PoMesku.org.pl

Zarejestruj się, aby móc brać udział w dyskusji. Uwaga, każdy spam linkowy jest traktowany banem na adres IP, a każdy wątek z linkiem WYMAGA akceptacji moderatora.

Elegante

Felietony wujka Elegante

Rekomendowane odpowiedzi

Namber łan.

Felietony są niedługimi, a płynącymi prosto z serca tekstami, które mają przekazać myśli autora. Używa się w nich języka prostego, bez wyszukanych środków stylistycznych i skomplikowanej budowy składniowej.

Ufff… wstęp napisany. Zawsze to sprawia największy problem przy pisaniu artykułów, gdyż bez dobrego wstępu nie ma dobrego tekstu. Ten wyjątkowy tekst jest chyba pierwszym takim na tym forum czy w ogóle na forach dla facetów. Zazwyczaj można tam zobaczyć wszelkiego rodzaju newsy motoryzacyjne, nowinki technologiczne czy sposoby jak się dobrać do ładnej panny. Rzadziej, choć też się zdarza – małe kąciki dla twórców gdzie króluje grafika komputerowa czy inne tego typu bajery.

Ja pragnę być Waszym Namber Łan w pisaniu tekstów. W końcu tytuł Redaktora zobowiązuje. Ze względu na to wziąłem się również za felietony, dzięki którym poznacie sposób w jaki myślę. I to o czym myślę. Co mnie dręczy i nad czym się zatrzymuje by dłużej się zastanowić. Wiem, że to zawiewa blogiem, jednak proszę aby nie porównywać tej działalności do blogowania. Przynajmniej na razie.

Swoimi tekstami będę starał się skłonić was do dyskusji. Nie wiem jak często będę je pisał, dlatego śledźcie to. Z góry proszę jednak nie odpisywać w tym temacie – to jest miejsce dla mnie :P. Przepychanki słowne będą w osobnym temacie ;) – tam wyżywajcie się do woli. Besztajcie, komentujcie, dawajcie upust swoim emocjom. Słowem – piszcie!

Tyle słowem wstępu. Bo to tylko wstęp był. Taki najwstępniejszy tekst. Kolejny tekst może wieczorem, a może jutro ;)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Cud

Budzę się. W głowie dudni mi niesamowicie. Dźwięk łopaty odśnieżającej chodnik doprowadza mnie do stanu bliskiego agonii. Na wpół przytomny sięgam po telefon. Godzina 8:34. Opadam z powrotem na łóżko i ręką próbuję znaleźć położenie butelki z wodą. Udało się. Każdy, kto był w tym okropnym stanie wie, że woda smakuje najlepiej po takim przebudzeniu. Spontaniczne imprezy po wyczerpującym dniu są naprawdę mordercze. Dodatkowo alkohol na niemalże pusty żołądek… i mamy masakrę kolejnego dnia.

Pijąc życiodajny płyn starałem się każdą moją szarą komórkę zmusić do szukania rozwiązania tego problemu. Stwierdziłem, że musze doczołgać się do kuchni, zrobić lekkie śniadanie i przyjąć jakieś proszki. Wapno, magnez i jakieś witaminki. Taaak… to był świetny pomysł. Jedna kromka chleba z nutellą, butelka wody i ładna garstka witamin i minerałów. Moje śniadanie tej niedzieli. Mało to zdrowe, ale nie byłem w stanie przyjąć, czy zrobić cokolwiek bardziej wyszukanego.

Było mi po tym trochę lepiej. Ale i tak nieznośne łupanie pod kopułą zostało. Chwile jeszcze poszperałem w mojej pamięci i stwierdziłem, że sprawdzę sposób opisany jakiś czas temu w Men’s Health. Wysiłek fizyczny. W myśl powiedzenia „na kaca najlepsza praca”. W tym stanie wydało mi się to co najmniej sadomasochizmem. Ale stwierdziłem, że spróbuje.

