Caracas przychodzą tu, by prosić o ochronę przed kulami świszczącymi na ulicach miasta czy innymi niebezpieczeństwami, jakie grożą postronnym osobom w zdominowanej przez bandytów, prawie dwumilionowej, aglomeracji. "Święty" z giwerą i papierosem Wenezuelczycy kierują swoje modły nie do świętego, ale do... przestępcy. Ismael Sanchez zginął czterdzieści lat temu. Nigdy nie wiódł przykładnego i prawego życia, a jego śmierć trudno zaliczyć do męczeńskiej. Watykan zapewne nigdy nie kanonizuje go, ale bynajmniej nie przeszkadza to przesadnie religijnym mieszkańcom Caracas modlić się do swojego nowego "świętego". Jak przystało na prawdziwego zbawiciela, Wenezuelczycy modlą się do Ismaela Sancheza przedstawionego w postaci "świętej" figury. 80-centymetrowa statua, znajdująca się na grobie poważanego w Caracas eks-złoczyńcy, wygląda dość komicznie. "Ismaelito", jak Sanchez jest popularnie nazywany, ma na głowie czerwoną bejsbolówkę, patrzy na wznoszących modły przez okulary przeciwsłoneczne, a jego status dodatkowo podnosi zatknięty za pasem pistolet. Co chwila ktoś wkłada zapalonego papierosa w otwarte usta figury, a jej podstawa tonie w kwiatach. Oficjalnie problemu nie ma Dla każdego, kto odwiedza "Ismaelito" jest on jedyną instytucją, do której można się zwrócić w opanowanym przez bandytów mieście. Wzrastający poziom przestępczości, która zupełnie wymyka się spod kontroli policji, pogrąża mieszkańców w strachu i niepewności. Rząd prezydenta Hugo Chaveza (piastującego zarówno funkcję głowy państw, jak i premiera), który we wrześniowych wyborach będzie liczyć na poparcie ze strony milionów wenezuelskich biedaków, nie udostępnia statystyk przestępstw. Jednak nieoficjalne wyliczenia od razu uzmysławiają, dlaczego przestępczość jest największą obawą społeczności Caracas. Tysiące trupów na ulicach W każdy weekend w stolicy popełnianych jest 50 brutalnych morderstw. Przez cały zeszły rok w Wenezueli zamordowano aż 16 tysięcy osób! Eksperci Wenezuelskiego Obserwatorium Przestępczości, niezależnej organizacji monitorującej poziom przestępczości w tym kraju, twierdzą, że sprawcy 9 na 10 przestępstw popełnionych w ostatnich trzech latach w ogóle nie byli ścigani. Święci od spraw beznadziejnych Co prawda liczba policjantów na ulicach została znacząco zwiększona, ale mieszkańcy Caracas boją się ich tak samo, jak uzbrojonych po zęby młodzieńców zaczepiających przechodniów i kierowców. - Teraz tymi złymi są policjanci. Nie ufam im, bo wszyscy są skorumpowani, a rząd nic z tym nie robi - uważa Jenny Lameda, która regularnie odwiedza grób Ismaela Sancheza górującego nad grobowcami innych bandytów. Oni także, podobnie jak "Ismaelito", są ostatnimi czasy obdarzani większym szacunkiem niż za swego bandyckiego życia. - Ci "święci" nigdy mnie nie zawiedli - dodaje Lameda. Omar Alonso, kolejna osoba, która modli się do Ismaela Sancheza, twierdzi, że "święty" opiekuje się nim. - Wierzę bardziej w niego niż we wszystkie siły porządkowe, bo widziałem, jak wiele przestępstw popełniono na oczach policjantów, którzy w ogóle nie reagowali - mówi Alonso. Jorge, młody kurier motocyklowy, przychodzi do "Ismaelito", kiedy tylko może. - Codzienna jazda po mieście jest bardzo niebezpieczna. Tylko on może mnie chronić - zdradza motocyklista. Święty, co każdą prośbę przyjmie Coraz więcej mieszkańców Caracas wyraża podobne uczucia, co przekłada się na prawdziwe pielgrzymki do kwartału cmentarza, gdzie leżą "uświęceni" bandyci. Większość przychodzi, by poprosić o ochronę dla siebie lub bliskich, ale zdarzają się także inne intencje. Były już podziękowania za wypuszczenie z więzienia oraz prośby o błogosławieństwo przed... popełnieniem przestępstwa. - Wielu ludzi widzi sens w przychodzeniu tutaj, ale część z nich jest na złej drodze i pojawiają się, by prosić o pewne