PoMesku.org.pl

Zarejestruj się, aby móc brać udział w dyskusji. Uwaga, każdy spam linkowy jest traktowany banem na adres IP, a każdy wątek z linkiem WYMAGA akceptacji moderatora.

Wyszukaj

Wyświetlanie wyników dla tagów 'związek' .



Więcej opcji wyszukiwania

  • Wyszukaj za pomocą tagów

    Wpisz tagi, oddzielając je przecinkami.
  • Wyszukaj za pomocą nazwy autora

Typ zawartości


Forum

  • Forum dla mężczyzn
    • Mężczyźni, miłość i seks
    • Trudne tematy
    • Kobiety
    • Życie i problemy rodzinne
  • Styl życia
    • Menworld.pl
    • Moda i uroda
    • Zdrowie
    • Zakupy
    • Turystyka
    • Praca/Studia/Szkoła
  • Zainteresowania
    • Kultura
    • Militaria
    • Majsterkowanie
    • Polityka i finanse
    • Kuchnia
    • Inne zainteresowania
    • Gadżety
  • Sport
    • Sporty drużynowe
    • Sporty Walki
    • Kulturystyka i Fitness
    • Sporty motoryzacyjne
    • Rozmowy o sporcie
    • Bukmacherka
  • Wydarzenia
    • Polska i świat
    • Ciekawostki
    • Imprezy
  • Nowe technologie
    • Sprzęt
    • Gry
    • Internet
  • Motoryzacja
    • Rozmowy o Motoryzacji
    • Tuning
    • Jednoślady
    • Zakup Kontrolowany
  • Coś więcej
    • HydePark
    • Sprawy administracyjne
    • Giełda
    • Archiwum

Znajdź wyniki...

Znajdź wyniki które...


Data utworzenia

  • Rozpoczęcie

    Zakończenie


Ostatnia aktualizacja

  • Rozpoczęcie

    Zakończenie


Filtruj po ilości...

Dołączył

  • Rozpoczęcie

    Zakończenie


Grupa podstawowa


Wiek


Lokalizacja

Znaleziono 16 wyników

  1. Odmdos

    Kobieta, zagubiona?

    Witajcie. Taka sytuacja - kobieta (dziewczyna 20lat ja mam 23), po dwóch latach związku, po roku mieszkania razem w nowym mieście, gdzie łączyło nas wspólne życie, dom, rachunki itp, która jeszcze niedawno powtarzała mi jak mnie kocha i czy jej nigdy nie zostawię, pewnego dnia mówi, mi że to koniec bo ona nie czuje tego już, że straciła zaufanie do mnie (zdarzały się sytuacje o których jej nie powiedziałem, ale Wyjasnialismy sobie zawsze to), że rutyna się do nas wdarła i według niej oboje poswiecalismy sobie za mało czasu, zachowując się jak 40 letni związek, która mówi mi, że już tego nie chce naprawiać i nie chce ze mną być bo wydaje się jej, że mnie nie zna. Mówi, że myślała już o tym od kilku miesięcy (przez ten czas było wszystko w porządku, wspólne wakacje, nawet podpisała we wrześniu umowę o mieszkanie na kolejne dwa lata). Jak to jest, że to wszystko było takie łatwe dla niej, po prostu koniec? Tak o jak bańka mydlana, wszystko co nas do tej pory łączyło. Wyprowadzajac się rok temu, zostawiłem dla niej wszystko co do tej pory miałem (dom, prace, znajomych, rodzine) i przeniosłem się z nią do obcego nam miasta. Myślicie, ze jest jakaś 3 osoba (jakąś kolezanka, bo raczej zdradę wykluczam, choć do końca nie można być pewnym), która ją do tego nakłania i umacnia w swoich decyzjach? Albo, czy ona poprostu te ostatnie miesiące świetnie udawała do konca? Wspomnę, że 21 października byliśmy razem na urodzinach, zachowywalismy się jak kochająca się parą- czyli jak zwykle. A następnego dnia się wszystko zmieniło o 180°, A kolejny tydzień było już tylko gorzej aż do poniedziałku, gdy padły słowa z jej ust, że to koniec i to jest jej ostateczna decyzja. Po tych urodzinach, po alkoholu, pisala mi, ze nie radzi sobie z tym wszyskich, ze psycha jej siada, że nie wie co się z nią dzieje, że jestem wspaniałym facetem tylko to z nią jest coś nie tak, wspomiala też przy tym o pracy. Myślicie, ze może to wszystko się dzieje dlatego, że ma jakieś problemy psychiczne, typu depresja czy coś?(w przeszłości nie miała lekko...) Minęły prawie 3 tyg (cały czas mieszkamy razem, bo wynajmujemy mieszkanie, które jest na nią ale ona jeszcze nic nie zrobiła by załatwić rozwiązanie umowy), pierwszy tydzień po rozstaniu, rozmawialiśmy że sobą, zartowalismy, smialismy sie, oczywiście spaliśmy na oddzielnych łóżkach, ale zawsze zasypiają przy mnie, dopiero wtedy szedłem na kanape. Potem na weekend ja pojechałem do rodziców, A ona została na miejscu bo miała szkole to raz, a dwa powiedziała, żebym pojechał odpoczął od tego wszystkiego, że tak będzie dla nas lepiej A i ona będzie miała czas żeby się zastanowić nad tym wszystkim. No i gdy mnie nie było, pisała do mnie cały czas, co ze mną, co robię, że sprząta nam w domu itp. Szczerze mówiąc, dała mi tym olbrzymią nadzieje. Ja więc zadowolony wsiadłem do samochodu i pojechałem spowrotem do niej. Następnego dnia znów usłyszałem słowa, że decyzji nie zmieni i to jest jest ostateczna decyzja. Od tamtej pory w ogóle że sobą nie rozmawiamy, nie piszemy. Ten tydzień jej W ogóle nie było w domu, wyjechała na taką delegację z pracy we wtorek rano i wróciła w piątek. I wczoraj od razu pojechała do koleżanki na noc do Warszawy. Nie rozmawialiśmy że sobą w ogole, piszemy tylko to co musimy. Ona mnie zlewa, traktuje mnie rzeczowo, nie umie mi spojrzeć w oczy. Jak coś, to zamyka się w pokoju i siedzi tam sama. Nie mam pojęcia, co o tym myśleć, liczę na pomoc z waszej strony forumowicze. Dzięki i życzę duzo sił facetom w mojej czy podobnej sytuacji...
  2. Damixxx

