PoMesku.org.pl

Zarejestruj się, aby móc brać udział w dyskusji. Uwaga, każdy spam linkowy jest traktowany banem na adres IP, a każdy wątek z linkiem WYMAGA akceptacji moderatora.

Wyszukaj

Wyświetlanie wyników dla tagów 'problem' .



Więcej opcji wyszukiwania

  • Wyszukaj za pomocą tagów

    Wpisz tagi, oddzielając je przecinkami.
  • Wyszukaj za pomocą nazwy autora

Typ zawartości


Forum

  • Forum dla mężczyzn
    • Mężczyźni, miłość i seks
    • Trudne tematy
    • Kobiety
    • Życie i problemy rodzinne
  • Styl życia
    • Menworld.pl
    • Moda i uroda
    • Zdrowie
    • Zakupy
    • Turystyka
    • Praca/Studia/Szkoła
  • Zainteresowania
    • Kultura
    • Militaria
    • Majsterkowanie
    • Polityka i finanse
    • Kuchnia
    • Inne zainteresowania
    • Gadżety
  • Sport
    • Sporty drużynowe
    • Sporty Walki
    • Kulturystyka i Fitness
    • Sporty motoryzacyjne
    • Rozmowy o sporcie
    • Bukmacherka
  • Wydarzenia
    • Polska i świat
    • Ciekawostki
    • Imprezy
  • Nowe technologie
    • Sprzęt
    • Gry
    • Internet
  • Motoryzacja
    • Rozmowy o Motoryzacji
    • Tuning
    • Jednoślady
    • Zakup Kontrolowany
  • Coś więcej
    • HydePark
    • Sprawy administracyjne
    • Giełda
    • Archiwum

Znajdź wyniki...

Znajdź wyniki które...


Data utworzenia

  • Rozpoczęcie

    Zakończenie


Ostatnia aktualizacja

  • Rozpoczęcie

    Zakończenie


Filtruj po ilości...

Dołączył

  • Rozpoczęcie

    Zakończenie


Grupa podstawowa


Wiek


Lokalizacja

Znaleziono 6 wyników

  1. Odmdos

    Kobieta, zagubiona?

