PoMesku.org.pl

Zarejestruj się, aby móc brać udział w dyskusji. Uwaga, każdy spam linkowy jest traktowany banem na adres IP, a każdy wątek z linkiem WYMAGA akceptacji moderatora.

Wyszukaj

Wyświetlanie wyników dla tagów 'rozstanie' .



Więcej opcji wyszukiwania

  • Wyszukaj za pomocą tagów

    Wpisz tagi, oddzielając je przecinkami.
  • Wyszukaj za pomocą nazwy autora

Typ zawartości


Forum

  • Forum dla mężczyzn
    • Mężczyźni, miłość i seks
    • Trudne tematy
    • Kobiety
    • Życie i problemy rodzinne
  • Styl życia
    • Menworld.pl
    • Moda i uroda
    • Zdrowie
    • Zakupy
    • Turystyka
    • Praca/Studia/Szkoła
  • Zainteresowania
    • Kultura
    • Militaria
    • Majsterkowanie
    • Polityka i finanse
    • Kuchnia
    • Inne zainteresowania
    • Gadżety
  • Sport
    • Sporty drużynowe
    • Sporty Walki
    • Kulturystyka i Fitness
    • Sporty motoryzacyjne
    • Rozmowy o sporcie
    • Bukmacherka
  • Wydarzenia
    • Polska i świat
    • Ciekawostki
    • Imprezy
  • Nowe technologie
    • Sprzęt
    • Gry
    • Internet
  • Motoryzacja
    • Rozmowy o Motoryzacji
    • Tuning
    • Jednoślady
    • Zakup Kontrolowany
  • Coś więcej
    • HydePark
    • Sprawy administracyjne
    • Giełda
    • Archiwum

Znajdź wyniki...

Znajdź wyniki które...


Data utworzenia

  • Rozpoczęcie

    Zakończenie


Ostatnia aktualizacja

  • Rozpoczęcie

    Zakończenie


Filtruj po ilości...

