PoMesku.org.pl

Zarejestruj się, aby móc brać udział w dyskusji. Uwaga, każdy spam linkowy jest traktowany banem na adres IP, a każdy wątek z linkiem WYMAGA akceptacji moderatora.

Elegante

Użytkownik
  • Zawartość

    1085
  • Rejestracja

  • Ostatnia wizyta

  • Wygrane w rankingu

    2

Odpowiedzi dodane przez Elegante


  1. 47 Roninów zdecydowanie przereklamowany. 3D w nim w zasadzie nie ma więc odradzam seanse w trójwymiarze ;) Film fajny, aby obejrzeć dla relaksu i for fun, jednak jakoś nie żałowałbym gdybym obejrzał go na DVD czy Blue-ray ;) Za wiele scen widowiskowych nie ma, więcej rozkmin tytułowych roninów. A i pan Reeves nie popisał się w swojej roli ;)

    Kolejny film, na który planuję się wybrać to "Ja, Frankenstein" ;) premiera 7 lutego :) zapowiada się konkretnie, z dobrymi efektami. Wybiorę się na niego do IMAXa więc i wrażenia powinny być lepsze ;)


  2. Hmmm... Ja osobiście korzystam z FB jak z komunikatora ;) używam go, by zebrać ekipę na weekendowy wypad w plener, dogadanie wspólnego treningu ze znajomym, obgadanie zadania z kumplem z uczelni czy po prostu porozmawianie ze znajomym, który siedzi w UK ;) od momentu rozpowszechnienia się go w Polsce, nie korzystam w zasadzie z innych narzędzi internetowych do pogadania ze znajomymi ;)

    Co do innej kwestii... Wiadomo - jeśli pozwolimy na to, by na naszym wallu był syf, to będą wyskakiwać sweet focie i jakieś daremne obrazki zlajkowane przez znajomków ;) no ale nie bez powodu można odznaczyć opcję "Pokaż w aktualnościach" zarówno przy znajomych jak i fanpejdżach ;) wtedy treści niechciane nie trafiają do nas ;)


  3. Wczoraj mi znajoma opowiadała na jego temat, bo była w kinie. Nawet mocniejszy niż recenzje o tym piszą. Strasznie kontrowersyjny, kilka scen, które mogą zgorszyć, jednak mimo wszystko kawał dobrego kina. Namówiła mnie tym samym na to, by go obejrzeć i możliwe, że w przyszły weekend się wybiorę ;)


  4. Hmmm... nazwa tematu trochę na wyrost... Biorąc pod uwagę wcześniejszy dokument na ten temat (wspomniany w artykule "Super Size me") mamy dwie skrajności.

    Ten pan, podszedł do tematu tak, jakby był po wizycie u dietetyka, zapłacił mu kapuchę za to, żeby powiedział mu co ma jeść. Ruszał się, był aktywny no i rzecz jasna przestrzegał diety. Diety na 2000kcal.

    Pan "SuperSize" po prostu przychodził do McDonalnda i zamawiał to na co miał ochotę. Tak jak robi 99% z nas wchodząc do FastFoodu... Nie zastanawiał się nad kalorycznością tylko po prostu wcinał.

    SuperSize Me miało pokazać przede wszystkim konsumpcyjne podejście do tematu. Wpychanie w siebie bez zastanowienia wysokoprzetworzonego i tłustego żarcia, ot tylko po to by mieć coś w żołądku. Pokazało plagę USA i stopniowo Europy.

    Pan "Fit" Pokazał tylko, że w sumie to się da. Jednak nie ma opcji, żeby wchodząc do McDonalda ludzie sobie zaczęli rozkminiać "Kurde.... nie mogę zjeść tego BigMaca, bo przekroczę dzienny limit kcal. Muszę wziąć sałatkę"


  5. Po prostu bądź sobą i czuj się ze sobą dobrze ;) to przede wszystkim - dzięki temu nabierzesz pewności siebie i będziesz ufał swoim wyborom. Widać, że brak Ci pewności siebie, ale to da radę nadrobić ;)

    Jeśli masz pasję - pielęgnuj ją. Jeśli masz problemy z rozmową - sporo czytaj, bo to rozwinie Twoją elokwencję. Jeśli brakuje ci pewności przez sylwetkę - ćwicz.