    Witajcie. Taka sytuacja - kobieta (dziewczyna 20lat ja mam 23), po dwóch latach związku, po roku mieszkania razem w nowym mieście, gdzie łączyło nas wspólne życie, dom, rachunki itp, która jeszcze niedawno powtarzała mi jak mnie kocha i czy jej nigdy nie zostawię, pewnego dnia mówi, mi że to koniec bo ona nie czuje tego już, że straciła zaufanie do mnie (zdarzały się sytuacje o których jej nie powiedziałem, ale Wyjasnialismy sobie zawsze to), że rutyna się do nas wdarła i według niej oboje poswiecalismy sobie za mało czasu, zachowując się jak 40 letni związek, która mówi mi, że już tego nie chce naprawiać i nie chce ze mną być bo wydaje się jej, że mnie nie zna. Mówi, że myślała już o tym od kilku miesięcy (przez ten czas było wszystko w porządku, wspólne wakacje, nawet podpisała we wrześniu umowę o mieszkanie na kolejne dwa lata). Jak to jest, że to wszystko było takie łatwe dla niej, po prostu koniec? Tak o jak bańka mydlana, wszystko co nas do tej pory łączyło. Wyprowadzajac się rok temu, zostawiłem dla niej wszystko co do tej pory miałem (dom, prace, znajomych, rodzine) i przeniosłem się z nią do obcego nam miasta. Myślicie, ze jest jakaś 3 osoba (jakąś kolezanka, bo raczej zdradę wykluczam, choć do końca nie można być pewnym), która ją do tego nakłania i umacnia w swoich decyzjach? Albo, czy ona poprostu te ostatnie miesiące świetnie udawała do konca? Wspomnę, że 21 października byliśmy razem na urodzinach, zachowywalismy się jak kochająca się parą- czyli jak zwykle. A następnego dnia się wszystko zmieniło o 180°, A kolejny tydzień było już tylko gorzej aż do poniedziałku, gdy padły słowa z jej ust, że to koniec i to jest jej ostateczna decyzja. Po tych urodzinach, po alkoholu, pisala mi, ze nie radzi sobie z tym wszyskich, ze psycha jej siada, że nie wie co się z nią dzieje, że jestem wspaniałym facetem tylko to z nią jest coś nie tak, wspomiala też przy tym o pracy. Myślicie, ze może to wszystko się dzieje dlatego, że ma jakieś problemy psychiczne, typu depresja czy coś?(w przeszłości nie miała lekko...) Minęły prawie 3 tyg (cały czas mieszkamy razem, bo wynajmujemy mieszkanie, które jest na nią ale ona jeszcze nic nie zrobiła by załatwić rozwiązanie umowy), pierwszy tydzień po rozstaniu, rozmawialiśmy że sobą, zartowalismy, smialismy sie, oczywiście spaliśmy na oddzielnych łóżkach, ale zawsze zasypiają przy mnie, dopiero wtedy szedłem na kanape. Potem na weekend ja pojechałem do rodziców, A ona została na miejscu bo miała szkole to raz, a dwa powiedziała, żebym pojechał odpoczął od tego wszystkiego, że tak będzie dla nas lepiej A i ona będzie miała czas żeby się zastanowić nad tym wszystkim. No i gdy mnie nie było, pisała do mnie cały czas, co ze mną, co robię, że sprząta nam w domu itp. Szczerze mówiąc, dała mi tym olbrzymią nadzieje. Ja więc zadowolony wsiadłem do samochodu i pojechałem spowrotem do niej. Następnego dnia znów usłyszałem słowa, że decyzji nie zmieni i to jest jest ostateczna decyzja. Od tamtej pory w ogóle że sobą nie rozmawiamy, nie piszemy. Ten tydzień jej W ogóle nie było w domu, wyjechała na taką delegację z pracy we wtorek rano i wróciła w piątek. I wczoraj od razu pojechała do koleżanki na noc do Warszawy. Nie rozmawialiśmy że sobą w ogole, piszemy tylko to co musimy. Ona mnie zlewa, traktuje mnie rzeczowo, nie umie mi spojrzeć w oczy. Jak coś, to zamyka się w pokoju i siedzi tam sama. Nie mam pojęcia, co o tym myśleć, liczę na pomoc z waszej strony forumowicze. Dzięki i życzę duzo sił facetom w mojej czy podobnej sytuacji...
  2. Cześć Panowie. ( i Panie jeśli to czytają ) Jestem nowy na forum a to będzie długi post także dziękuje każdemu kto dotrwa do końca. Krótko o mnie, jeśli to istotne.: 22 lata, mała miejscowość, bez studiów, dobra praca w zawodzie w szybko rozwijającej się firmie. kumple na studiach kupe kilometrów stąd, najlepszy przyjaciel - komplenie zerwany kontakt. Mieszkam z matką rodzice po rozwodzie, dawno temu, staram sie pomagać w domu i jakoś wspólnie sobie radzić, kontakt z ojcem za******y starsza siostra - najlepszy kontakt, serio serio nie wiem czy to istotne, ale może dzięki temu stworze jakiś obrazek. Mam paskudny problem ze swoją drugą połówką, mam nadzieje że znajdzie się tu ktoś kto mnie chociaż troszkę zrozumie i będzie w stanie doradzić .. docenie każdą radę i odpowiedź. Może zacznę od początku aby jakoś to wszystko zgrabnie zwizualizować. Dokładnie 6 lat temu poznałem się z Martą, dokładniej podczas drzwi otwartych do szkół ponadgimnazjalnych, tak zwane targi edukacyjne, Wpadła mi w oko, ładna, zgrabna, wszystko to