Dołączył

  • Rozpoczęcie

    Zakończenie


Grupa podstawowa


Wiek


Lokalizacja

Znaleziono 7 wyników

  1. Hej, tak sobie pomyślałem, że może ktoś z Was jest w stanie wyrazić opinie na temat pewnego procesu. Niestety aktualnie moja zdolność chłodnej oceny jest mocno zabużona. Związek na odległość, widywaliśmy się na weekendach. E. ma 32 lata i 1 rok temu zerwała (ona) z M., z którym była 4 lata bo podobno M. określił się, że nic już do niej nie czuje. Między czasie zdechł jej kot i w sumie wylądowała u psychiatry i na psychotropach. Kupiła mieszkanie na kredyt bo nie miałą gdzie się podziać. Gdy ją poznałem 6mc temu brała jeszcze psychotropy ale miała już je odstawiać. Po około 2mc znajomości jadąc tramwajem napisał do niej jakiś gość, z którym się wcześniej spotkała pare razy, oczywiście powiedziała, że to przeszłość i nie utrzymuje już z nim kontaktu, nie będzie odpisywać. Spoko, dla mnie nie było tematu. Tydzień po tym zdażeniu znowu napisał do niej ten sam gość (akurat tel. leżał na stoliku), więc powiedziałęm, że jako, że zataiła to przede mną chce zobaczyć ich rozmowy. W ciągu tygodnia E. potrafiła przegadać z nim tyle, że zajeło mi 15 minut czytania. E. zapraszała go do kina, na kawe itp itd. Więc się wkur... ale jako, że z natury jestem spokojny to obyło się bez przekleństw i krzyków, poprostu irytacja i w zasadzie chciałem tą znajomość zakończyć, żeby się nie wpakować głębiej. Ale E. w płacz i błagania, "bo to luźna znajomość, że to nic nie znaczy, że ona to zakończy", więc dałem jej jeszcze jedną szanse. Między czasie E. umówiła się jeszcze z innym gościem ale podobno było to jeszcze zanim odkryłem jej flirt z tym pierwszym. Dobra chu... powiedziałęm sobie, że nie wiedziała, że takie coś to niekoniecznie poprawne zachowanie (co ja sobie myślałem :). Wracając do wątku z psychiatrą, ten powiedział, że E. musi zerwać zupełnie kontakt z M. chłopakiem, którym chodziła 4 lata, no ale E. pewna siebie dalej z nim napierdzielała przez komunikatory, niby nic sprośnego, takie koleżeńskie gatki, pokazała mi to. Sprawa jakoś przycichła ale E. po 3mc zaczeła schodzić z psychotropów i wtedy zaczęła się jazda na całego... denerwowało ją wszystko związanego ze mną, powiedziałęm coś/zapytałem coś a ona sobie tworzyła do tego całą teorie, że jej nie ufam. Irytowały ją też inne rzeczy ale już nie dała rady ich określić. E. zaczeła się też dystansować, zaczeło jej przeszkadzać, że pisze do niej jak jest w pracy, więc w tym temacie poluzowałem. Nie raz przez kilka godzin wieczorem nic nie pisała nie odzywała się, poirytowany pytałęm co jest grane i nauczony przeszłością, powiedziałem, że jeżeli coś kombinuje to żeby mi to powiedziała prosto w twarz. Oczywiście dostawałęm za takie postawienie sprawy opeer i było mi to później wypominane jako brak zaufania. Dystans z jej strony się co raz badziej pogłębiał, rozmowy przez telefon były krótkie, zimne z jej strony. Co dziwne spotkania były w miare normalne, ale... podejrzewam, że odstawiając psychotropy zaczeła brać inne tabletki uspokajające (których też miała pewien zapas), nosiła te tabletki w torebce więc chciała je mieć przy sobie. Pojawił się też epizod mojej przeprowadzki do niej, jako że był to związek na odległość to mogło to mieć jakiś wpływ na tą relacje, powsciągliwie ale szukałem pracy w jej mieście i miałem umówionych pare rozmów. Jednak tuż przed pierwszą rozmową o prace ona pękła i powiedziała, że jest problem i ona musi sobie przemyśleć, bo ją przytłaczam, bo ograniczam jej wolność, bo ona chce się spotykać z kolegą/kolegami, przyjacielem na kawie, bo ona z nim (jednym czy drugim) chce rozmawiać na tematy o których ze mną nie może (np. teatr, opera, itp itd.). Tydzień przerwy i jakoś wróciliśmy do siebie. Potem miała pretensje, że nie poszedłem na tą rozmowe o prace bo jednak stwierdziła, że