    I po prostu ciesz się życiem. Nie ma lepszego sposobu na poznawanie ludzi, jak bycie szczęśliwym we własnym życiu, akceptując się i robiąc to co się kocha. Reszta przyjdzie sama ;)


  6. In the End...

    Koniec grudnia jest okresem wyjątkowym. I nie mówię tu o choinkach, „last christmas” i Kevinie. Mam tu bardziej na myśli fakt tego, że każdy z nas przynajmniej na chwilę się zatrzymuje by spojrzeć zarówno wstecz, jak i przed siebie. Noworoczne postanowienia – to jest plaga ostatniego tygodnia roku…

    Z tym jest jak z ospą wietrzną, różyczką czy świnką – każdy to przechodził. Nie znam nikogo, kto nie chciałby, aby kolejny rok był lepszy. Aby nie przytrafiały mu się złe rzeczy, by ludzie się nim zainteresowali, czy aby po prostu sam w sobie stał się kimś lepszym. Najczęściej te postanowienia mają związek z, jak ja to nazywam, Noworocznym Trójkątem Bermudzkim – Fajki, siłownia i dieta.

    O zgrozo i ja to przechodziłem... albo raczej przechodzę. Co roku. Cyklicznie. W tym roku podszedłem do tematu jednak odrobinkę inaczej. Nie brałem pod uwagę tylko minionego 2013… podjąłem się czegoś więcej – pokminiłem nad minioną dekadą. I doszedłem do jednego prostego wniosku, którym zaraz się z Wami podzielę. Będzie to jednak wymagało od was nadludzkiego wysiłku, więc pamiętajcie, że ostrzegałem.

    Najpierw znajdź jakieś nieduże lusterko i ustaw je przy komputerze. O tak – idealnie. Teraz rzuć okiem na te lusterko i przyglądaj się w swoje odbicie przez kolejnych 15-20 sekund… Pozwól, że Was sobie przedstawię – to jednocześnie Twój największy sprzymierzeniec jak i Twój największy wróg.

    Wiem, że to może wydawać się błahe i oczywiste, jednak dopiero teraz to do mnie w pełni dotarło. Niezależnie od wszystkiego to my jesteśmy powodem zarówno naszych sukcesów jak i porażek. Nie los, nie to, że przeciwnicy byli gorzej przygotowani od Ciebie. Nie to, że akurat rynek pracy nie potrzebuje ludzi z Twoim wykształceniem. To od nas zależy czy podejmiemy walkę o nasze marzenia, czy pozwolimy innym decydować o swoim losie. To od nas zależy, czy będziemy mieli dobrze płatną pracę, czy będziemy wiecznie narzekać, bo z lenistwa nie będziemy chcieli podjąć trudu podniesienia swoich kwalifikacji. To od nas zależy czy będziemy szczęśliwi, czy może będziemy tkwić w toksycznych związkach i relacjach koleżeńskich.

    Zdałem sobie dokładnie dziś sprawę, że do tej pory tylko uciekałem przed tym wszystkim. Przed tą odpowiedzialnością za podjęte przeze mnie decyzje, przed wiedzą o tym kim jestem i co sobą reprezentuję. Uciekałem w ćwiczenia czy w świat książek i filmów. Tylko po to, by się nad tym nie zastanawiać. Wydawało się, że tak będzie łatwiej… Aż do dzisiaj.

    Dlatego na ten rok mam jedno najważniejsze i nadrzędne postanowienie. Jak sugeruje Sun Tzu w „Sztuce Wojny” – odniesiesz zwycięstwo tylko, gdy znasz swojego wroga. A ja nie dość, że chcę go poznać, to jeszcze chcę się z nim zaprzyjaźnić.