    Problem z narzeczoną

    Witam, chciałbym prosić was radę. Ale po kolei, jestem ze swoją dziewczyną od prawie 4 lat w związku, dwa miesiące temu się oświadczyłem (powiedziała Tak). Przez te 4 lata dużo sie działo, mieliśmy kilka większych kłótni, bajerowała z innym gośćmi i dowiedziałem się o tym 2 razy, raz była sytuacja ze wysłała mms-a ze zdjęciem w samej bieliźnie do mnie a przy okazji i do innego gościa (po pokazało mi się do kogo mms-a wysłała). Zawsze później jakoś mnie przebłagała i nadal było w porządku i cudownie. Ostatni rok za to już był w miarę spokojny. Nie ukrywam ze ja kocham. Mimo tych akcji z pisaniem z gośćmi nie było innych sytuacji, np. z nikim się nie spotkała itd. Ale to i tak już trochę przegięcie. Mimo to jesteśmy nadal razem. Ale ostatnio zaczęła nadal się dziwnie zachowywać, jakoś mniej sexu a ostatnio wcale, zachowuje się też tak jakoś inaczej. Mimo ze mówi ze mnie kocha, to mówi ze boi się ze nadal będzie coś źle, bo zdarzały nam się kłótnie wcześniej. Mówi ze nie boi się ze dalej się pokłócimy itd. i ze będzie źle, mimo że ja próbuje jakoś te relacje teraźniejsze polepszyć to ona nie bardzo. Szczerze nie wiem co mam robić. Zależy mi na niej. Ale mnie samego już to zaczyna męczyć. Bedze bardzo wdzięczny za podpowiedzi. Może zapomniałem jeszcze o czym napisać to pytajcie. Pozdrawiam.
  3. NajwiekszySkok