Ubrałem dresik i poszedłem do pokoju, w którym mam ustawiony rower rehabilitacyjny. Taki stacjonarny. Założyłem sobie słuchawki, odpaliłem muzykę i zacząłem pedałować. Pierwsze 2-3 minuty to była prawdziwa katorga… Ale potem cud! Stopniowo ból głowy i całe złe samopoczucie związane z syndromem dnia poprzedniego mija. „Alleluja i do przodu” – pomyślałem i „jechałem” dalej. Po 20 min kac odszedł w niepamięć. Ogarnął mnie cudowny i błogi spokój. Potem tylko prysznic i mogę zacząć normalny dzień.

Dobrze jest znać rozmaite sposoby walki z swoimi problemami, bo jeśli nie zadziała jeden, zawsze pozostaje ten zastępczy. W tym przypadku nie pomogły moje standardowe metody na kaca, ale udało się go zwalczyć czymś, czego wcześniej nigdy nie stosowałem. Wy też ryzykujcie i stawiajcie na metody niekonwencjonalne, bo czasami przyniosą lepsze rezultaty niż zwykłe i pospolite.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

O rzeczy damsko – męskiej…

Czy zastanawialiście się jakby to było, gdyby każdy facet posiadał klucz do kobiecych serc? Gdyby każdy facet potrafił zrobić z kobietami co tylko chce… Na pewno się zastanawialiście! Ja też, ale tylko przez chwilę… uznałem, że to zbyt czarny scenariusz na Armagedon i szybko puściłem taką wizję w niepamięć.

Strasznie mnie to dziwi. Dlaczego KAŻDY facet marzy, czy też marzył, o posiadaniu klucza do kobiecych serc, ale jednocześnie PRAWIE ŻADEN nie interesuje się jak te kobiece serce działa? Paradoks, który przyprawia o ból głowy wiele kobiet.

W tym wiele moich znajomych, które często mi się wyżalają, że poznały na imprezie fajnego faceta, który okazał się idiotą podczas rozmowy. Ewentualnie narzekają na własnego faceta – że się zmienił, że już nie jest taki sam, że czegoś mu chyba brakuje. Albo po prostu twierdzą, że wszyscy fajni faceci albo są już zajęci, albo dawno wyginęli.

Coś tu jest dla mnie nie halo… Fajni faceci wyginęli?! WTF? No chyba, że kobiety w domyśle mają, że wyginęli atrakcyjni faceci ciekawi pod względem charakteru. Tu się jeszcze częściowo zgodzę.

Mężczyźni zdają sobie sprawę z tego, że aby zdobyć atrakcyjną kobietę należy samemu być atrakcyjnym. Czasami jednak za mocno się skupiają nad własnym wyglądem olewając swoją osobowość i pasje, które w ogromnym stopniu sprawiają, że jest się osobą „ciekawą”. Oprócz okupowania sztangi czy hantli na siłowni, odwiedź czasami bibliotekę czy księgarnię. Przeczytaj coś ciekawego! Obejrzyj fajny film! Wyjedź gdzieś! Czerp radość z życia pełnymi garściami, a kobiety same zaczną cię dostrzegać. Dlaczego? Bo każdy chce być w otoczeniu osób szczęśliwych! Wiem, że na początku ciężko to przyjąć, ale tak jest naprawdę…

Panowie – ogarnijcie się. Macie marzenia więc zacznijcie je realizować. W stawaniu się atrakcyjnym nie zapominajcie o swojej psychice i swoich własnych potrzebach. Atrakcyjna sylwetka z czasem się pojawi. Ważne jednak by pojawiła się będąc wizytówką faceta w pełni szczęśliwego i spełnionego wewnętrznie.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Rozwijaj się!