rzeczy - przyznaje Alonso. Błogi spokój Omar sam woli myśleć o bandytach wyniesionych przez mieszkańców Caracas na ołtarze, jak o urzeczywistnieniu legendy o Robin Hoodzie. Wielu ludzi twierdzi, że Ismael Sanchez rzeczywiście zabierał bogatym i oddawał biednym. Właśnie dlatego postanowili modlić się do niego. Niezwykła popularność "Ismaelito" doprowadziła do sytuacji, w której ludzi zaczynają przypisywać mu zdolności nadprzyrodzone. Kilku z modlących się do niego mieszkańców Caracas wpadło w trans, a dwaj podobno słyszeli głosy "świętego". - Mój 24-letni syn został niedawno zastrzelony. Wierzę, że ktoś sprowadził go na złą drogę i tylko tutaj mogę poznać prawdę - mówi mężczyzna, który nie chciał podać swojego imienia. Prawie wszyscy, którzy przyszli do "Ismaelito" i jego kolegów twierdzili, że poczuli błogi spokój. To właśnie tego uczucia nie potrafią zapewnić im władze. Źródło: Interia.pl
  8. Dlaczego w lecie mężczyźni mają znacznie więcej wypadków? Według brytyjskiej firmy ubezpieczeniowej Sheilas' Wheels, zeszłego lata mężczyźni zgłosili 16,4 procent więcej wypadków niż w innych porach roku. Ubezpieczyciel wysnuł z tego wniosek, że w lecie faceci wpatrują się w kobiety odziane w kuse spódniczki, zamiast obserwować sytuację na drodze. Wypadek gotowy. Inna statystyka: w ciągu ostatnich pięciu lat 25 procent kierowców miało wypadek lub niebezpieczną sytuację na drodze właśnie w lecie. Podobną deklarację składa tylko 17 procent pań za kółkiem. Psycholog Donna Dawson potwierdza na łamach dziennika "The Daily Telegraph" ten wniosek: "Mężczyźni są wzrokowcami, więc takie bodźce, jak piękne kobiety przechadzające się po chodniku, mogą szybko odwrócić ich uwagę od sytuacji na drodze i bieżącego zadania." Pani Dawson wspomina też o testosteronie, który ma skłaniać mężczyzn do bardziej agresywnych zachowań, szczególnie, gdy są zamknięci w małym pudełku - samochodzie. Źródło: GIZMODO.PL
  9. Czysto teoretycznie: za ile wystawilibyście na Allegro idealną kopię iPhone'a? Za nieco mniej, niż kosztuje oryginał, za tyle samo, za połowę, czy za znikomą część ceny? Jeśli potraficie odpowiedzieć na to pytanie, zapewne wiecie też, dlaczego właśnie ta kwota wydaje się wam odpowiednia. Cena podróbek dostarcza informacji o tym, jak ludzki mózg ocenia wartość przedmiotu. Sam fakt, że produkt jest oryginalny, okazuje się cechą, której można przypisać cenę. Inaczej nie sposób byłoby wytłumaczyć, dlaczego torebki Prady, szale Hermesa i Rolexy świetnie się sprzedają. Wiele zegarków działa równie dobrze, jak oryginalny, markowy, ale brakuje im tego najważniejszego - aury autentyczności. Łatwo wyśmiać to rozumowanie i traktować jako przejaw snobizmu. Można wymieniać złośliwe uwagi o koleżance, która obnosi się ze swoją włoską torebką i naigrawać z kolegi, który zmienia komórki co 6 miesięcy, zawsze na najdroższy model. Zachowanie obrandowanych osób można przypisywać ich kompleksom, głupocie, rozrzutności, itp.. Prawda jest jednak taka, że wcale się pod tym względem nie różnimy. Eksperymenty psychologiczne dowodzą, że przypisywania wartości oryginałowi uczymy się w bardzo młodym wieku. Psychologowie Bruce Hood i Paul Bloom zaprezentowali 43 dzieciom w wieku 3-6 lat "maszynę do replikacji". Powiedzieli im, że tworzy kopię włożonych przedmiotów. Naukowcy pokazali dzieciom gumową zabawkę "stretchy man" i stworzyli jej kopię. 