    W Nowym Roku życzę Wam tego samego. Byście poznali się i znaleźli w sobie pokłady sił do działania. Bo w każdym z nas ukryty jest demon, z którym możemy się zaprzyjaźnić. Demon, który może nas przerażać, ale może również nas inspirować. Powodzenia w realizacji waszych celów – zarówno tych dużych jak i mniejszych.


  7. Przedmówcy powiedzieli sporo ważnych i kluczowych rzeczy. Pamiętaj jednak o jednej bardzo ważnej rzeczy, o której sporo osób przechodzących na dietę zapomina - UMIAR! Nie przesadź w drugą stronę też tak od razu. Nie dowal sobie z dnia na dzień nie wiadomo jak wiele wysiłku, bo się zajedziesz kompletnie. Zacznij od godzinnego spaceru, jak to już ktoś wspomniał, ale co drugi dzień i tak przez dwa tygodnie. Daj wszystkim zasiedziałym pewnie stawom czas na to by się przyzwyczaiły do dźwigania tego ogromu masy. Dopiero potem zacznij dodawać inne aktywności. Jakiś basen czy rowerek właśnie. A gdy po miesiącu czy dwóch będziesz czuł, że podołasz zajęciom na siłowni - po prostu zapisz się do najbliższej ;) Gdy nabierzesz troszkę krzepy i złapiesz kondycję zapisz się na jakieś sztuki walki, tam już zadbają do porzadku o Twoją kondycję ;D

    Dietę jak już powiedziano wcześniej zmieniasz - warzywa, chude mięsko, nabiał, zielona herbata, woda, owoce, ciemne pieczywo, ryż brązowy, etc. Mało a często. Nie możesz też całkowicie rezygnować z tłuszczy - mimo wszystko są one potrzebne do prawidłowego funkcjonowania organizmu, jednak zastąp je zdrowymi tłuszczami - ryby, orzechy, oliwki i oliwa z oliwek ;)

    Co do zrzucania - zdrowe jest zrzucanie w okolicach 0,5-1kg tygodniowo. Wtedy nie powinno być większego problemu z skórą, bo powinna zdążyć wrócić do elastyczności. Dodatkowo możesz jej pomóc kiełkami rzeżuchy i siemieniem lnianym - w sensie spożywaj z kanapkami czy dodawaj do sałatek. Zawarte w nich witaminy i związki mineralne wspomogą skórę jak należy.

    No i przede wszystkim - nie trać motywacji. Na początku waga będzie lecieć na pewno bardzo szybko w dół. Jednak w pewnym momencie progres będzie mniejszy... Nie załamuj się wtedy, nie myśl o przestaniu czy jakimkolwiek głodzeniu się, bo to głupota totalna. Po prostu przeczekaj i żyj zdrowo :) W końcu samo ruszy.

    Więc powoli, a do celu ;) Byś nie napsuł sobie zdrowia. Powodzenia i daj znać jak Ci idzie!


  8. Klasa

    Z klasą jak z kasą – jeśli chcesz, możesz ją mieć. Ale co w ostatnich czasach się dzieje? Coraz mniej mężczyzn pojawia się w społeczeństwie. Nie mówię tu o zmniejszeniu liczby narodzin, a o zmniejszeniu ilości samców, którzy zachowują się jak mężczyźnie przystało. Pomyślałem „Pobawię się trochę w dziennikarza Animal Planet i zastanowię się o co może chodzić…” Zróbmy więc rozgraniczenie i spróbujmy zdefiniować poszczególne grupy „samcze”– mamy dzieci, chłopców, facetów, dupków i mężczyzn.