co przyciąga faceta, na prawdę piękna. Dodam że to moja "pierwsza miłość" pisaliśmy, spotykaliśmy się, zaczęliśmy ze sobą chodzić po 2/3 miesiącach. Byłem młody, głupi, w głowie tylko imprezy, trochę buntowniczy okres w życiu. Razem doszliśmy do wniosku że to nie ma sensu, zerwaliśmy, kontakt się urwał, Ona poznała kogoś, spotykali się, nie wiem czemu ale kiedy się o tym dowiedziałem od razu zaczęło mi zależeć na niej. odnowiliśmy kontakt, tamtego puściła w niepamięć, tłumaczyła mi że spotykała się z nim aby wzbudzić moje zainteresowanie, faktycznie starała się ze mną kontaktować przez cały ten okres gdy nie byliśmy razem ale ja to ignorowałem, tym razem było na poważnie, od tamtego czasu wszystko układało się super, poznałem jej rodziców, ona moich, hmmm.. wszystko kwitło. w wieku 18 lat nie podobało mi się, że nie chce ze mną chodzić na imprezy urodzinowe, hmm.. no trudno.. jakoś za bardzo się nad tym nie głowiłem, dziwna sprawa, nie potrafie tego wytłumaczyć. zawsze byłem chorobliwie zazdrosny, o jej kolegów.. jak to tłumaczyła, zawsze miała lepszy kontakt z facetami niż z dziewczynami. ale czy nie miałem powodu ??? tak, przyznaje się, były sytuację, że sprawdziłem jej telefon, ( do takiego stopnia byłem zazdrony ) - pisał do niej gosciu który zabierał ją nad jezioro, spacery, podobno tylko kumpel, pozniej pisał do niej co ma na sobie jak kładzie się spać a ona nic sobie z tego nie zrobiła, no do cholery, powinna go olać ! ja naiwny przyjąłem jej przeprosiny i tekst ze nie miała złego zamiaru, ze nie robilo to na niej wrażenia, od razu napisała do niego ze ma dać jej spokój, ja sam niczym waleczny rycerz -,- NAPISAŁEM do niego że zmiatał bo go dorwę. - inna sytuacja - bylismy na weselu mojej kuzynki, ciągle pisała ze swoim kumplem " strasznie tu nudno " blablabla i takie tam. - studiowała w poznaniu - przeniosla sie na zaoczne - wtedy poznała gościa który pracował z nią jeszcze za czasów liceum, napakowany ziomek z dziurami po igłach w du**e i zero oleju w głowie, do tego fitness model, seeeriooo.. to nie bajka. niby tak bardzo go nie lubiła, gadała że jest żałosny a i tak zaprosiła go na kawę .. no cholera.. W każdej z tych sytuacji na końcu zawsze to ja byłem ten naiwny i dawałem się ugłaskać. ale to było dawno, okej, przejdźmy dalej, od tamtych sytuacji minęło parę lat, wszystkie te kwestie sobie wyjaśnialiśmy i doszliśmy do wniosku że szkoda marnować tyle czasu związku i warto spróbować zawalczyć o to. bywały kłótnie o pierdoły ale to chyba jak w każdym związku, chyba.. bo w innym nigdy nie byłem. były też akcje gdzie to ona chciala zerwać z jakegos powodu po czym tłumaczyła i przepraszała że to przez okres 0_o albo za dużo emocji podczas kłótni o pierdołę. Przejdżmy dalej bo chce dojść do sedna. przez ostatnie dwa lata na prawdę zapowiadało się spoko, wszystko fajnie się układało. jednak od roku zaczęło się.. - wypominanie że mieszkam z matką, - staram sie wspierać matke bo mieszkamy sami razem ale i tak wiekszosc czasu spedzam u Marty, chociaż wolałbym aby to ona wprowadziła się do mnie. z tym że ona "nie lubi do mnie przyjeżdżać bo woli zostać z rodzicami w domu" - jakiekolwiek wyjście gdziekolwiek - moge sobie pomarzyć bo ona woli zostać w domu - pretensje ze kupilem samochod, nowy komputer i wyremontowałem pokój.. halo... co w tym złego ? samochod potrzebny do pracy, w pokoju walilo się na łep, na komputerze pracuje, nie czerpie z tego rozrywki, zarabiam na nim pieniądze wiec kupiłem. - zbliżają sie sylwestra - "idz gdzieś sam, ja nie chce, wole zostać w domu " - przyjade do niej, zero entuzjazmu, idziemy do pokoju, czlowiek na cos liczy wieczorem a tu pod kołdrę i w telefon, - zrobiła się straszną bałaganiarą, nie wiem jak to porównać.. hmm, nasrałby ktoś na środku pokoju to i tak by tego nie sprzątnęła. - dostała pracę w sklepie z płytami, i od tamtego czasu tylko to widzi, nic poza nią. - teksty już niejednokrotnie - "mam cię dosyć" , " musze to wszystko przemyśleć" , " nie wiem czy tego wszystkiego chce "i teraz najlepsze, tekst sprzed dwóch miesiecy - " jakby cie nie było to bym tego nie odczuła " , " samo uczucie nie wystarczy" Ludzie, później zaczyna mnie przepraszać a ja wiem ze takie sytuacje powtórzą się za jakis czas co juz nie raz udowodniła. Panowie, Panie.. to sie strasznie sypie i mam wrażenie że jesteśmy na takim etapie, że każda ze stron chciałaby to zakonczyć ale czeka na krok tej drugiej osoby bo sama się boi ze względu na duży staż w związku. w jednym miała racje " Samo uczucie nie wystarczy " .. Pomóżcie, doradźcie, dzięki za pomoc.
  3. adrian590