Dzisiaj byłem świadkiem rozmowy charakterystycznej dla podróży dwóch kumpli komunikacją miejską o godzinie 8 rano. Sama rozmowa to nic nadzwyczajnego, jednak bardziej uderzył mnie jej fragment- A: „Żadna kobieta mnie nie chce… jestem otyły i brzydki… kasy też nie mam (śmiech)” B:”to czemu na siłownie nie pójdziesz, albo nie zrobisz czegoś w ten deseń” A:”Bo mi się nie chce”… To smutne, ale niestety tak się zdarza bardzo często. Mimo świadomości rozwiązania nie decydujemy się na nie ze względu na lenistwo

Wielu z nas uważa siebie za osoby, którym czegoś brakuje. Sylwetki greckiego boga, 10-cyfrowej sumy na koncie, czy lepszego kontaktu z kobietami. Zawsze tego czegoś jest za mało.

Najbardziej dziwi mnie w tym wszystkim jednak to, że niezależnie od tego czego nam brakuje, mimo świadomości tego braku i umiejętności podania rozwiązania tego problemu, nie decydujemy się na te zmiany. O dziwo nie decydujemy się na to, by wyjść ze strefy swojego komfortu i rozpocząć poprawę swojego życia na lepsze.

Wiesz, że ciężko u ciebie z kasą? To czemu nie znajdziesz lepszej pracy? Jeśli wydaje ci się, że problemem są twoje umiejętności to zrób coś, by je nabyć lub poprawić. Dobrym rozwiązaniem są darmowe kursy internetowe organizowane przez Ministerstwo Edukacji Narodowej, po których ukończeniu tradycyjną pocztą przychodzi certyfikat jego ukończenia.

Masz problemy z akceptacją swojego „piwnego” brzucha? No to polecam siłownie i ćwiczenia aerobowe. Nie podoba ci się twoja sylwetka to ją sobie wypracuj! W Internecie (również tutaj na forum) są teksty dotyczące poprawy swojego wyglądu zarówno poprzez dietę jak i ćwiczenia.

Nie do końca ci odpowiada to co dzieje się w twoich interakcjach z kobietami? To książki do ręki i edukować się. Pozycje nt. mowy ciała i psychologii płci na początek. Później może coś „cięższego”.

Krótko mówiąc dbaj o swój samorozwój. „Ten kto stoi w miejscu również się cofa”. Dlatego trochę motywacyjny apel na koniec: „WEŹCIE SIĘ W GARŚĆ I POKAŻCIE, ŻE MACIE JAJA NIE TYLKO PO TO, BY DYNDAŁY WAM W BOKSERKACH”.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Cierpliwości

Jakiś cwaniak kiedyś powiedział, że cierpliwość jest cnotą wielkich mężów. Jestem ciekaw czy byłby tak samo wygadany gdyby musiał to powiedzieć polskiemu studentowi w czasie sesji.

Wiele się słyszy, że studia to czas magiczny i niezwykle przyjemny dla każdego. Nie wspomina się jednak o tej „ciemnej stronie mocy”… sesji… i podejściu prowadzących zajęcia do studentów. Przykład z życia: na ćwiczenia mojej dziewczyny pan Doktor przyszedł trzy razy na piętnaście planowanych zajęć. Mimo, że studenci za każdym razem do niego dzwonili, by przypomnieć mu o zajęciach on dziwnym trafem o nich zapominał. Zapomniał również się stawić na umówiony wcześniej termin wpisywania ocen do indeksów. Za to tydzień później wszystkim osobom w grupie wstawił piątki bez przeprowadzenia nawet jednych konkretnych zajęć.

A teraz pytanie z innej beczki… czy dalibyście rade sprawdzić test wielokrotnego wyboru, składający się z 25 pytań, bez spoglądania do klucza odpowiedzi? Pewien magister na jednej z katowickich uczelni potrafi takie cuda… i to 30 prac w 5 min. W sumie średnia kolokwium wyniosła 3 no ale cóż… taki studencki los. Często bardziej się liczy nastrój prowadzącego niż wiedza studenta.