dobrze by było jakbym się przeprowadził. Przez ostatnie 3mc nie chciałem widzieć już jej telefonu bo nie chciałęm się wkurzać, poza tym E. była na tyle inteligętna, że mogła bez problemu coś zataić, więc nie było sensu. Jednak w ostatnich tygodniach znajomości założyła blokade na tel. i często z kimś gadała. Przyznała się potem, że gadała z M. (chłopakiem, którym chodziła 4 lata) ale ją wkurzył i całkiem go już wykasowała. Pracy szukałem dalej, tydzień minął, miałem drugą rozmowe o prace i... też pękło. Bo ona nie chce brać odpowiedzialności za to, że ja się przeprowadze dla nas. Bo ona już nie wie co do mnie czuje. Bo ona chce mieć swoją prywatną przestrzeń, do której nie będe miał dostępu. Bo ona chce się spotykać z kolegami i przyjaciułmi płci męskiej sam na sam na kawie, w kinie (taka obyczajowość??) zarówno teraz jak i nawet po hipotetycznym ślubie. W sumie to mi już, też przeszła chęć być z taką kobietą ale ostatecznie to ona zdecydowała o rozstaniu i chciała to zrobić bardzo szybko, zależało jej na tym aby szybko oficjalnie ze mną zerwać. Powiedziałem jej tylko, że nie chce mieć już nią kontaktu. E. była osobą o bardzo silnym charakterze, możliwe, że było to wzmocnione lekami jakie brała. Zażartowałem kiedyś wymyślonym określeniem, że jest taką samicą alfa, co się okazało takie określenie kobiet od dawna już istnieje. To nie jest tak, że E. chce oczernić a siebie wybielić. Też zrobiłem pare gaf, może ta zazdrość chociaż wg. mnie nie była przesadzona, to raczej ostrożność z mojej strony. Teraz jak napisałem to tutaj, to widzę, że nie było to "zdrowe". Ale jeżeli ktoś mógłby się podzielić swoją opinią to chętnie przeczytam.
  2. Zwracam się do was głównie Panowie z zapytaniem o to czy warto sobie jeszcze nim zawracać głowę. Poznałam Darka na imprezie jakieś 2 lata temu. Podobaliśmy się sobie, flirtowaliśmy, od czasu do czasu pisaliśmy. Wtedy nie byłam jakoś nim zajawiona, ale lubiłam go. Był sympatyczny, otwarty, z poczuciem humoru, nieco nonszalancki, towarzyski i imprezowy. Nie widzieliśmy się parę miesięcy. Po tym czasie zobaczyłam, że ma inną dziewczynę, co nie przeszkadzało mu, żeby ze mną flirtować. Okazało się, że spotykają się kilka tygodni i z jego tonu wypowiedzi wywnioskowałam, że nie traktuje jej poważnie. Odezwał się do mnie miesiąc później i umówiliśmy się. Mówił, że z tą Anią to wszystko skończone, bo była zazdrosna, podejrzliwa i histeryczna. Zaczęliśmy się spotykać. Nie obyło się bez płaczu Ani, ale z czasem dała sobie spokój. Problem tkwił w Darku, ponieważ często wspominał o niej w sposób prześmiewczy, przedrzeźniający, a jednocześnie mówił, że ma do niej sentyment. Nie ufałam mu od samego początku. Często wyjeżdżał za granicę ( sam lub z kumplami ), nadużywał alkoholu, był podejrzliwy i zazdrosny o wszystkich moich kolegów. Gdy pytał mnie o to jak mi idzie w pracy miał na myśli czy pracują ze mną jacyś fajni faceci. Po każdej imprezie było obgadywanie wszystkich chłopaków, którzy ze mną rozmawiali, a celowe prowokacje mające sprawić, żebym to ja była o niego zazdrosna. Będąc za granicą pisał do mnie, aby się zorientować czy przypadkiem kogoś nie poznałam. Bywało, że nawet jak wyszłam z koleżanką czy zbyt długo rozmawiałam przez telefon to go to irytowało. Oczywiście nie pozostawał mi dłużny. Gdy rozmawiałam z jakimś kolegą robił wszytko, aby trzymać mnie od niego z daleka. Był taki kryzysowy moment, że zostawił mnie na imprezie, czego nie mogłam mu darować. Gdy zaczęłam mu to wypominać uznał, że zrywa ze mną, bo przed chwilą stwierdził, że przestał coś do mnie czuć. Przez pierwszy tydzień byłam roztrzęsiona, powiedziałam, żebyśmy dali sobie na wstrzymanie i wrócili do rozmowy innym razem. Udało nam się porozmawiać. On jak zwykle wygłupiał się i udawał, że niewiele go obchodzi. Dopiero widząc, że jestem stanowcza