    Rozstanie po długim związku

    Cześć, piszę tutaj z dwóch powodów - potrzebuję się "wygadać" o swoim problemie, a poza tym potrzebuję rady. Od kogoś z większym doświadczeniem. Dwa miesiące temu rozstałem się z dziewczyną. Po długim związku. Czteroletnim. Poznaliśmy się online, od jednego spotkania do drugiego, potem randki jako para, po paru tygodniach przespaliśmy się. Szalony okres. Po trzech miesiącach zamieszkaliśmy razem. Najpierw w wynajętym mieszkaniu, potem w kupionym przez niedoszłych teściów. Spędzaliśmy razem dużo czasu, często w weekendy wyjeżdżając za miasto. Małymi krokami budowaliśmy związek. Zdarzały się różnice zdań, czasem jakieś kłótnie, ale zawsze udawało się nam pogodzić. Najciekawsze jest to, że stanowiliśmy swoje zupełne przeciwieństwa - ona otwarta, żywiołowa, zawsze uśmiechnięta, bez zmartwień i problemów, dusza towarzystwa, ja raczej zamknięty w sobie, z małą grupą przyjaciół, starający się twardo stąpać po świecie. Ale mimo to poczułem, że znalazłem swoją bratnią duszę - przyjaciółkę i kochankę, która sprawiła że moje życie odwróciło się o 180 stopni na lepsze. Niestety, z czasem zaczęły pojawiać się problemy. Takie, których nie dało się rozwiązać. Takie które zostawały w pamięci. I takie, których żadne z nas naprawdę nie zapomniało. Starałem się unikać konfliktów i kłótni. Niestety, przynosiło to skutek odwrotny do zamierzonego - czasem lepiej jest pewne rzeczy powiedzieć niż przemilczeć. Z czasem było coraz więcej problemów i spraw, które nas dzieliły. A kompromis stał się czymś abstrakcyjnym. Dwa lata temu mieliśmy poważny kryzys. Stwierdziła, że powinniśmy się rozstać a ja powinienem się wyprowadzić. Udało się to jakoś naprawić. Kolejne dwa lata. i problem który opisałem powyżej znowu zaczął się pojawiać. Niby razem, ale osobno. Każdy miał priorytety, pragnienia, ale nie dało się ich pogodzić. Rozstaliśmy się w złej atmosferze. Rozmawialiśmy jeszcze dwa razy, za pierwszym razem nic dobrego to nie dało, za drugim nie miałem siły walczyć. Uznałem, że tak będzie lepiej. Powiedziała mi, że nareszcie jest wolna, że ten toksyczny związek się skończył, że jestem sku******em który zmarnował jej cztery lata życia, że wszyscy jej gratulowali tej decyzji, że nigdy się nie starałem, a wszystko to co się stało to moja wina. Zacząłem w to wierzyć. Minęły dwa miesiące od naszego rozstania. Od chwili, gdy straciłem kobietę z którą wiele przeszedłem, miałem plany i chęć ułożenia sobie życia. Dzisiaj nie mam niczego. Wróciłem do rodzinnego domu z poczuciem porażki, przegranej. Odechciało mi się żyć. Nie widzę sensu. Nie wiem, co dalej robić. Nie mam siły na jakąkolwiek aktywność. Cały czas powtarzam sobie w głowie to co było. Odtwarzam każdą rozmowę, każdą wspólną chwilę. A najgorsze w tym wszystkim jest to, że gdzieś we mnie jest jeszcze fałszywa nadzieja. Że łudzę się, że uda się to naprawić. Że są pary, które się schodzą i są szczęśliwe. Ale są też takie, które się rozwodzą. I nic, co razem przeszli nie pomaga. Nie wiem co robić. Nie wiem co ze sobą robić. Nic nie wiem. Może ktoś był w podobnej sytuacji? Może ktoś ma większe doświadczenie? Może ktoś będzie w stanie napisać coś, co pozwoli mi spojrzeć na świat / przyszłość z jakąkolwiek nutą nadziei na lepsze jutro. Proszę.
  4. DeVil