    Związek

    Witam was! Mam ,problem' z dziewczyną i potrzebuję porady bardziej doświadczonych osób. Jestem w związku ok. rok a przynajmniej byłem jeszcze kilka dni temu, sprawa wygląda tak, że moja ,dziewczyna' uznała, że ma wyrzuty sumienia po igraszkach, chciałbym się bardziej rozpisać w tym temacie ale po prostu ona sama nie wie, ponoć ani religia ani nic, przychodzą po prostu kilka dni po fakcie złe myśli, po za tym jest/było wszystko idealnie. Ona po prostu nie chce z tym walczyć pomimo tego, że mnie niby kocha i chcę jej pomóc. Uznała, że nie chce mnie ranić dalej i przez to woli zerwać, lecz w weekend wybraliśmy się na koncert jednego z moich ulubionych muzyków, postanowiła że pomimo tego że niby nie jesteśmy razem pojedzie ze mną żeby poprawić mi humor, ja sobie w sumie myślę, że trochę smutłem to czemu nie, chociaż się spotkamy. No i pojechaliśmy, dużo rozmawialiśmy itp. żartowałem, że jak przyjadę do domu to się sam napiję, ale z jej strony padła propozycja żebym został na noc i dodaliśmy do tego picie, myślę sobie no w sumie ok ale nie liczyłem na za dużo. Po wypiciu wybuchła, nagle była taka napalona, że rzucała się na mnie i całowała, później doszło do tego, że zrobiła mi dobrze ustami o czym wcześniej nie było mowy, oczywiście nie obyłoby się bez płakania, mówienia, że kocha i pytania czy jej wybaczę, i tak w kółko. Następnego dnia spytałem co z nami, raz odpowiedziała, że chce związku itp. później spytałem jeszcze raz dla pewności i od tego czasu mi nie odpowiedziała. Nie chodzi o tą sytuację ale chciałem ją przedstawić, a więc chcę prosić o poradę jak mam się zachowywać w stosunku do niej, być chłodniejszy, ograniczyć rozmowy? Chciałbym po prostu zastosować pewne chwyty, które działają na kobietę która faktycznie kocha i która chce się starać żeby wiedzieć czy nie wiara w pokonanie tego problemu jest jedyną przeszkodą czy po prostu mnie nie kocha.
  4. Dzień dobry wszystkim, postanowiłam tutaj napisać, bo potrzebuję obiektywnego spojrzenia na poniższe wydarzeia i rady... nawet jeśli ta rada miałaby brzmieć - odpuść sobie. Będzie długo bo to dość skomplikowane... spotykałam się z facetem ponad rok, ale ustaliliśmy, że nie jesteśmy w związku. Ja nie chciałam ze swoich jakichś tam powodów (długo by o tym pisać),a on nie chciał głównie ze względu na strach przed rozstaniem. Jego poprzednie rozstania bardzo przeżył, zranił te kobiety, bo kończył coś, co dla nich miało trwać zawsze i na całe życie. Wiem, że to nie tylko o to chodziło, tylko o większe problemy, które gdzieś tam nosił w głowie. Sądzę, i on też to wie, że tam przydałby się psycholog. Sporo niefajnych rzeczy działo się w jego domu i to pewnie też miało duży wpływ na to wszystko co w nim siedzi. Po tym ponad roku ja doszłam do wniosku, że chciałabym zacząć z nim na poważnie i wtedy on sie wycofał.... Miedzy nami była/jest miłość, co do tego nie mam wątpliwości. Oprócz miłości była cudowna przyjaźć, polegaliśmy na sobie, mocno się wspieraliśmy, rozmawialiśmy o problemach, tematach tabu i zwyczajnie nam się super ze soba spędzało czas. Nawet jeśli było to nic nie robienie i tylko rozmowy. Myślę, że ta relacja była najlepszą jaką miałam, może własnie dlatego, ze byliśmy tak fajnymi przyjaciółmi. Wiem, że z jego strony było to samo. Niejednokrotnie mi to mówił, okazywał, udowadnia zachowaniem. Ale jego problemy i ta obawa przed związkiem wzięły góre i po kilku tygodniach dylematów ostatecznie powiedział, ze nie może w to wejść, że nie będę z nim szczęśliwa, że i tak by mnie zostawił, że nie zniesie tej świadomości że znowu będzie musiał komuś zniszczyć życie itp. Wiem, ze bardzo nie chciał abym całkowicie znikała z jego życia, wiem, ze bardzo za mną tęsknił i wiem, że miotał się sam ze sobą. Ale jednak ponad miesiąc temu poprosiłam go o to, by się ze mną nie kontaktował. Powiedzialam, ze potrzebuje czas dla siebie, bo zbyt dużo dzieje się w mojej głowie i potrzebuje wyciszenia i że za jakiś czas postaram sie odezwać. To wszystko było prawdą i jest prawdą. Teraz mam czas dla siebie i staram się jakoś trwać bez niego, bo chyba tak mogę to opisać. Nie wiem co mam robić. Czy już całkowicie odpóścić... wiem, że bardzo mi na nim zależy i dlatego unikam kontaktu. Wiem, że kontakt z nim na stopie tylko przyjacielskiej przyniesie mi tylko cierpienie, bo jest to dla mnie nie wysarczające.... Wiem, też że jemu zależy na mnie... ale być może niewystarczająco. Normalnie komuś w takiej sytuacji powiedziałabym - weź go sobie odpóść, jakby mu na tobie zależało to by z ciebie nie rezygnował. Ale łatwo dawać takie rady, gdy nas samych ta sytuacja nie dotyczy.
  5. Fioletowa25