i gotowa odejść zmiękł i wyznał, że mu zależy. Było przez jakiś czas dobrze. W końcu wyjechał na dłużej do Stanów. Wyjeżdżając żartował sobie nawet, że jego koleżanki mnie szpiegują i donoszą mu o wszystkim, gdy tymczasem on się dobrze bawił i imprezował. W końcu nie wytrzymałam i wytknęłam mu to wszystko. Wtedy on urwał ze mną kontakt nie tłumacząc czy się obraził czy to należy uznać za rozstanie. Rozpaczliwie próbowałam się do niego dodzwonić, ale nie odbierał, ignorował moje wiadomości. Nie odzywał się kilka tygodni. Po jego powrocie zdecydowałam się to zakończyć. Gdy wrócił oznajmiłam mu, że mi na nim zależy, ale jest nam zwyczajnie nie po drodze. Starał się robić dobrą minę do złej gry udając, że niewiele go to obchodzi, ale widziałam smutek w jego oczach - często odwracał wzrok, wychodził do toalety. Chyba nie spodziewał się takiej reakcji z mojej strony. Póki co mija trzy tyg jak nie mamy kontaktu ze sobą. Trochę mi zajęło, żeby dojść do siebie. Zastanawia mnie tylko czy on się jeszcze odezwie, czy w ogole warto jeszcze w niego inwestować i czy jest szansa, że się zmieni.
  3. Dzień dobry wszystkim, postanowiłam tutaj napisać, bo potrzebuję obiektywnego spojrzenia na poniższe wydarzeia i rady... nawet jeśli ta rada miałaby brzmieć - odpuść sobie. Będzie długo bo to dość skomplikowane... spotykałam się z facetem ponad rok, ale ustaliliśmy, że nie jesteśmy w związku. Ja nie chciałam ze swoich jakichś tam powodów (długo by o tym pisać),a on nie chciał głównie ze względu na strach przed rozstaniem. Jego poprzednie rozstania bardzo przeżył, zranił te kobiety, bo kończył coś, co dla nich miało trwać zawsze i na całe życie. Wiem, że to nie tylko o to chodziło, tylko o większe problemy, które gdzieś tam nosił w głowie. Sądzę, i on też to wie, że tam przydałby się psycholog. Sporo niefajnych rzeczy działo się w jego domu i to pewnie też miało duży wpływ na to wszystko co w nim siedzi. Po tym ponad roku ja doszłam do wniosku, że chciałabym zacząć z nim na poważnie i wtedy on sie wycofał.... Miedzy nami była/jest miłość, co do tego nie mam wątpliwości. Oprócz miłości była cudowna przyjaźć, polegaliśmy na sobie, mocno się wspieraliśmy, rozmawialiśmy o problemach, tematach tabu i zwyczajnie nam się super ze soba spędzało czas. Nawet jeśli było to nic nie robienie i tylko rozmowy. Myślę, że ta relacja była najlepszą jaką miałam, może własnie dlatego, ze byliśmy tak fajnymi przyjaciółmi. Wiem, że z jego strony było to samo. Niejednokrotnie mi to mówił, okazywał, udowadnia zachowaniem. Ale jego problemy i ta obawa przed związkiem wzięły góre i po kilku tygodniach dylematów ostatecznie powiedział, ze nie może w to wejść, że nie będę z nim szczęśliwa, że i tak by mnie zostawił, że nie zniesie tej świadomości że znowu będzie musiał komuś zniszczyć życie itp. Wiem, ze bardzo nie chciał abym całkowicie znikała z jego życia, wiem, ze bardzo za mną tęsknił i wiem, że miotał się sam ze sobą. Ale jednak ponad miesiąc temu poprosiłam go o to, by się ze mną nie kontaktował. Powiedzialam, ze potrzebuje czas dla siebie, bo zbyt dużo dzieje się w mojej głowie i potrzebuje wyciszenia i że za jakiś czas postaram sie odezwać. To wszystko było prawdą i jest prawdą. Teraz mam czas dla siebie i staram się jakoś trwać bez niego, bo chyba tak mogę to opisać. Nie wiem co mam robić. Czy już całkowicie odpóścić... wiem, że bardzo mi na nim zależy i dlatego unikam kontaktu. Wiem, że kontakt z nim na stopie tylko przyjacielskiej przyniesie mi tylko cierpienie, bo jest to dla mnie nie wysarczające.... Wiem, też że jemu zależy na mnie... ale być może niewystarczająco. Normalnie komuś w takiej sytuacji powiedziałabym - weź go sobie odpóść, jakby mu na tobie zależało to by z ciebie nie rezygnował. Ale łatwo dawać takie rady, gdy nas samych ta sytuacja nie dotyczy.
  4. adrian590