    Trudna sytuacja

    Witam, chciałbym się zapytać co o tym myślicie. Mam 17 lat, piękną dziewczyną z którą jestem od roku, bardzo się o nią starałem... było nam wspaniale. Lecz ja mam pewien problem... lubię się napić ze znajomymi.. dosłownie nachlać Wtedy tego nie kontroluję, stało się to nałogiem i raz w miesiącu muszę coś odwalić. Po wielu rozmowach z dziewczyną, rodzeństwem, rodzicami postawiłem sprawę jasno KONIEC Z ALKOHOLEM.. No ale znowu była okazja, jaja zostawiłem w domu... Ale do czego zmierzam.. Był to czwartek Boże Ciało... wyszedłem z kumplem, znowu niekontrolowane ilości wódy.. Wieczorem miałem się spotkać z dziewczyną... od godziny 16 urwał mi się film.. Budzę się w domu, godzina 4 nad ranem, poczucie winy niemiłosierne... iż wystawiłem swoją ukochaną.. Ale to dopiero początek, włączam telefon tam 50 nieodebranych i sms od brata "zadzwoń jak wstaniesz" poczekałem do tej 9, dzwonię... na wejściu "Co żeś debilu znowu odwalił?" Mówię że o co Ci chodzi? on na to żebym się rodziców zapytał bo on już nic nie powie.. ja mętlik w głowie, nie mogę sobie nic przypomnieć.. Później po kilku telefonach dowiedziałem się co się stało... Jestem w szoku że byłem w stanie coś takiego zrobić. Jak się okazało poszedłem do mojej ukochanej, która od godziny na mnie czekała... Lecz poszedłem nie w tą stronę, najpierw na pobliskiej polanie (z tego co ludzie mówili rodzicom) próbowałem wskoczyć na krowę, tak własnie tak... po kilku próbach mi się udało, przejechałem na niej z 50 metrów i ktoś zwrócił mi uwagę, ja jakby mnie ktoś postrzelił, albo po jakimś koksie zacząłem uciekać w las.. Ktoś poinformował moich rodziców, oni w szoku, w samochód (razem z moją dziewczyną) i mnie szukają.. po ok. 2 godzinnych poszukiwaniach, znaleźli mnie jak leżałem w stawie, w ubraniach.. Od tamtej pory nie pokazuję się rodzicom, unikam domu, dziewczyna się do mnie nie odzywa i nie wiem czy mi to wybaczy. Jest mi tak okropnie wstyd i mam nauczkę do końca życia, wiem że powtarzałem to wiele razy, ale to już przesada... Każdy myśli że ćpam bo dla ludzi jest to niemożliwe żeby po alkoholu tak odwaliło.. przechodzę depresję, nie wiem co zrobić i jak sobie z tym poradzić, czy czas coś da? Ile się będę ukrywał... Bardzo żałuję że robię tym krzywdę innym, tym których kocham... Proszę napiszcie co o tym wszystkim myślicie bo ja już wysiadam.
  5. Witam, wszystko zaczęło się ponad pół roku temu, grill u znajomych, tam poznałem się z Panią XYZ(tak ją będę określać) bliżej, poprzednio znałem ją tylko z widzenia i zawsze uważałem iż jest atrakcyjna. Od razu wpadliśmy sobie w oko, lecz problem polega na tym że jest ona Świadkiem Jehowy. W trakcie imprezy zaczęliśmy rozmawiać i zaiskrzyło, ale nic więcej się nie wydarzyło. Jakiś miesiąc później pierwszy raz się pocałowaliśmy, a w sumie to mało powiedziane. W międzyczasie wybuchła jedna kłótnia, bo mieliśmy to zakończyć. Niestety (a może i stety) mieliśmy ze sobą kontakt - wspólni znajomi. Przerwa trwała równy tydzień. Akurat miałem wyjazd ze znajomym, ona o nim wiedziała, robiła wszystko żeby wznowić kontakt, powiedziała że tak nie wytrzyma, że zbyt wiele dla niej znaczę. Stwierdziłem wtedy, że możemy spróbować i utrzymać to na koleżeńskich stosunkach. Wytrzymaliśmy równo tydzień, przy pierwszej okazji zostaliśmy przez ułamek czasu sami, jej jedno spojrzenie, przygryzienie ust wszystko przywróciły. Znów to samo i znów powrót wielkiej miłości. teraz pogłębienie całego problemu... Jej rodzice tego nie akceptują, chcą żeby ona miała również za partnera Świadka Jehowy - ja jestem ateistą. Wychodzi na to, że od pół roku żyję w związku, który ukrywamy przed jej rodzicami. Znajomi raczej wszyscy wiedzą, że jesteśmy razem, tak samo jak moi rodzice, którzy starają się mnie wesprzeć, ale zarazem nie mogą mi pomóc. Kilka dni temu XYZ wyjawiła mi, że chce mnie zabrać w kwietniu na spotkanie (bo to wtedy będzie jakieś ich święto). Niewątpliwie budzi to we mnie stres. Umożliwiłoby to ujawnienie związku jej rodzicom, ale to trochę bardzo sprzeczne z moim światopoglądem... Nie będę w stanie chodzić do ludzi i przekonywać ich o czymś, co według mnie nie jest prawdą... Jakiś czas temu dałem jej wolną rękę przy tym jak poruszyła temat wiary (nie oszukuję jej i na jej pytanie czy przejdę na ich wiarę zawsze odpowiadam jej to samo, że wie jaki jest mój światopogląd i że nie jest to łatwe, ale również niczego nie wykluczam. Po prostu nie mam najmniejszego pojęcia co stanie się w przyszłości w tej kwestii) i powiedziałem, że ona musi podjąć decyzję czy będziemy razem, że ustosunkuję się do takiej decyzji jaką podejmie. Wtedy powiedziała, że zbyt mnie kocha żeby to kończyć, że nie wyobraża sobie żeby moje miejsce zajął ktokolwiek inny, ale jest problem w tym, że ja jestem ateistą. Jak sama mówi "SAMA Z SIEBIE tego nigdy nie zakończę" Nie wiem co mam robić. Jestem zupełnie rozbity. Odrzucam wszystkie inne dziewczyny. Nie rozglądam się za żadnymi bo ją kocham, ale zarazem nie wiem na czym stoję.
  6. omorfia