62 procent dzieciaków uznało duplikowanie za zabawne i wybrało kopię. Następnie Hood i Bloom poddali podobnej replikacji ulubioną zabawkę, którą każde dziecko przyniosło z sobą - pluszak lub kocyk. Czworo dzieci nie pozwoliło im nawet włożyć ulubionego przedmiotu do "maszyny". Reszta malców, gdy stanęła przed wyborem - mój kocyk czy z maszyny - sięgała zawsze po własną zabawkę, pomimo że mężczyźni zapewniali, że kopia jest identyczna. Naukowcy uznali, że dzieci nie chciały mieć do czynienia z kopią pozbawioną wartości sentymentalnej, historii, więzi z posiadaczem. Większość z nas nie bawi się już lalkami ani maskotkami, ale postępujemy dokładnie tak, jak maluchy z eksperymentu. Wybieramy produkt markowy, ponieważ podróbka, czyli kopia, imitacja, wydaje nam się znacznie gorsza. Czegoś jej brak. Nasze nastawienie do produktów jest irracjonalne i skrajnie emocjonalne. Jeśli iPhone - to tylko tak z prawdziwym logo Apple, jeśli torebka - to tylko prawdziwa Prada/Chanel/LV/D&G. Tak nam podpowiada mózg, który sądzi, że autentyk jest lepszy: ładniejszy, prawdziwy, właśnie ten, taki, jak trzeba, prestiżowy, trwalszy, właściwy, modny, itp. Tak, jak ulubiony kocyk. Źródło: GIZMODO.PL
  10. Po raz pierwszy w ofercie Skody pojawiła się ekologiczna odmiana GreenLine modelu Roomster. Pod maską Roomstera GreenLine może pracować wyłącznie jeden silnik - wysokoprężny 1,2 TDI CR DPF o mocy 75 KM. Dzięki zastosowaniu osłon podwozia zmniejszających opory powietrza oraz opon o niskim oporze toczenia, znacznie poprawiono auerodynamikę. Natomiast w ruchu miejskim do oszczędności paliwa przyczynia się funkcja Start & Stop, polegająca na automatycznym wyłączaniu silnika za każdym razem, gdy jego praca nie jest niezbędna, np. podczas postoju na czerwonym świetle. W wyposażeniu znalazł się także system odzyskiwania energii z hamowania. W rezultacie „zielony” Roomster charakteryzuje się emisją CO2 na poziomie 109 g/km i średnim zużyciem paliwa równym 4,2 l/100 km. Ponadto model wyposażony jest w tzw. system podpowiedzi zmiany biegów. Najbardziej odpowiedni moment do zmiany przełożenia sygnalizowany jest na wyświetlaczu zestawu wskaźników. Informacja o najwłaściwszym biegu jest dobierana tak, by zużycie paliwa było jak najniższe. Źródło: http://www.motofakty.pl
  11. Gosi@czek

    Fakty i mity o narkotykach

    Narkotyki budzą emocje. My do nich podchodzimy chłodno. Interesują nas tylko fakty, nie mity. Zobacz sam, ile jest prawdy w często powtarzanych poglądach. Wciągnij wiedzę. JOINT JEST ZDROWSZY NIŻ PAPIEROS - FAŁSZ Marihuana jest najpopularniejszym w Polsce narkotykiem. Jak wynika z badań, dymem z konopi indyjskich zaciągnęło się chociaż raz w życiu około 4 milionów Polaków. Od gimnazjalistów, przez policjantów i prawników, aż po profesorów uniwersytetów. Wielu z nich posługuje się przy tym argumentem, że joint jest zdrowszy niż fajki. To nieprawda. Jak wykazały badania nowozelandzkich uczonych, wypalenie jednego splifa szkodzi płucom mniej więcej tak jak wypalenie dwóch i pół papierosa z tytoniu. Uczeni ustalili, że dym z konopi w znacznie większym stopniu osłabia oskrzela niż dym tytoniowy i że te uszkodzenia kumulują się w czasie, zatem im częściej palisz, tym gorzej dla twoich płuc i oskrzeli. Badanie wykazało, że po wypaleniu jednego jointa drugi ma tak niekorzystny wpływ na drogi oddechowe, jak pięć papierosów. Wygląda więc na to, że Bill Clinton wiedział, co robi. MĘŻCZYŹNI CZĘŚCIEJ BIORĄ NARKOTYKI - PRAWDA Owszem, i to znacznie częściej niż kobiety. Według danych Krajowego Biura ds. Przeciwdziałania Narkomanii, prawie trzy razy więcej facetów paliło jointy, pięć razy więcej spróbowało LSD, trzy razy więcej kokainę. Być może dlatego, że - jak wykazali uczeni z Yale University School of Medicine - kobiety gorzej znoszą uzależnienie i silniej doświadczają jego skutków w sferze psychiki, zdrowia, a także w relacjach społecznych, np. w pracy. OD KOKAINY ODPADA W KOŃCU NOS - PRAWDA Jak głosi jedna z miejskich legend, intensywne używanie kokainy skutkuje nie tylko tym, że w klubach spędzasz najwięcej czasu w toaletach, ale i tym, że po pewnym czasie odpada nos. Rzekomo pod prysznicem zostawiło już swoje oryginalne nosy wiele gwiazd. Choć brzmi to nieprawdopodobnie, jest