    Niemiła uwaga mojego faceta

    Witam, Jestem nowa na forum i to moj pierwszy post. Chcę poradzić sie w kwestii przykrej sytuacji ze strony mojego faceta. Garść faktów: Mam 25l., jestem stanowcza, postępuje tak jak chcę być traktowana, nie ulegał modzie i wpływom innych. Słabą stroną jest miękkie serce i dziecinny wygląd. Wyglądam na 16l,jestem niska i drobna, choć słyszę wiele miłych komplementów od kolegów. Ponad 2 lata jestem z chlopakiem-ekstrawertykiem, z wieloma koleżankami, iprezujacym,lubiącym wypić.Wysoki, przystojny. Klocimy sie -nie lubie jego częstych wyjazdów z pracy (integracje, wycieczki, imieniny prezesa), do innych miast/za granice,gdzie obecność partnerów podobno zabroniona. On chce sie bawić, ma prawo, a moje zdanie nieważne. Oboje jesteśmy uparci, kłótnie są okropne- milczenie, duma obu stron, i niemal zrywanie. Sedno: wczoraj pod uczelnią zaczepił mnie pijaczek o drobne. Splawilam; dzwoniąc do chłopaka powiedzialam o tym. Wiele razy kiedy szlismy razem tez nas zaczepiano, myslalam ze sie posmiejemy,ale on stwierdził że sie nie dziwi,bo "wyglądam jak dziecko we mgle z wyrazu twarzy i mimiki, i mam wprost na czole napisane OFIARA. Wiele o sobie słyszałam,lecz on..nie powinien tak mówić,wiedząc że mam już dość pogardy od innych z tego powodu. Napisał sms że nie chciał urazić i uznał że już ok. Planuje teraz wycieczkę korpo towarzystwem i pewnie pojedzie sam,ja mam w tym czasie obronę. Napisałam ze nie jadę, on i tak robi co chce,nie mówiąc że ma mnie za naiwne dziecko. Obraził sie za to i "skończył dyskusję".Odezwie sie pewnie niedługo z żalem że sie nie odzywam i oznajmi że lepiej sie rozstać. Co myślicie, kto teraz co powinien?
  6. Jestem z dziewczyną już około 7 miesięcy. Wiem, że zawsze podobali się jej azjaci. Nie mieszkamy w wielkim mieście, jednak ostatnio pojawił się problem. Mamy w mieści sklep chiński prowadzony przez chińskie małżeństwo. I oni mają syna nim więcej w naszym wieku - 21 lat. Zauważyłem, że moja dziewczyna często chodzi tam z koleżankami. Zazwyczaj nic nie kupują, albo tylko jakieś drobiazgi. Chodzą tam i często gadają z tym chłopakiem. On mówi bardzo słabo po polsku, ale jakoś się dogadują, trochę po angielsku. Nie ukrywam, jestem zazdrosny. Nie wiem czy mam powody, niby nic złego nie robi, jednak przeszkadza mi to ciagłe chodzenie do tego sklepu, i to jak z nim rozmawia, uśmiecha się do niego. Przez sam fakt tego, ze wiem, że podobaja jej się azjaci czuję się zagrożony. Co robić?
  7. Spotykam się z chłopakiem od sierpnia - poznaliśmy się przez tindera. Randki są fajne, zwykle chodzimy do kina, na kolację, oglądamy filmy u mnie albo u niego, ale niezbyt często, zwykle raz w tygodniu, raz na dwa tygodnie. Jest miło, w grudniu "zajął się mną" gdy byłam chora - zrobił zakupy, zawiózł do lekarza. Nie poznałam jeszcze jego znajomych, ani on moich. Nie rozmawialiśmy też nigdy poważnie o tym, co jest pomiędzy nami. Wiem, że on nadal regularnie loguje się na tinderze i rozmawia tam z innymi. Poruszyłam niedawno z nim ten temat i powiedział, że to dlatego, że to pomiędzy nami rozwija się tak wolno i nie wie na czym stoi, i czy mi w ogóle na nim zależy. Powiedziałam, że mi zależy i dlatego właśnie jestem zazdrosna o inne dziewczyny z tindera. Rozmowa się urwała, i od tamtej pory do tego nie wracaliśmy. On nadal się tam regularnie loguje. Dwa tygodnie temu, gdy byłam u niego zrobiło się gorąco, i spędziliśmy razem noc. Było miło, chociaż trochę krótko, i zaczął się usprawiedliwiać, że miał bardzo długą przerwę, mimo, że ja w ogóle nie komentowałam sprawy. Potem coś ugotowaliśmy, zjedliśmy i ja chciałam drugi raz, wszystko szło dobrze, rozebrał mnie, po czym nagle uciekł do łazienki, a gdy wrócił zakomunikował, że idziemy spać. Obrócił się do mnie plecami i zasnął. Dopiero rano mnie przytulił i było miło, całowaliśmy się i przytulaliśmy, pożegnaliśmy się w dobrej atmosferze. Wydawało mi się, że wszystko jest ok. Od czasu wspólnie spędzonej nocy przestało mu zależeć - odpisuje mi po paru godzinach, albo następnego dnia, sam z siebie nie pisze, nie dzwoni, nie proponuje spotkania. Gdy ja zaproponowałam, powiedział, że jedzie na weekend do domu i nie da rady. Nie wiem co mam o tym myśleć. Wcześniej narzekał, że relacja się nie rozwija a mimo to starał się i mu zależało. Po tym, gdy relacja się posunęła do przodu - zaczął mnie olewać... proszę, napiszcie co o tym myślicie, bo ja już wariuje
  8. Całkowicie tego nie rozumiem, jestem naprawdę ciekawa jak się na to zapatrujecie. Jeśli się kogoś rzeczywiście kocha, uwielbia spędzać razem czas i nawet zaczyna planować wspólną przyszłość, to nie wyobrażam sobie by kilkuminutowa rozmowa była wystarczającym powodem do zerwania relacji. Z całym szacunkiem ale kiedy jednego dnia facet wyznaje mi płomiennie miłość, a po odmowie całkiem zrywa kontakt, to mam podstawy sądzić, że nie ma pojęcia co to jest miłość, albo jest chorobliwie pyszny i nie potrafi znieść odmowy. Może Wy macie całkowicie inne podejście? Bardzo proszę Panów o odpowiedzi, miałam ostatnio taką sytuację i wiele na ten temat myślę...