    Dzieci to powiedzmy potencjalni mężczyźni, przed ukończeniem 13. Roku życia. Okres spokojny, w którym zaczynamy przyjmować wzorce z domu. Zaczynamy bawić się z rówieśnikami, pierwsze znajomości i pierwsze młodzieńcze złamane serca. Z tej fazy wyrastamy – hormony robią w końcu swoje i mamy potem kilka dróg…

    Chłopcami nazwałbym wszelkiej maści, odrobinkę zniewieściałych i chodzących w odrobinę przyciasnych spodniach cwaniaków, którzy myślą, że swoją postawą imponują innym. Wszelkiej maści SWAGozaury i YOLOkozordy są typowymi przedstawicielami tego gatunku. Na szczęście prędzej czy później następuje brutalne zderzenie się z rzeczywistością i przedstawiciele tego podgatunku wymierają (czyt. Dorastają) i stają się facetami.

    Równolegle z nimi rozwijają się faceci. Zwykli, standardowi, myślący mimo wczesnego wieku o swojej edukacji, być może planujący już początek swojej kariery zawodowej. Posiadają swoje ulubione kluby sportowe, mają własne pasje. Są po prostu tacy zwyczajni. W zasadzie wielu już w tej fazie pozostaje, zostając szarymi myszkami. Nie rozwijając się, narzekając na swojego szefa, zakładając związki, w których nie są szczęśliwi, czy pijąc na umór z powodu jakichś życiowych porażek.

    I na tym na razie poprzestańmy. Bo gdzieś w tym okresie – gdzie kończy się bycie chłopcem/facetem, następuje ten zwrot akcji. W tym miejscu można pójść dwoma drogami. Konstruktywną lub destrukcyjną.

    Destruktywną ścieżką podążają osobniki należące do podgatunku Dupków. Są to faceci, których ego znacznie wykracza ponad ich rzeczywistą wartość w jakichkolwiek relacjach. Manipulanci, wykorzystujący każdą możliwość, by zyskać dla siebie coś kosztem innych. Uważają siebie za centrum wszechświata mając nadzieje, że wszystko będzie się krążyło wokół nich. Starają się za wszelką cenę skupić na sobie uwagę jak największej liczby ludzi tylko po to, by było o nich głośno. W karierze zawodowej wyznają zasadę „Po trupach do celu”. W relacjach damsko-męskich wykorzystują słabsze kobiety na wszystkie możliwe sposoby. Zaliczają się tu też osiedlowe cwaniaczki, które tylko patrzą kogo by tu obić by była kaska na browarka. Osobiście nie znoszę tego typu ludzi i unikam ich jak ognia.

    Konstruktywną ścieżką podążają mężczyźni. Ich rzeczywista wartość jest o wiele większa niż ją otwarcie prezentują, choć są jej w pełni świadomi. Mają pasje, które rozwijają. Sami też nie stoją w miejscu – rozwijają się w każdym kierunku, wykorzystując przy tym swoje naturalne talenty. Są oczytani, sprawni fizycznie, kulturalni. Próbują poznać zawsze meritum problemu, oraz przyczyny jego powstania, tak by uniknąć go w przyszłości. Ich kariera posuwa się do przodu dzięki nabytym przez nich kompetencjom. Mają cele zarówno zawodowe jak i osobiste, do których dążą. W społeczeństwie również potrafią się zachować jak należy – umieją sprawić by kobieta czuła się przy nich bezpiecznie bez potrzeby okazywania agresji. Po prostu – mają klasę.

    Niech każdy sobie odpowie, do której grupy przynależy. Sam uważam się za faceta, choć staram się by uznano mnie mężczyzną. Niech każdy przemyśli jak wyglądają jego relacje z ludźmi. Jak wygląda jego dzień. Czy robi coś by stać się kimś lepszym. Na koniec apel do Was – Panowie. Stańcie się mężczyznami. Bo w byciu mężczyzną nie chodzi o to, by być najlepszym. Chodzi o to, by być lepszym, niż się było wczoraj.