możliwe. - Wieloletnie wciąganie "śniegu" może spowodować martwicę tkanki przegrody nosowej, później robią się dziury w chrząstce i w końcu nic już nie oddziela nozdrzy - mówi Richard Harmon, chirurg plastyczny. Nos bez przegrody - marzenie każdego początkującego boksera. MARYCHA TO WSTĘP DO HEROINY - FAŁSZ Istotnie, gdy spojrzeć na ludzi uzależnionych od heroiny, to prawdopodobnie 100 proc. z nich zaczynało od marihuany. Jednak jeśli spojrzeć z drugiej strony, liczba użytkowników marihuany jest tak przytłaczająco większa niż ludzi, którzy sięgnęli po twarde narkotyki, że nie ma mowy o żadnym koniecznym związku. Niemal 10 proc. Polaków przyznaje się, że kiedykolwiek w życiu paliło marihuanę. Po heroinę sięgnęło zaś... 0,1 procenta. Czyli prawie stukrotnie mniej. A zatem niemal 99 proc. tych, którzy zapalili, na marihuanie poprzestało. JEDNA KRESKA I JUŻ PO TOBIE - PRAWDA Brzmi to wprawdzie jak cytat z ulotki kampanii antynarkotykowej, ale to prawda. Wcale nie trzeba brać kilka lat, żeby się uzależnić. Dotyczy to zwłaszcza kokainy. Jak wykazali badacze z University of California, już pierwsza dawka kokainy może być jak haczyk, którego nie da się wyjąć, ponieważ powoduje łączenie się neuronów w mózgu, tworząc w ten sposób podstawę do powstania uzależnienia. - Każdy, kto zaczyna swoją przygodę z kokainą, myśli, że to będzie tylko okazjonalne branie - mówi prof. John Strang z Addiction Research Unit w Londynie. - Moment krytyczny, czyli przejście od rekreacji do nałogu, przychodzi, gdy wzrasta tolerancja. Na tym etapie zostają już tylko dwa wyjścia - albo zrezygnujesz, albo zaczniesz zwiększać dawkę. MAŁŻEŃSTWO CHRONI PRZED NAŁOGIEM - PRAWDA Może nie w stu procentach, ale zależność jest bardzo wyraźna. Ze wspomnianych już danych Krajowego Biura ds. Przeciwdziałania Narkomanii wynika też, że najczęściej narkotyki zażywają kawalerowie i panny. Ludzie po ślubie aż dziesięciokrotnie rzadziej sięgają po dragi. I wcale nie chodzi tu tylko o wiek. Statystycy zbadali też częstość używania narkotyków wśród różnych grup wiekowych, różnice między ludźmi od 15 do 24 lat, a tymi po ?40? były znacznie mniejsze. Wniosek? Jeśli boisz się uzależnić, lepiej się ożeń. I postaraj się o dziecko - ojcostwo też osłabia chęć zmian świadomości. NARKOTYKI NIE POMAGAJĄ ARTYSTOM - FAŁSZ Jeżeli chodzi o życie osobiste, to być może, ale na twórczość artystyczną z pewnością mają korzystny wpływ. Jak wynika z obliczeń amerykańskiej National Academy of Recording Arts and Sciences, 89 proc. muzyków, którzy nagrali 10 najlepiej sprzedających się albumów wszech czasów, przyznawało się do zażywania nielegalnych substancji psychoaktywnych. Żeby było jasne - nikt nie twierdzi, że wystarczy się naćpać, by stworzyć wiekopomne dzieło. Do tego potrzebne są jeszcze talent, pasja i praca. KETAMINA TO NARKOZA DLA KONI - PRAWDA Ketamina nie jest w Polsce przesadnie popularna, ale zważywszy na jej sporą popularność w brytyjskich klubach, pewnie i do nas dotrze fala łatwo dostępnej ketaminy. Wśród użytkowników krąży pogłoska, że to lekarstwo dla zwierząt. Owszem, rzeczywiście ketaminę stosuje się w weterynarii do znieczuleń, również u koni, zdecydowanie jednak częściej w szpitalach do znieczulenia przedoperacyjnego. Samodzielne stosowanie, szczególnie w postaci zrobionego domowym sposobem proszku wciąganego do nosa, może przynieść fatalne skutki, gdyż łatwo jest przedawkować. NARKOTYKI SĄ ŁATWO DOSTĘPNE - FAŁSZ To tylko mit. Oczywiście w niektórych środowiskach nie ma żadnego problemu ze znalezieniem dostawcy, jednak aż 70 proc. badanych Polaków przyznało, że zdobycie narkotyków jest trudne, bardzo trudne lub wręcz niemożliwe. Najłatwiej jest zdobyć leki uspokajające lub nasenne, najtrudniej - crack i heroinę. Źródło: Interia.pl