    Rozstanie po długim związku

    Cześć, piszę tutaj z dwóch powodów - potrzebuję się "wygadać" o swoim problemie, a poza tym potrzebuję rady. Od kogoś z większym doświadczeniem. Dwa miesiące temu rozstałem się z dziewczyną. Po długim związku. Czteroletnim. Poznaliśmy się online, od jednego spotkania do drugiego, potem randki jako para, po paru tygodniach przespaliśmy się. Szalony okres. Po trzech miesiącach zamieszkaliśmy razem. Najpierw w wynajętym mieszkaniu, potem w kupionym przez niedoszłych teściów. Spędzaliśmy razem dużo czasu, często w weekendy wyjeżdżając za miasto. Małymi krokami budowaliśmy związek. Zdarzały się różnice zdań, czasem jakieś kłótnie, ale zawsze udawało się nam pogodzić. Najciekawsze jest to, że stanowiliśmy swoje zupełne przeciwieństwa - ona otwarta, żywiołowa, zawsze uśmiechnięta, bez zmartwień i problemów, dusza towarzystwa, ja raczej zamknięty w sobie, z małą grupą przyjaciół, starający się twardo stąpać po świecie. Ale mimo to poczułem, że znalazłem swoją bratnią duszę - przyjaciółkę i kochankę, która sprawiła że moje życie odwróciło się o 180 stopni na lepsze. Niestety, z czasem zaczęły pojawiać się problemy. Takie, których nie dało się rozwiązać. Takie które zostawały w pamięci. I takie, których żadne z nas naprawdę nie zapomniało. Starałem się unikać konfliktów i kłótni. Niestety, przynosiło to skutek odwrotny do zamierzonego - czasem lepiej jest pewne rzeczy powiedzieć niż przemilczeć. Z czasem było coraz więcej problemów i spraw, które nas dzieliły. A kompromis stał się czymś abstrakcyjnym. Dwa lata temu mieliśmy poważny kryzys. Stwierdziła, że powinniśmy się rozstać a ja powinienem się wyprowadzić. Udało się to jakoś naprawić. Kolejne dwa lata. i problem który opisałem powyżej znowu zaczął się pojawiać. Niby razem, ale osobno. Każdy miał priorytety, pragnienia, ale nie dało się ich pogodzić. Rozstaliśmy się w złej atmosferze. Rozmawialiśmy jeszcze dwa razy, za pierwszym razem nic dobrego to nie dało, za drugim nie miałem siły walczyć. Uznałem, że tak będzie lepiej. Powiedziała mi, że nareszcie jest wolna, że ten toksyczny związek się skończył, że jestem sku******em który zmarnował jej cztery lata życia, że wszyscy jej gratulowali tej decyzji, że nigdy się nie starałem, a wszystko to co się stało to moja wina. Zacząłem w to wierzyć. Minęły dwa miesiące od naszego rozstania. Od chwili, gdy straciłem kobietę z którą wiele przeszedłem, miałem plany i chęć ułożenia sobie życia. Dzisiaj nie mam niczego. Wróciłem do rodzinnego domu z poczuciem porażki, przegranej. Odechciało mi się żyć. Nie widzę sensu. Nie wiem, co dalej robić. Nie mam siły na jakąkolwiek aktywność. Cały czas powtarzam sobie w głowie to co było. Odtwarzam każdą rozmowę, każdą wspólną chwilę. A najgorsze w tym wszystkim jest to, że gdzieś we mnie jest jeszcze fałszywa nadzieja. Że łudzę się, że uda się to naprawić. Że są pary, które się schodzą i są szczęśliwe. Ale są też takie, które się rozwodzą. I nic, co razem przeszli nie pomaga. Nie wiem co robić. Nie wiem co ze sobą robić. Nic nie wiem. Może ktoś był w podobnej sytuacji? Może ktoś ma większe doświadczenie? Może ktoś będzie w stanie napisać coś, co pozwoli mi spojrzeć na świat / przyszłość z jakąkolwiek nutą nadziei na lepsze jutro. Proszę.