Stadna istota, którą jest student, spędza często noce i dnie zakuwając do kolokwiów zaliczeniowych, na których prowadzący czasami się nie pokazują. Właśnie dzisiaj miałem taką sytuację – miałem pisać kolokwium zaliczeniowe. Uczyłem się do godziny 1:34… Wstałem o godzinie 5.30, żeby dostać się na 8 rano na uczelnie. O godzinie 7.55 do sekretariatu uczelni zadzwoniła prowadząca moje zajęcia i stwierdziła, że jej nie będzie. Następne zajęcia o 11.30 i potem do wieczora w Katowicach… w domu będę koło 23.40, bo jeszcze trening o 20. Taki początek dnia może poważnie zdenerwować i być dobrym powodem do bycia upierdliwym dla całego otoczenia. No ale to nie w moim przypadku – jakoś nad sobą panuje ;) .

Na podsumowanie krótkie info dla wszystkich planujących studia (ci są jeszcze nie uświadomieni) – to prawda, że studia są świetnym okresem w życiu pozwalającym się konkretnie wybawić i zdobyć specjalistyczną wiedzę. Jednak rzeczami, które naprawdę tam nabędziesz są stalowe nerwy, anielska cierpliwość i perfekcja w kombinowaniu. Tych dwóch pierwszych nie wyrobisz sobie do tego stopnia nawet w najstarszym klasztorze w Tybecie.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Tekścik krótki, no ale jest ;)

Ironia losu

Jak często mówi się, że los jest ślepy? Osobiście te stwierdzenie słyszałem już z milion razy, dlatego preferuję wizerunek losu, jako szyderczego błazna, który swoim ironicznym uśmiechem i bystrym umysłem często płata nam figle. Podobnego figla płata ludziom, którzy chcą zmienić coś ze swoją wagą. Mi również ostatnio takie nie ciekawe akcje urządza.

Od dłuższego czasu staram się nabrać masy mięśniowej, czyli w skrócie przybrać parę kilo… A tu jak na ironię losu mimo coraz większych posiłków waga idzie jeszcze w dół. Na godzinę przed rozpoczęciem pisania tego tekstu widziałem się z moją babcią. Nie byłem u niej od dawna i spytała się mnie całkiem poważnie z odrobinę przerażoną miną czy w jakąś anoreksje nie wpadłem, bo ponoć strasznie licho wyglądam.

Spójrzcie na ten paradoks: po jednej stronie są osoby, które starają się jeść tyle, by nabrać zdrowej masy ciała i nie potrafią tego robić, po drugiej ludzie, dla których wskazania wagi są powodem depresji czy innych problemów zdrowotnych i również mają problem z zrzuceniem zbędnych kilogramów mimo diet i tego typu rzeczy. Po obu stronach są osoby, które mnóstwo czytają na ten temat, korzystając często z porad specjalistycznych dietetyków czy trenerów fitness, wydając na takie konsultacje nie małe pieniądze.

Czasami myśląc nad tym wszystkim dochodzę do wniosku, że ludzie może po prostu za bardzo starają się narzucić sobie jakieś wzorce wyszukane w mądrych książkach i w artykułach wybitnych uczonych. Może w niektórych przypadkach wystarczy po prostu spokojnie posłuchać swojego organizmu i to ono doprowadzi cię do odpowiedzi, której szukasz czy do celu, który chcesz osiągnąć.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Klasa

Z klasą jak z kasą – jeśli chcesz, możesz ją mieć. Ale co w ostatnich czasach się dzieje? Coraz mniej mężczyzn pojawia się w społeczeństwie. Nie mówię tu o zmniejszeniu liczby narodzin, a o zmniejszeniu ilości samców, którzy zachowują się jak mężczyźnie przystało. Pomyślałem „Pobawię się trochę w dziennikarza Animal Planet i zastanowię się o co może chodzić…” Zróbmy więc rozgraniczenie i spróbujmy zdefiniować poszczególne grupy „samcze”– mamy dzieci, chłopców, facetów, dupków i mężczyzn.