  12. Arka Przymierza jest jednym z najważniejszych i najbardziej zagadkowych przedmiotów w historii świata. Wielu sądzi, że Arka nigdy nie istniała... Inni sądzą, że nieliczne plemię Izraelitów nie było w stanie stworzyć tak bogato zdobionego dzieła sztuki, że wokół niej narosło wiele mitów, które nie mają nic wspólnego z rzeczywistością. Dziesiątki teorii spiskowych Istnienie Arki Przymierza rozgrzewa jednak ludzką wyobraźnię od stuleci. Próbowali ją odnaleźć Templariusze, włoscy faszyści, naziści i tysiące poszukiwaczy skarbów. Nikomu nie udało się odkryć miejsca przechowywania Arki albo udowodnić, że została zniszczona lub że nigdy nie powstała. Za to jak grzyby po deszczu pojawiają się spiskowe teorie o tym, że poszukiwany skarb istnieje, a w ukrywanie jego tajemnic zaangażowani się najbardziej wpływowi ludzie na całym świecie. Powstają filmy i książki wskazujące coraz bardziej sensacyjne miejsca jego ukrycia. Na polecenie samego boga Po ucieczce z niewoli egipskiej Mojżesz wiódł lud Izraela do Ziemi Obiecanej. W czasie tej wędrówki Żydzi zatrzymali się u podnóża góry Synaj (Horeb). Kiedy Mojżesz wszedł na jej szczyt, w imieniu swojego ludu zawarł z Bogiem przymierze. Wyrażały je dwie kamienne tablice - zbiór dziewięciu podstawowych boskich praw. Dekalog był dla ludu Izraela największą świętością i symbolem łączności z Bogiem. W celu jego przechowywania i transportowania wykonano specjalną skrzynię - Arkę Przymierza. Według biblijnego opisu była wykonana z akacjowego drzewa. Jej wewnętrzna i zewnętrzna powierzchnia pokryte były złotem. Miały ją strzec dwa złote cheruby umieszczone na wieku. Wykonano ją na polecenie Boga i zgodnie z jego instrukcjami przekazanymi Mojżeszowi. Potajemnie wywieziona z miasta Od momentu powstania Akra Przymierza towarzyszyła Izraelitom w najważniejszych wydarzeniach w ich historii. Zabierano ją na decydujące bitwy, towarzyszyła oblężeniom wrogich miast i twierdz, pokazywano ją przeciwnikowi, na dowód, że Bóg jest po stronie Izraela. Kiedy król Salomon wybudował w Jerozolimie jedną z największych i najwspanialszych budowli sakralnych antycznego świata, Arka Przymierza została złożona tym świętym miejscu. To jest ostatnie prawdopodobne miejsce ukrycia Arki. Badacze wiążą fakt jej zniknięcia z zajęciem Jerozolimy przez Egipcjan, zburzeniem świątyni przez Babilończyków lub zrównaniem z ziemią odbudowanej świątyni przez Rzymian. Czy Arka mogła przetrwać te wojenne zawieruchy? Wielu wierzy, że została ukryta gdzieś w Jerozolimie lub potajemnie wywieziono ją z oblężonego miasta. "Zobaczyłem na własne oczy" Podobno w czasie wypraw krzyżowych Arka Przymierza została odnaleziona przez Templariuszy, którzy sporządzili jej wierną kopię a oryginał dokładnie ukryli, stając się powiernikami i obrońcami tajemnicy. Gdzie się obecnie znajduje? Może we Francji, gdzie była główna siedziba zakonu, a może nadal na Bliskim Wschodzie. Wielu badaczy sądzi, że Arka znajduje się w bazylice w Aksum w Etiopii. Tę wersje potwierdzają słowa Abuna Pauolosa - przywódcy kościoła etiopskiego, który w 2009 r. powiedział że "Arka Przymierza jest w Etiopii przez wiele wieków, jako patriarcha zobaczyłem ją na własne oczy". Pauolos zapowiedział także, że wkrótce Arka zostanie wystawiona na widok publiczny, co nie nastąpiło do dnia dzisiejszego. Budzi to wątpliwości co do obecności Arki w Etiopii i napędza kolejne teorie co do miejsca ukrycia Arki... Źródło: Interia.pl