  5. Witam. Jestem kobieta mam 36 lat. miesiąc temu rozstałam sie z moim wieloletnim chłopakiem bylismy razem 6 lat . Bylismy zgrana parą, mieszkał on u mnie , planowalismy dziecko i to była główmnie jego inicjatywa. . Nigdy si.e nie kłocilismy. Jedeyny problem byl taki ,ze mój facet nie umiał rozmawiać, były jakieś oroblemy ale gdy chciałam coś zacząć rozmowe to ją ucinał mówiąc " wieź przestan" lub " nie zaczynaj" Przez ostatnie pół roku w moim zyciu i zawodowym i rodzinnym duzo sie zmieniło, zostałam obarczona wieloma obowiązkami, mój facet wiedział o nich ale nic mi nie pomógł, nic nie pytał , nic nie doradzał, mam wrazenie że zawze tak było, ale w tych trudnych chwilach dla mnie jakoś to sie uwydatniło. od końca kwietnia br mój facet co weekend zaczął wyjeżdżacc na ryby, wyjechał w piątek wracał w niedzielę. zero kontaktu, gdybym do niego ja nie zadzwoniła to by się nawet nie odezwał ( w sumie to prawie zawsze tak było w stosunku do swojej mamy tez się tak zachowuje) . Ja nic nie mówiłam ,że mnie to boli , nic sie nie żaliłam , nie zabraniałam. Kiedys gdy się położył do łóżka powiedziałam mu że myslę o rozstaniu, i zapytalam sie co o tym sądzi , powiedził że nie chce sie rozstac i sie do mnie odrócił tylkiem. Było mi przykro, nic się nie odezwałam , a on dalej sobie jeżdził na rybki jechał kiedy chciał wracał kiedy chciał. A we mnie wszystko zbierało, nie mogłam nic powiedziec boon nie uie rozmawiac , dla niego nidy nie ma żanego problemu. W końcu nie wytryzmałam i powiedziałam do niego " skoro juz nie jesteśmy razem to było by dobrze gdyby sie wyprowadził" , nic nie powiedział,le widziałam po jego minie że zabolało go to mocno zaznaczam że mój facet nie jest wylewny, on nigdy nie okazuje emocji , jest zawsze umiechnięty) szczerze powiedziawszy było mi przyjemnie bo zobacyzłam w koncu jakaś emocje. nic sie do mniego nie odzywałam jeszcze dwa tygodnie prawie mieszkał u mnie ale żadne z nas się do siebie nie odezwało. Którego ś dnia gdy wrócil z ryb przyszedl do domu i zaczął sie pakować , zapytalam się czy moze uśias cna chwile i pogadac a on powiedział że nie bo nie ma ochoty. Wię cpodeszłam do niego i powiedziałam do niego że gdybysmy wcześniej ze soba rozmawiali to by sie to tak nie musiało skonczyć, a on zrobił minę zdziwona, poqiedzialam jeszcze że jak można byc ze soba i nie spędzasuzać ze soba czasu widziałam że sie zastanoawia. nic nie powiedział, ja tez nie ,spakował się i wyszedł. dzisiaj mija miesiąc jak go nie ma telefon milczy ja tez nie dzwonię . myśle czesto o nim , płcze po nocach , nie umiem sobie znaleźć miejsca. Dzisiaj spotkałam naszych wspólnych , powiedziaeli mi że go widziaeli i chwile rozmawiali kolezanka powiedizała żby do mnie zadzwonił a on powiedział tylko " nie " i że jeszcze chwilę bedzie w polsce a potem jedzie gdzies za granicę. jest mi bardzo źle, w gruncie rzeczy chciałabym żeby wrocił , nie rozumiem jak po nim to może tak spływac ,ajka jeszcze jaikis czas temu mówił że kocha i planoiwal dziecko. nie wiem co mam robić . pomóżcie naprawde jest mi cięzko.
  6. kobieta1995