    kocha czy nie kocha?haha

    witam:D wiem, ze to forum jest głównie dla panów i raczej osób dorosłych, bo z tego co widzę, tylko tacy się tu udzielają, ale piszę, bo chciałabym uzyskać opinię i jakieś rady także przechodząc do rzeczy;p spotykam się z chłopakiem o 4 lata starszym ode mnie, ma 19lat, nasza znajomość zaczęła się w wakacje, średnio spotykamy się raz w tygodniu, ale bywały i dłuższe przerwy niby wszystko okej, podobam mu się, gdy się spotykamy okazuje mi czułość, poznałam już jego rodziców, co prawda sam nie zaaranżował spotkania, tylko było ono przypadkowe, bo jego rodzice wrócili do domu jak jeszcze u niego byłam, jego mama nie była zachwycona faktem, ze jestem jego nowa koleżanka, no ale trudno i teraz po krótkim streszczeniu naszej relacji padają pytania: dlaczego potrafi milczeć przez kilka dni, czasami od jednego spotkania aż do drugiego, czy traktuje mnie poważnie, czy mu zależy, czy mam coś zrobić czy nie robić nic i po prostu czekać oraz jak interpretować jego zachowania? z góry dziękuje za każda odpowiedz, nie mam dużego doświadczenia z chłopakami, a w głowie mam kilka różnych scenariuszy i już nie wiem co o tym myśleć;p