  13. Opowieści o Atlantydzie liczy sobie już blisko 2500 lat. Mimo to nadal rozpala ludzką wyobraźnię... Pewien grecki podróżnik imieniem Solon około roku 600 przed naszą erą odwiedził Egipt. Tam od jednego z kapłanów usłyszał opowieść o bajecznie bogatym królestwie o nazwie Atlantyda. Jego stolicą miało być ufortyfikowane miasto na wyspie położone za słupami Heraklesa, czyli dzisiejszą cieśniną Gibraltarską. Atlantyda znana wszystkim Solon dowiedział się także, że państwa to stało na bardzo wysokim stopniu rozwoju cywilizacyjnego i kulturowego. Rzemieślnicy Atlantydy potrafili wytapiać metale, płatnerze produkowali z nich wysokiej jakości broń, a armia siała postrach we wszystkich państwach basenu Morza Śródziemnego. Wpływy Atlantydy sięgały jednak dużo dalej. Dzięki umiejętności budowy szybkich i wytrzymałych okrętów a także używania nieznanych innym technik nawigacyjnych żeglarze dopływali do najdalszych zakątków świata. Okres prosperity nie trwał jednak wiecznie. Pycha władców Atlantydy ściągnęła na królestwo gniew potężnych bogów. Armia Atlantów została pokonana przez sojusz państw pod przywództwem Aten a sama Atlantyda z boskiego rozkazu w ciągu jednej doby pogrążyła się w morskiej toni. Opowieść spisana przez Platona Taką mniej więcej opowieść usłyszał Solon od egipskiego kapłana. Po powrocie do Grecji opowiedział ją swojemu przyjacielowi Dropidesowi, ten z kolei dobiegając dziewięćdziesiątki przekazał ją swojemu dziewięcioletniemu wnukowi Kritiasowi. Opowieść o Atlantydzie przekazywana z pokolenia na pokolenie pewnie z czasem uległaby zapomnieniu gdyby nie fakt, że Kritias był stryjem Platona jednego z największych greckich filozofów. Niedługo przed śmiercią Platon spisał opowieść o Atlantydzie w dwóch dialogach Kritias i Timaios, trzeci planowany przez autora nigdy nie został dokończony. W taki właśnie sposób przekazywana ustnie przez ponad 200 latach historia Atlantydy zyskała nieśmiertelność. Bajkopisarze widzieli Atlantydę wszędzie Początkowo zgodnie z sugestiami Platona, Atlantydę sytuowano za słupami Heraklesa czyli na Atlantyku. Większość z tych teorii była jednak absolutnie niewiarygodna i niewytrzymująca naukowej krytyki. Różni fantaści, mistycy i bajkopisarze opisywali ją jako gigantyczną wyspę między Afryką a Amerykami, szukali jej śladów w Ameryce Południowej, na Grenlandii, Karaibach czy Azorach. Mimo że spekulacje i teorie dotyczące Atlantydy powstawały od stuleci, to dopiero wiek XIX i XX przyniosły przełom. Wraz z rozwojem archeologii i coraz większą jej interdyscyplinarnością przed badaczami otworzyły się nowe możliwości odkrywania prawdy o historii świata. Badania lotnicze, używanie batyskafów pozwalających na badanie oceanicznych głębin, zastosowanie sonarów czy kamer wysokiej rozdzielczości zbliżały naukowców do prawdy o Atlantydzie umożliwiały budowanie nowych teorii lub obalanie starych. Czy odnaleziono Atlantydę? Dziś większość naukowców skłania się do umiejscowienia Atlantydy w basenie Morza Śródziemnego. Trwają jednak spory czy za jej pozostałości można uznać zniszczoną w drodze erupcji wulkanicznej wyspę There czy jest to może odkryte niedawno u greckich wybrzeży ruiny Pavloperti, czy jeszcze inna z kilkunastu możliwych lokalizacji. Cześć badaczy uważa, że Atlantyda to jedynie wytwór wyobraźni Platona i sposób na barwne przedstawienie swoich poglądów i koncepcji. Jak jest naprawdę przekonasz się oglądając najnowszą produkcję kanału Discovery World z serii Największe zagadki historii. Źródło: Marcin KoczanInteria.pl
  14. W Afryce dzieci oskarżone o czary są bite, zmuszane do prostytuowania się albo palone żywcem. Okazuje się, że dużą rolę w rozprzestrzenianiu się tego zjawiska odgrywają pastorzy kościołów zielonoświątkowych. Egzorcyzmy często przeprowadza się siłą, bez zgody osoby "opętanej", Wybrzeże Kości Słoniowej Wg UNICEF-u o czary najczęściej oskarża się dzieci do 7 roku życia, jednak antropolog Filip de Boeck twierdzi, że zagrożeni są wszyscy między 3, a 18 rokiem życia. Ofiarami współczesnych łowców czarownic padają sieroty, dzieci chore (np. na epilepsję) lub upośledzone umysłowo. W grupie ryzyka są też dzieci pochodzące "ze złego porodu" (wcześniaki), i bliźnięta, ponieważ ich