    Odeszlam choć nie chciałam

    Jak zapomnieć o człowieku którego się kochało i nadal kocha? Zerwalam z nim, ponieważ rozmowy z nim nie przynosiły skutku. Odeszłam by coś do niego dotarło, odeszłam mając nadzieje ze poprzez to zrozumie co stracił, postara się zrozumieć swoje błędy i się zmienić, bo w końcu miłość wszystko przetrzyma i zwycięży. Prosilam go by nie kontaktowal sie, nie dzwonil, schodzil mi z drogi i dal szanse poznac kogos kto zrobi wszystko bym byla szczesliwa. W duchu liczac na to ze zawalczy. Nie ukrywam, że z tygodnia na tydzień mam coraz mniej nadziei na to ze zrozumie i wrócimy do siebie. Dodatkowo dochodzą do mnie czasem myśli ze w sumie ja w tym związku tez miałam swoje za uszami i tez nie byłam w 100 % bez zarzutu, że może zbyt pochopnie podjęłam decyzję. Czasem myślę jak zerwaniem mogłam go zranić i jak mógł cierpieć to marze o tym by go przytulic i powiedzieć jak bardzo go kocham...
  7. Wczoraj zerwałam z partnerem.(ja 22 on 35l) Wiadomością sms. Źe chce zakończyć związek chce się rozstać bo ten związek ma na mnie destrukcyjny wpływ. Ciągle bylo coś nie tak. Ciągle miał jakieś pretensje czepiał sie byle szczególu. Niby sie spotykaliśmy niby kochał a wypominal wciąż przeszłość. Opisywalam swój problem tuhttps://forum.abczdrowie.pl/forum-psychologia/1849464,czasem-milosc-to-za-malo-nie-wiem-co-robic.. Postanowiłam zerwac bo związek musi polegać na zaufaniu to jest element kluczowy na dluzsza metę zameczylby mnie swoimi podejrzeniami. Wielokrotnie zapewniałam ze kocham ze nie ma innego : a on "masz kogoś masz kogoś", dlaczego nie odbieralas przez godzinę, pewnie spotkalas się z kimś,dlaczego mnie ignorujesz. To były wg mnie pytania na granicy absurdu, padały bezpodstawne oskarżenia, wyrzuty, wypominal mi różne sprawy nie delikatnie a w sposób ostry pozbawial mnie tym dobrego nastroju na długie dnie i wywoływał smutek. Przykladowo caly dzien pieknie spedzony a on pozniej telefon ze ma dziwne przeczucia ze cos w moim zachowaniu budzilo jego watpliwosci i wprowadzalo niepokoj.Wczoraj wieczorem przyjechał. Wyjaśnilismy sobie wiele rzeczy. Głównie to on mnie oskarżał ze we mnie jest wina. Ze on oczekiwał ze przyjmę go z herbata i ciastem. Ze drzwi były zamknięte na jego przyjazd? O 21 to normalne że ludzie się zamykają. I nie będzie się dopraszal o normalne traktowanie. Wyciągał jakieś rzeczy z przeszłości, że się przyjazniłam z tym tym i tym facetem, że robiłam mu uszczypliwe uwagi w towarzystwie które go bolały. Tak jakby zrzucanie na takie blahostki. Nie szukal drogi porozumienia tylko rzeczy ktore mogly poroznic nasz.Pożegnaliśmy się z podaniem ręki. Kazał skasować jego numer. W niedziele jeszcze bylo super kocham kocham. Niestety ale nie moglam zniesc jego braku zaufania, tego czepiania się, ciągle patrzenie mi się na ręce, doszukiwaniu w moim zachowaniu zdrad i oszustw. Dręczenie podejrzeniami. To wykańczalo mnie psychicznie. Odjechał. Później sms mój telefon z jego strony i wniosek ze może damy sobie jedną szansę. Zaprosił na piątek. Ok. Dziś rano dzwoni zły chyba nie Przemyślal, mowi ze ma dość. Ze to jak go potraktowałam bardzo go boli, że nie da mi się zdominować, że nie będzie się dopraszal o normalne zachowanie. Kazał usunąć mój numer. Tak się skończyło. To boli. Jak uleczyc siebie i odzyskać równowagę ?