  9. Cześć Panowie. ( i Panie jeśli to czytają ) Jestem nowy na forum a to będzie długi post także dziękuje każdemu kto dotrwa do końca. Krótko o mnie, jeśli to istotne.: 22 lata, mała miejscowość, bez studiów, dobra praca w zawodzie w szybko rozwijającej się firmie. kumple na studiach kupe kilometrów stąd, najlepszy przyjaciel - komplenie zerwany kontakt. Mieszkam z matką rodzice po rozwodzie, dawno temu, staram sie pomagać w domu i jakoś wspólnie sobie radzić, kontakt z ojcem za******y starsza siostra - najlepszy kontakt, serio serio nie wiem czy to istotne, ale może dzięki temu stworze jakiś obrazek. Mam paskudny problem ze swoją drugą połówką, mam nadzieje że znajdzie się tu ktoś kto mnie chociaż troszkę zrozumie i będzie w stanie doradzić .. docenie każdą radę i odpowiedź. Może zacznę od początku aby jakoś to wszystko zgrabnie zwizualizować. Dokładnie 6 lat temu poznałem się z Martą, dokładniej podczas drzwi otwartych do szkół ponadgimnazjalnych, tak zwane targi edukacyjne, Wpadła mi w oko, ładna, zgrabna, wszystko to co przyciąga faceta, na prawdę piękna. Dodam że to moja "pierwsza miłość" pisaliśmy, spotykaliśmy się, zaczęliśmy ze sobą chodzić po 2/3 miesiącach. Byłem młody, głupi, w głowie tylko imprezy, trochę buntowniczy okres w życiu. Razem doszliśmy do wniosku że to nie ma sensu, zerwaliśmy, kontakt się urwał, Ona poznała kogoś, spotykali się, nie wiem czemu ale kiedy się o tym dowiedziałem od razu zaczęło mi zależeć na niej. odnowiliśmy kontakt, tamtego puściła w niepamięć, tłumaczyła mi że spotykała się z nim aby wzbudzić moje zainteresowanie, faktycznie starała się ze mną kontaktować przez cały ten okres gdy nie byliśmy razem ale ja to ignorowałem, tym razem było na poważnie, od tamtego czasu wszystko układało się super, poznałem jej rodziców, ona moich, hmmm.. wszystko kwitło. w wieku 18 lat nie podobało mi się, że nie chce ze mną chodzić na imprezy urodzinowe, hmm.. no trudno.. jakoś za bardzo się nad tym nie głowiłem, dziwna sprawa, nie potrafie tego wytłumaczyć. zawsze byłem chorobliwie zazdrosny, o jej kolegów.. jak to tłumaczyła, zawsze miała lepszy kontakt z facetami niż z dziewczynami. ale czy nie miałem powodu ??? tak, przyznaje się, były sytuację, że sprawdziłem jej telefon, ( do takiego stopnia byłem zazdrony ) - pisał do niej gosciu który zabierał ją nad jezioro, spacery, podobno tylko kumpel, pozniej pisał do niej co ma na sobie jak kładzie się spać a ona nic sobie z tego nie zrobiła, no do cholery, powinna go olać ! ja naiwny przyjąłem jej przeprosiny i tekst ze nie miała złego zamiaru, ze nie robilo to na niej wrażenia, od razu napisała do niego ze ma dać jej spokój, ja sam niczym waleczny rycerz -,- NAPISAŁEM do niego że zmiatał bo go dorwę. - inna sytuacja - bylismy na weselu mojej kuzynki, ciągle pisała ze swoim kumplem " strasznie tu nudno " blablabla i takie tam. - studiowała w poznaniu - przeniosla sie na zaoczne - wtedy poznała gościa który pracował z nią jeszcze za czasów liceum, napakowany ziomek z dziurami po igłach w du**e i zero oleju w głowie, do tego fitness model, seeeriooo.. to nie bajka. niby tak bardzo go nie lubiła, gadała że jest żałosny a i tak zaprosiła go na kawę .. no cholera.. W każdej z tych sytuacji na końcu zawsze to ja byłem ten naiwny i dawałem się ugłaskać. ale to było dawno, okej, przejdźmy dalej, od tamtych sytuacji minęło parę lat, wszystkie te kwestie sobie wyjaśnialiśmy i doszliśmy do wniosku że szkoda marnować tyle czasu związku i warto spróbować zawalczyć o to. bywały kłótnie o pierdoły ale to chyba jak w każdym związku, chyba.. bo w innym nigdy nie byłem. były też akcje gdzie to ona chciala zerwać z jakegos powodu po czym tłumaczyła i przepraszała że to przez okres 0_o albo za dużo emocji podczas kłótni o pierdołę. Przejdżmy dalej bo chce dojść do sedna. przez ostatnie dwa lata na prawdę zapowiadało się spoko, wszystko fajnie się układało. jednak od roku zaczęło się.. - wypominanie że mieszkam z matką, - staram sie wspierać matke bo mieszkamy sami razem ale i tak wiekszosc czasu spedzam u Marty, chociaż wolałbym aby to ona wprowadziła się do mnie. z tym że ona "nie lubi do mnie przyjeżdżać bo woli zostać z rodzicami w domu" - jakiekolwiek wyjście gdziekolwiek - moge sobie pomarzyć bo ona woli zostać w domu - pretensje ze kupilem samochod, nowy komputer i wyremontowałem pokój.. halo... co w tym złego ? samochod potrzebny do pracy, w pokoju walilo się na łep, na komputerze pracuje, nie czerpie z tego rozrywki, zarabiam na nim pieniądze wiec kupiłem. - zbliżają sie sylwestra - "idz gdzieś sam, ja nie chce, wole zostać w domu " - przyjade do niej, zero entuzjazmu, idziemy do pokoju, czlowiek na cos liczy wieczorem a tu pod kołdrę i w telefon, - zrobiła się straszną bałaganiarą, nie wiem jak to porównać.. hmm, nasrałby ktoś na środku pokoju to i tak by tego nie sprzątnęła. - dostała pracę w sklepie z płytami, i od tamtego czasu tylko to widzi, nic poza nią. - teksty już niejednokrotnie - "mam cię dosyć" , " musze to wszystko przemyśleć" , " nie wiem czy tego wszystkiego chce "i teraz najlepsze, tekst sprzed dwóch miesiecy - " jakby cie nie było to bym tego nie odczuła " , " samo uczucie nie wystarczy" Ludzie, później zaczyna mnie przepraszać a ja wiem ze takie sytuacje powtórzą się za jakis czas co juz nie raz udowodniła. Panowie, Panie.. to sie strasznie sypie i mam wrażenie że jesteśmy na takim etapie, że każda ze stron chciałaby to zakonczyć ale czeka na krok tej drugiej osoby bo sama się boi ze względu na duży staż w związku. w jednym miała racje " Samo uczucie nie wystarczy " .. Pomóżcie, doradźcie, dzięki za pomoc.
  10. rocket128