narodziny wróżą nieszczęście. Najczęściej giną zaraz po porodzie lub są porzucane. Dzieci oskarża się o czary głównie w Tanzanii, Kenii, Senegalu, Kongo, Sierra Leone i RPA. W prowincji Limpopo (RPA), w latach 1985-1995 zabito niespełna 400 oskarżonych o czary osób, a w latach 1996 - 2001 już ponad 600. UNICEF alarmuje, że liczba oskarżanych o czary, torturowanych i zabijanych dzieci w ostatnich latach gwałtownie wzrasta. Lekarstwo z albinosa Grupą szczególnie narażoną na oskarżenia są albinosi. Z ich organów, genitaliów i kości przyrządza się uzdrawiające nalewki i maści. Z tego powodu tylko w 2008 roku w regionie Shinyanga (Tanzania), zabito dziesiątki albinosów, rok później w Kongo zatrzymano mężczyznę, który próbował wywieźć z kraju głowę kilkuletniego albinosa. W Zimbabwe na ataki szczególnie narażone są młode albinoski, ponieważ seks z nimi ma leczyć AIDS. Zobacz, jak wygląda życie albinosów w Afryce: Śmierć za lunatykowanie Dzieci, które zostały zidentyfikowane jako czarownice, padają najczęściej ofiarami okrutnych tortur. Rebecca Bannor-Addae, dziennikarka opisująca przypadki "opętań", zebrała kilkanaście historii dzieci, którym udało się ocaleć z publicznego linczu. 10-letni Laurent (imię zostało zmienione) został oskarżony o spowodowanie choroby swojego kuzyna. - Wujek bił mnie codziennie przez dwa tygodnie, potem udało mi się uciec. Miałem złamane ramię, a z ran na głowie, które wujek zrobił mi maczetą, ciągle lała mi się krew. Ale ja nie jestem czarownikiem, sam nie wiem kto to jest - powiedział chłopiec. 15-letnia Laura została posądzona o czary po tym, jak przyznała się ciotce, że miewa koszmary i zdarza jej się chodzić przez sen. - Ludzie oskarżali mnie o wszystko, co złe. O sprowadzenie na wioskę chorób i śmierci. Uciekłam i nie mogę już wrócić, bo ludzie by mnie bili. Albo zabili - wyznała. Tortury, jakim poddawane są dzieci, obejmują najczęściej bicie, polewanie wrzątkiem i nacinanie skóry. W najbardziej drastycznych przypadkach dzieci są palone żywcem. Jezus popiera tortury Autorzy raportu "Children Accused of Witchcraft", opublikowanego w kwietniu 2010 roku, sugerują, że ogromną rolę w prześladowaniach dzieci odgrywają pastorzy kościołów zielonoświątkowych. Duchowni twierdzą, że mają zdolność rozpoznawania dzieci zdolnych do czarów, często też potwierdzają przypuszczenia rodzin. - Kiedy dziecko przychodzi do mnie od razu sprawdzam stan jego duszy - powiedziała pracownikowi UNICEF-u wizjonerka Maman Putu. - Modlę się, pytam dziecko o sny i o to, co je. Na tej podstawie bardzo szybko umiem stwierdzić czy mam do czynienia z czarownicą - wyjaśnia. Jeśli okaże się, że w ciele dziecka znajduje się czarownica konieczne są egzorcyzmy, którymi również zajmują się pastorzy. Koszt przeprowadzenia jednego "zabiegu" wynosi ok. stu dolarów. Pastor Tshombe, który zgodził się na obecność reportera BBC podczas wypędzania złego ducha, wycenił swoją pracę na 50 dolarów. Podczas egzorcyzmu 8-letniej Noelli Moseka pastor polał brzuch dziewczynki gorącym woskiem, a następnie zdzierał "szatańską skórę" wraz z ciałem dziecka. Po wszystkim reporter zapytał o to, czy krzywdzenie niewinnych dzieci zgadza się z nauczaniem Jezusa. - Dlaczego Jezus miałby być nieszczęśliwy? - zapytał Tshombe. - Ja tylko wykorzystuję swoje dary, które otrzymałem od ducha świętego - odpowiedział. Wszystkiemu winna bieda? Dzieci, którym uda się przeżyć lincz, egzorcyzmy lub kuracje lokalnych znachorów, najczęściej trafiają na ulice. Zdaniem działaczy UNICEF-u oskarżenia mogą służyć pozbywaniu się dorastających dzieci, które nie zarabiają i obciążają finansowo rodzinę. Zobacz film o ludziach, którzy pomagają wykluczonym dzieciom: Dan Harris, reporter amerykańskiej stacji telewizyjnej ABC News, usłyszał od ojca, który podejrzewał swoje córki o czary (a podejrzenia te potwierdził pastor Ngoma Madilu Orlain, który zaproponował egzorcyzmy), że "jego córki muszą być czarownicami". - Jak inaczej wyjaśnić nieustanne kłopoty finansowe z którymi boryka się nasza rodzina? - pytał mężczyzna. Mimo tego, że problem znęcania się nad dziećmi oskarżonymi o czary staje się coraz poważniejszy, nadal istnieje niewiele organizacji, które zajmują się pomocą ofiarom. Jednym z takich miejsc jest CRARN (Child's Right and Rehabilitation Network). Od 2003 roku znalazło się w nim już 186 dzieci. Źródło: Katarzyna PruszkowskaINTERIA.PL
  15. Największy na świecie producent filmów porno złożył Annie Chapman, najsłynniejszemu szpiegowi ostatnich miesięcy, propozycję nie do odrzucenia. Rudowłosa piękność, okrzyknięta mianem "najgorętszej agentki od lat", miałaby wystąpić w filmie XXX... 28-letnia Anna Chapman była jedną z 10 osób, które w zeszłym miesiącu aresztowano w USA pod zarzutem szpiegostwa na rzecz Rosji. Władze w Waszyngtonie bardzo szybko wymieniły całą dziesiątka na kilku Rosjan pracujących dla USA, których złapano w rosyjskich miastach. Sama wymiana, do której doszło dwa tygodnie temu na płycie lotniska w Wiedniu, przypominała te dokonane na moście Glienicke w Berlinie w czasie zimnej wojny. Ponętna ulubienica mediów "Anna z całą pewnością jest najgorętszym szpiegiem ostatnich lat i to właśnie ona stała się ulubienicą mediów" - czytamy w liście, jaki Steven Hirsch, prezes Vivid Entertainment wystosował do Roberta Bauma, adwokata Anny Chapman. Kopia listu została opublikowana na stronie internetowej producenta filmów porno. Nic dziwnego, że to właśnie Chapman zwróciła uwagę, tak mediów, jak i pornobiznesu. Młoda, rozwiedziona i ambitna absolwentka ekonomii o wyglądzie aniołka firmy bieliźniarskiej Victoria's Secret musiała się podobać. Oficjalnie Anna pracowała w Nowym Jorku jako agentka nieruchomości, faktycznie jednak bywała na najważniejszych imprezach w "Wielkim Jabłku" i spotykała się ze śmietanką tego miasta. Nie wiemy co robiła, ale patrząc na nią, miała wszelkie predyspozycje ku temu, by... wyciągać ze swych "ofiar" pożądane przez Rosjan informacje. Najlepszy reżyser czeka "Co prawda nie udało jej się zabłysnąć jako szpieg, ale uważamy, że może zostać wspaniałą aktorką w jednym z naszych filmów fabularnych" - czytamy dalej w liście Hirsch do adwokata Chapman. Prezes pornoimperium zapewnił Roberta Bauma, że firma jest gotowa od zaraz wysłać do Moskwy swojego najlepszego reżysera - B. Skowa. Płomienne romanse Zdjęcia półnagiej Anny Chapman i historie jej płomiennych romansów sprawiły, że z marszu stała się ona ulubienicą tabloidów, zwłaszcza w Wielkiej Brytanii. To właśnie na Wyspach rudowłosa i - podobno - bardzo wyuzdana piękność mieszkała dziewięć lat. Podczas swojego pobytu w Londynie poznała i poślubiła Brytyjczyka Alexa Chapmana. Dzięki temu dostała brytyjski paszport. Kilkanaście dni temu władze w Londynie odebrały jednakże Annie Chapman brytyjskie obywatelstwo. Ponadto tamtejsze ministerstwo spraw wewnętrznych stara bardzo się stara, by zabronić rosyjskiemu szpiegowi wjazdu na teren Wielkiej Brytanii. Milion dolarów za występ W swoim liście Hirsch nie omieszkał wspomnieć, że Vivid Entertainment nakręcił kilka filmów z celebrytkami, m.in. z Pamelą Anderson czy Kim Kardashian. Taka pornopropozycja ze strony największego producenta filmów XXX nie jest niczym nowym. Na początku ubiegłego roku firma zwróciła się z podobną ofertą do Nadi Suleman. Bezrobotna matka szóstki dzieci stała się głównym tematem amerykańskich tabloidów, po tym jak urodziła ośmioraczki. "Oktomamie", jak nazywały ją media, za występ w pornosie Vivid Entertainment oferował milion dolarów. 34-letnia Suleman propozycję odrzuciła. Ciekawe czy Anna Chapman połasi się na ofertę pornopotentata? Źródło: Interia.pl