  9. Ja lubię w siłowni zamknąć się na wszystkich w koło, właśnie dzięki muzyce. Dzięki temu mogę się w pełni skupić na tym co mam zrobić i nie marnuję czasu na niepotrzebne rzeczy. Dodatkowo ulubiona muzyka daje mi lepszego kopa niż standardowe kawałki...

    Póki co śmigam z UrbanEarsami, ale planuję za jakiś czas zaopatrzyć się w dokanałowe słuchawki firmy Bose ;) Nie pamiętam teraz konkretnego modelu, jednak są strasznie wygodne, mają świetną jakość dźwięku i silikonowe nakładki StayHear zaprojektowane przez Bose dla jak największego komfortu osób aktywnych ;) mimo wszystko 599 zł kosztują i troszkę potrwa zanim się takimi będę mógł zaopiekować ;D nie mówiąc już o wyższym modelu zaopatrzonym również w redukcję hałasu :D ale kwota 1299za nie mnie trochę przeraża ;D


  10. Ja ostatnimi czasy stosuję metody podszepnięte mi przez moją dziewczynę ;) niedrogie, a strasznie skuteczne :) Potrzebujemy kilku rzeczy, które znajdziemy w każdym supermarkecie:

    -oliwka dla niemowląt (koniecznie hipoalergiczna, bez dodatku parafiny)

    -nasiona kiełków rzeżuchy

    -nasiona siemienia lnianego

    -miód.

    Może to zabrzmieć dziwnie, ale miodem myjemy twarz - dokładnie tak jak mydłem. Po czym smarujemy je oliwką dla niemowląt. Zabieg stosujemy dwa razy dziennie.

    Nasiona na kiełki wysiewamy według instrukcji na opakowaniu i gdy podrosną jak należy dodajemy do kanapek czy sałatek. Siemię lniane po sparzeniu dodaję do koktajli białkowych i miksuję wszystko w blenderze. Te dwa składniki są pełne zarówno witamin jak i innych składników wpływających pozytywnie na skórę od wewnątrz ;) Więc niewielkim kosztem, macie kurację kompletną.


  11. No ja tam mam kilka rzeczy które chciałbym dostać ;D jakiś fajny zestawik odżywek na siłownie (bo białko i gainer mi się kończą :( ), Opaska monitorująca aktywność (jakiś FitBit flex albo inny Jawbone up), Kurs instruktora sportu ;) kurs dietetyki sportowej i suplementacji, kurs języka hiszpańskiego ;)

    Mnie bardziej coś takiego by ucieszyło ;)


  12. Powiem tak - megawypaśne nie są. Harmanowi i Bose nawet nie dorastają do pięt ;) Ale jest to optymalna opcja dla ludzi aktywnych - nie są tak pierońsko drogie jak niektóre AKG, dźwięk przyzwoity, no i trzymają się w uchu lepiej niż tańsze modele Panasonica, Philipsa czy Sony, przy czym nie są tak uciążliwe jak niektóre modele "sport" tych firm. Trochę słuchawek pod kontem sportu przerobiłem i te na prawdę zdają egzamin.


  13. Jakie słuchawki cenicie najbardziej? Dokanałowe czy nauszne? Które waszym zdaniem mają najlepszą jakość dźwięku i najsensowniejszy design? W których proporcja ceny do ogólnej oceny jest najlepsza?

    Ja osobiście bardzo lubię w zasadzie trzy modele:

    1. Bose QC15 - aktywna cisza w nich wymiata, ale niestety cena troszkę przytłacza.

    2. Harman/Kardon CL5 - uwielbiam ich design oraz bardzo fajną jakość dźwięku

    3. UrbanEars Bagis - niedrogie i dobrze trzymające się uszu słuchawki dokanałowe, jak dla mnie idealne na trening :)

    Jakie są wasze zdania na ten temat? Macie jakichś ulubieńców ? AKG? Monster? Marshall? a może popularne ostatnio Beats'y?