Dzieci to powiedzmy potencjalni mężczyźni, przed ukończeniem 13. Roku życia. Okres spokojny, w którym zaczynamy przyjmować wzorce z domu. Zaczynamy bawić się z rówieśnikami, pierwsze znajomości i pierwsze młodzieńcze złamane serca. Z tej fazy wyrastamy – hormony robią w końcu swoje i mamy potem kilka dróg…

Chłopcami nazwałbym wszelkiej maści, odrobinkę zniewieściałych i chodzących w odrobinę przyciasnych spodniach cwaniaków, którzy myślą, że swoją postawą imponują innym. Wszelkiej maści SWAGozaury i YOLOkozordy są typowymi przedstawicielami tego gatunku. Na szczęście prędzej czy później następuje brutalne zderzenie się z rzeczywistością i przedstawiciele tego podgatunku wymierają (czyt. Dorastają) i stają się facetami.

Równolegle z nimi rozwijają się faceci. Zwykli, standardowi, myślący mimo wczesnego wieku o swojej edukacji, być może planujący już początek swojej kariery zawodowej. Posiadają swoje ulubione kluby sportowe, mają własne pasje. Są po prostu tacy zwyczajni. W zasadzie wielu już w tej fazie pozostaje, zostając szarymi myszkami. Nie rozwijając się, narzekając na swojego szefa, zakładając związki, w których nie są szczęśliwi, czy pijąc na umór z powodu jakichś życiowych porażek.

I na tym na razie poprzestańmy. Bo gdzieś w tym okresie – gdzie kończy się bycie chłopcem/facetem, następuje ten zwrot akcji. W tym miejscu można pójść dwoma drogami. Konstruktywną lub destrukcyjną.

Destruktywną ścieżką podążają osobniki należące do podgatunku Dupków. Są to faceci, których ego znacznie wykracza ponad ich rzeczywistą wartość w jakichkolwiek relacjach. Manipulanci, wykorzystujący każdą możliwość, by zyskać dla siebie coś kosztem innych. Uważają siebie za centrum wszechświata mając nadzieje, że wszystko będzie się krążyło wokół nich. Starają się za wszelką cenę skupić na sobie uwagę jak największej liczby ludzi tylko po to, by było o nich głośno. W karierze zawodowej wyznają zasadę „Po trupach do celu”. W relacjach damsko-męskich wykorzystują słabsze kobiety na wszystkie możliwe sposoby. Zaliczają się tu też osiedlowe cwaniaczki, które tylko patrzą kogo by tu obić by była kaska na browarka. Osobiście nie znoszę tego typu ludzi i unikam ich jak ognia.

Konstruktywną ścieżką podążają mężczyźni. Ich rzeczywista wartość jest o wiele większa niż ją otwarcie prezentują, choć są jej w pełni świadomi. Mają pasje, które rozwijają. Sami też nie stoją w miejscu – rozwijają się w każdym kierunku, wykorzystując przy tym swoje naturalne talenty. Są oczytani, sprawni fizycznie, kulturalni. Próbują poznać zawsze meritum problemu, oraz przyczyny jego powstania, tak by uniknąć go w przyszłości. Ich kariera posuwa się do przodu dzięki nabytym przez nich kompetencjom. Mają cele zarówno zawodowe jak i osobiste, do których dążą. W społeczeństwie również potrafią się zachować jak należy – umieją sprawić by kobieta czuła się przy nich bezpiecznie bez potrzeby okazywania agresji. Po prostu – mają klasę.

Niech każdy sobie odpowie, do której grupy przynależy. Sam uważam się za faceta, choć staram się by uznano mnie mężczyzną. Niech każdy przemyśli jak wyglądają jego relacje z ludźmi. Jak wygląda jego dzień. Czy robi coś by stać się kimś lepszym. Na koniec apel do Was – Panowie. Stańcie się mężczyznami. Bo w byciu mężczyzną nie chodzi o to, by być najlepszym. Chodzi o to, by być lepszym, niż się było wczoraj.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

In the End...