    Związek ze studentką medycyny?

    Witam, piszę do was o poradę, bo już zwyczajnie sam nie wiem co robić. Jesteśmy w związku 3 lata. Po roku i poprawionej maturze dostała się na studia do innego miasta. Perspektywa spotkań na najbliższy rok - weekendy. Ok, jestem w stanie to wytrzymać, bo potem ma wrócić tu, ale jak to będzie wyglądać dalej? Aktualnie ma tyle nauki, że rozmawiamy jakieś 2 razy dziennie i widujemy w weekendy, gdy wraca do miasta, a teraz pytanie czy z czasem będzie mieć tego czasu więcej czy tak to będzie właśnie wyglądać przez najbliższe 6 lat? Mam wrażenie, że nawet po powrocie za rok te studia nie dadzą jej spokoju i dalej będziemy rozmawiać 2x dziennie i widywać tylko w weekendy. Wiadomo czas robi swoje - te 3 lata, miłość itd. ale już teraz było dużo nauki przez ten rok gdy uczyła się do poprawki, mówiła, że na studiach się to zmieni i zmieniło.. na gorsze, a ja mam dość spotkań na 3h bo nauka czy jak teraz tyle co nic bo weekendy. Ma ktoś jakieś doświadczenia apropo związku z osobą studiującą kierunek medyczny?
  11. adrian590

    Rozstanie po długim związku

    Cześć, piszę tutaj z dwóch powodów - potrzebuję się "wygadać" o swoim problemie, a poza tym potrzebuję rady. Od kogoś z większym doświadczeniem. Dwa miesiące temu rozstałem się z dziewczyną. Po długim związku. Czteroletnim. Poznaliśmy się online, od jednego spotkania do drugiego, potem randki jako para, po paru tygodniach przespaliśmy się. Szalony okres. Po trzech miesiącach zamieszkaliśmy razem. Najpierw w wynajętym mieszkaniu, potem w kupionym przez niedoszłych teściów. Spędzaliśmy razem dużo czasu, często w weekendy wyjeżdżając za miasto. Małymi krokami budowaliśmy związek. Zdarzały się różnice zdań, czasem jakieś kłótnie, ale zawsze udawało się nam pogodzić. Najciekawsze jest to, że stanowiliśmy swoje zupełne przeciwieństwa - ona otwarta, żywiołowa, zawsze uśmiechnięta, bez zmartwień i problemów, dusza towarzystwa, ja raczej zamknięty w sobie, z małą grupą przyjaciół, starający się twardo stąpać po świecie. Ale mimo to poczułem, że znalazłem swoją bratnią duszę - przyjaciółkę i kochankę, która sprawiła że moje życie odwróciło się o 180 stopni na lepsze. Niestety, z czasem zaczęły pojawiać się problemy. Takie, których nie dało się rozwiązać. Takie które zostawały w pamięci. I takie, których żadne z nas naprawdę nie zapomniało. Starałem się unikać konfliktów i kłótni. Niestety, przynosiło to skutek odwrotny do zamierzonego - czasem lepiej jest pewne rzeczy powiedzieć niż przemilczeć. Z czasem było coraz więcej problemów i spraw, które nas dzieliły. A kompromis stał się czymś abstrakcyjnym. Dwa lata temu mieliśmy poważny kryzys. Stwierdziła, że powinniśmy się rozstać a ja powinienem się wyprowadzić. Udało się to jakoś naprawić. Kolejne dwa lata. i problem który opisałem powyżej znowu zaczął się pojawiać. Niby razem, ale osobno. Każdy miał priorytety, pragnienia, ale nie dało się ich pogodzić. Rozstaliśmy się w złej atmosferze. Rozmawialiśmy jeszcze dwa razy, za pierwszym razem nic dobrego to nie dało, za drugim nie miałem siły walczyć. Uznałem, że tak będzie lepiej. Powiedziała mi, że nareszcie jest wolna, że ten toksyczny związek się skończył, że jestem sku******em który zmarnował jej cztery lata życia, że wszyscy jej gratulowali tej decyzji, że nigdy się nie starałem, a wszystko to co się stało to moja wina. Zacząłem w to wierzyć. Minęły dwa miesiące od naszego rozstania. Od chwili, gdy straciłem kobietę z którą wiele przeszedłem, miałem plany i chęć ułożenia sobie życia. Dzisiaj nie mam niczego. Wróciłem do rodzinnego domu z poczuciem porażki, przegranej. Odechciało mi się żyć. Nie widzę sensu. Nie wiem, co dalej robić. Nie mam siły na jakąkolwiek aktywność. Cały czas powtarzam sobie w głowie to co było. Odtwarzam każdą rozmowę, każdą wspólną chwilę. A najgorsze w tym wszystkim jest to, że gdzieś we mnie jest jeszcze fałszywa nadzieja. Że łudzę się, że uda się to naprawić. Że są pary, które się schodzą i są szczęśliwe. Ale są też takie, które się rozwodzą. I nic, co razem przeszli nie pomaga. Nie wiem co robić. Nie wiem co ze sobą robić. Nic nie wiem. Może ktoś był w podobnej sytuacji? Może ktoś ma większe doświadczenie? Może ktoś będzie w stanie napisać coś, co pozwoli mi spojrzeć na świat / przyszłość z jakąkolwiek nutą nadziei na lepsze jutro. Proszę.
  12. Maria Marysia

    ex

    Panowie! Panie również! Czy to normalne (czy ja wydziwiam?) że były mimo próby kontaktu nie jest ciekawy co u mnie ?! On zostawił mnie 3 lata temu, jest wolny, a nie pyta co u mnie. Dodam, że nie było zdrady, świństw, tylko sam zadecydował. Pomyślałam, że byłby to miły gest... ale nawet nie zapytał co u mnie...
  13. Cześć, co myślicie na temat związku z kobietą starszą od Was? Mój przypadek jest taki, że mam 23 lata, ona 30. Pomijając kwestie osobiste co do niej czuję i jak się ma nasza relacja, to patrzę na to też z perspektywy rozsądku. Przecież kiedyś różnica wieku wyjdzie na jaw... puki co jest fajnie, 23 do 30.... potem 25 do 32.... potem 30 do 37 i jakoś to ma ręce i nogi... ale potem... 35 do 42.... 43 do 50... I już w łóżku mogłaby nie wyrabiać, z dziećmi w sumie też dziwnie no bo ja dopiero 23 a ona już 30- przecież najwyższa pora na pierwsze dziecko... A ja mam przecież czas na to jeszcze. Co myślicie o takiej sytuacji i może sami macie doświadczenie w byciu w związku ze starszą od Was kobietą? Chętnie poznam Wasz punkt widzenia. Pozdrawiam.
  14. mańka85