Koniec grudnia jest okresem wyjątkowym. I nie mówię tu o choinkach, „last christmas” i Kevinie. Mam tu bardziej na myśli fakt tego, że każdy z nas przynajmniej na chwilę się zatrzymuje by spojrzeć zarówno wstecz, jak i przed siebie. Noworoczne postanowienia – to jest plaga ostatniego tygodnia roku…

Z tym jest jak z ospą wietrzną, różyczką czy świnką – każdy to przechodził. Nie znam nikogo, kto nie chciałby, aby kolejny rok był lepszy. Aby nie przytrafiały mu się złe rzeczy, by ludzie się nim zainteresowali, czy aby po prostu sam w sobie stał się kimś lepszym. Najczęściej te postanowienia mają związek z, jak ja to nazywam, Noworocznym Trójkątem Bermudzkim – Fajki, siłownia i dieta.

O zgrozo i ja to przechodziłem... albo raczej przechodzę. Co roku. Cyklicznie. W tym roku podszedłem do tematu jednak odrobinkę inaczej. Nie brałem pod uwagę tylko minionego 2013… podjąłem się czegoś więcej – pokminiłem nad minioną dekadą. I doszedłem do jednego prostego wniosku, którym zaraz się z Wami podzielę. Będzie to jednak wymagało od was nadludzkiego wysiłku, więc pamiętajcie, że ostrzegałem.

Najpierw znajdź jakieś nieduże lusterko i ustaw je przy komputerze. O tak – idealnie. Teraz rzuć okiem na te lusterko i przyglądaj się w swoje odbicie przez kolejnych 15-20 sekund… Pozwól, że Was sobie przedstawię – to jednocześnie Twój największy sprzymierzeniec jak i Twój największy wróg.

Wiem, że to może wydawać się błahe i oczywiste, jednak dopiero teraz to do mnie w pełni dotarło. Niezależnie od wszystkiego to my jesteśmy powodem zarówno naszych sukcesów jak i porażek. Nie los, nie to, że przeciwnicy byli gorzej przygotowani od Ciebie. Nie to, że akurat rynek pracy nie potrzebuje ludzi z Twoim wykształceniem. To od nas zależy czy podejmiemy walkę o nasze marzenia, czy pozwolimy innym decydować o swoim losie. To od nas zależy, czy będziemy mieli dobrze płatną pracę, czy będziemy wiecznie narzekać, bo z lenistwa nie będziemy chcieli podjąć trudu podniesienia swoich kwalifikacji. To od nas zależy czy będziemy szczęśliwi, czy może będziemy tkwić w toksycznych związkach i relacjach koleżeńskich.

Zdałem sobie dokładnie dziś sprawę, że do tej pory tylko uciekałem przed tym wszystkim. Przed tą odpowiedzialnością za podjęte przeze mnie decyzje, przed wiedzą o tym kim jestem i co sobą reprezentuję. Uciekałem w ćwiczenia czy w świat książek i filmów. Tylko po to, by się nad tym nie zastanawiać. Wydawało się, że tak będzie łatwiej… Aż do dzisiaj.

Dlatego na ten rok mam jedno najważniejsze i nadrzędne postanowienie. Jak sugeruje Sun Tzu w „Sztuce Wojny” – odniesiesz zwycięstwo tylko, gdy znasz swojego wroga. A ja nie dość, że chcę go poznać, to jeszcze chcę się z nim zaprzyjaźnić.

W Nowym Roku życzę Wam tego samego. Byście poznali się i znaleźli w sobie pokłady sił do działania. Bo w każdym z nas ukryty jest demon, z którym możemy się zaprzyjaźnić. Demon, który może nas przerażać, ale może również nas inspirować. Powodzenia w realizacji waszych celów – zarówno tych dużych jak i mniejszych.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się