    okiem faceta

    witajcie. Postanowiłam napisać na męskim forum bo chciałabym się dowiedzieć jak patrzą faceci na pewne sprawy. Rok temu poznałam przez internet chłopaka. Spotkaliśmy się i zaiskrzyło. Mieszkamy od siebie 100km, oboje pracujemy więc widywaliśmy się w weekendy. Poznaliśmy się wiosną, więc było pięknie - wspólne wypady itd. Potem zaczęłam zostawać u niego na weekendy. On do mnie przyjeżdżał w niedziele gdyż mieszkam z rodzicami i nie czułam się swobodnie. Wszystko było dobrze, zaczęłam się do niego coraz bardziej przekonywać, otworzyłam się, zaufalam mu. Byliśmy blisko, ale zimą ja czułam przemęczenie i oboje trochę zobojętnieliśmy na siebie. Pewnego dnia ja w złości zapytałam czy to wszystko ma sens, że mieszkamy oboje w dwóch dalekich miastach i jak to pociągniemy. Jego to zraniło ale potem było w porządku bo znów byłam u niego i myślałam że jesteśmy blisko. Jednak miesiąc temu on coraz mniej się odzywał. Dowiedziałam się że zaczął analizować czy to ma sens i chce zerwać. Po dwóch spotkaniach zakończył związek, ja nie mogę się pozbierać. A najgorsze jest to że tydzień temu wyznał mi w smsie że on już nic do mnie nie czuje, że zabiła nas odległość. Tak bardzo bym chciała wskrzesić jego uczucia, jak wy faceci zapatrujecie się na takie sprawy..? czy kobieta powinna walczyć czy to poniżające..? Tylko proszę bez wyśmiewania, mam doła i szukam pomocy nawet na forach..
  15. Wczoraj zerwałam z partnerem.(ja 22 on 35l) Wiadomością sms. Źe chce zakończyć związek chce się rozstać bo ten związek ma na mnie destrukcyjny wpływ. Ciągle bylo coś nie tak. Ciągle miał jakieś pretensje czepiał sie byle szczególu. Niby sie spotykaliśmy niby kochał a wypominal wciąż przeszłość. Opisywalam swój problem tuhttps://forum.abczdrowie.pl/forum-psychologia/1849464,czasem-milosc-to-za-malo-nie-wiem-co-robic.. Postanowiłam zerwac bo związek musi polegać na zaufaniu to jest element kluczowy na dluzsza metę zameczylby mnie swoimi podejrzeniami. Wielokrotnie zapewniałam ze kocham ze nie ma innego : a on "masz kogoś masz kogoś", dlaczego nie odbieralas przez godzinę, pewnie spotkalas się z kimś,dlaczego mnie ignorujesz. To były wg mnie pytania na granicy absurdu, padały bezpodstawne oskarżenia, wyrzuty, wypominal mi różne sprawy nie delikatnie a w sposób ostry pozbawial mnie tym dobrego nastroju na długie dnie i wywoływał smutek. Przykladowo caly dzien pieknie spedzony a on pozniej telefon ze ma dziwne przeczucia ze cos w moim zachowaniu budzilo jego watpliwosci i wprowadzalo niepokoj.Wczoraj wieczorem przyjechał. Wyjaśnilismy sobie wiele rzeczy. Głównie to on mnie oskarżał ze we mnie jest wina. Ze on oczekiwał ze przyjmę go z herbata i ciastem. Ze drzwi były zamknięte na jego przyjazd? O 21 to normalne że ludzie się zamykają. I nie będzie się dopraszal o normalne traktowanie. Wyciągał jakieś rzeczy z przeszłości, że się przyjazniłam z tym tym i tym facetem, że robiłam mu uszczypliwe uwagi w towarzystwie które go bolały. Tak jakby zrzucanie na takie blahostki. Nie szukal drogi porozumienia tylko rzeczy ktore mogly poroznic nasz.Pożegnaliśmy się z podaniem ręki. Kazał skasować jego numer. W niedziele jeszcze bylo super kocham kocham. Niestety ale nie moglam zniesc jego braku zaufania, tego czepiania się, ciągle patrzenie mi się na ręce, doszukiwaniu w moim zachowaniu zdrad i oszustw. Dręczenie podejrzeniami. To wykańczalo mnie psychicznie. Odjechał. Później sms mój telefon z jego strony i wniosek ze może damy sobie jedną szansę. Zaprosił na piątek. Ok. Dziś rano dzwoni zły chyba nie Przemyślal, mowi ze ma dość. Ze to jak go potraktowałam bardzo go boli, że nie da mi się zdominować, że nie będzie się dopraszal o normalne zachowanie. Kazał usunąć mój numer. Tak się skończyło. To boli. Jak uleczyc siebie i odzyskać równowagę ?
  16. Witam, wszystko zaczęło się ponad pół roku temu, grill u znajomych, tam poznałem się z Panią XYZ(tak ją będę określać) bliżej, poprzednio znałem ją tylko z widzenia i zawsze uważałem iż jest atrakcyjna. Od razu wpadliśmy sobie w oko, lecz problem polega na tym że jest ona Świadkiem Jehowy. W trakcie imprezy zaczęliśmy rozmawiać i zaiskrzyło, ale nic więcej się nie wydarzyło. Jakiś miesiąc później pierwszy raz się pocałowaliśmy, a w sumie to mało powiedziane. W międzyczasie wybuchła jedna kłótnia, bo mieliśmy to zakończyć. Niestety (a może i stety) mieliśmy ze sobą kontakt - wspólni znajomi. Przerwa trwała równy tydzień. Akurat miałem wyjazd ze znajomym, ona o nim wiedziała, robiła wszystko żeby wznowić kontakt, powiedziała że tak nie wytrzyma, że zbyt wiele dla niej znaczę. Stwierdziłem wtedy, że możemy spróbować i utrzymać to na koleżeńskich stosunkach. Wytrzymaliśmy równo tydzień, przy pierwszej okazji zostaliśmy przez ułamek czasu sami, jej jedno spojrzenie, przygryzienie ust wszystko przywróciły. Znów to samo i znów powrót wielkiej miłości. teraz pogłębienie całego problemu... Jej rodzice tego nie akceptują, chcą żeby ona miała również za partnera Świadka Jehowy - ja jestem ateistą. Wychodzi na to, że od pół roku żyję w związku, który ukrywamy przed jej rodzicami. Znajomi raczej wszyscy wiedzą, że jesteśmy razem, tak samo jak moi rodzice, którzy starają się mnie wesprzeć, ale zarazem nie mogą mi pomóc. Kilka dni temu XYZ wyjawiła mi, że chce mnie zabrać w kwietniu na spotkanie (bo to wtedy będzie jakieś ich święto). Niewątpliwie budzi to we mnie stres. Umożliwiłoby to ujawnienie związku jej rodzicom, ale to trochę bardzo sprzeczne z moim światopoglądem... Nie będę w stanie chodzić do ludzi i przekonywać ich o czymś, co według mnie nie jest prawdą... Jakiś czas temu dałem jej wolną rękę przy tym jak poruszyła temat wiary (nie oszukuję jej i na jej pytanie czy przejdę na ich wiarę zawsze odpowiadam jej to samo, że wie jaki jest mój światopogląd i że nie jest to łatwe, ale również niczego nie wykluczam. Po prostu nie mam najmniejszego pojęcia co stanie się w przyszłości w tej kwestii) i powiedziałem, że ona musi podjąć decyzję czy będziemy razem, że ustosunkuję się do takiej decyzji jaką podejmie. Wtedy powiedziała, że zbyt mnie kocha żeby to kończyć, że nie wyobraża sobie żeby moje miejsce zajął ktokolwiek inny, ale jest problem w tym, że ja jestem ateistą. Jak sama mówi "SAMA Z SIEBIE tego nigdy nie zakończę" Nie wiem co mam robić. Jestem zupełnie rozbity. Odrzucam wszystkie inne dziewczyny. Nie rozglądam się za żadnymi bo ją kocham, ale zarazem nie wiem na czym stoję.