PoMesku.org.pl

Aby móc wypowiadać się na forum należy założyć konto. Jest to w pełni bezpłatne. Dołącz do naszej społeczności już dziś.

Tiril

Zrzucenie wagi

39 postów w tym temacie

Wcale nie chodzi mi o zrzucenie wagi z trzeciego piętra (chociaż mam ogromną ochotę :P) ale tak na poważnie. Ćwiczę 3x w tygodniu na siłowni, dietę w sumie trzymam cały czas, ale mam tak zepsuty metabolizm przez moje wcześniejsze "eksperymenty", że musiałabym nic nie jeść, żeby dieta cokolwiek dała. Zaczęłam ćwiczyć, żeby się pozbyć cellulitu, co już niemal mi się udało, ale chciałabym jeszcze zrzucić kilka kilogramów. I teraz tak, ćwiczę regularnie, trzymam dietę i tyję! Dobra, wiem, że mięśnie ważą, ale nie ćwiczę na tyle długo, żeby miały mieć jakiś znaczący wpływ na wagę. Poza tym oprócz pozbywania się cellulitu, ujędrnienia nieco ud i mięśni (aaaa! mam mięśnie na udach! :D) nic się nie dzieje. Dlatego mam pytanie do znawców - wiem, że odchudzanie to przede wszystkim długotrwałe działania, ale chyba po miesiącu powinno już cokolwiek drgnąć w dół, a nie w górę? Czy możecie mi coś polecić, albo przytoczyć swoje doświadczenia? Może powinnam coś zażywać (macie jakieś suplementy chyba, które spalają tkankę tłuszczową)?

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

Może warto zrobić jakieś badania skoro nic nie pomaga ? Lub ta dieta jest zbyt rygorystyczna ? Generalnie żeby schudnąć to trzeba spalać więcej kalorii niż dostarczać - utrzymywać ujemny bilans kaloryczny. Nie można też drastycznie obcinać kalorii, tylko odejmować np. 200kcal z diety co miesiąc.

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

Jeśli chodzi o metody na schudnięcie to są naturalne i syntetyczne. Ponieważ nigdy nie interesowały mnie syntetyki, to mogę polecić 3 skuteczne naturalne metody:
1) Czerwona herbata ale nie taka z torebki tylko sypana, zakupiona najlepiej w sklepie z sypanymi herbatami. Ponieważ czysta czerwona herbata jest dość nieprzyjemna w smaku dlatego najlepiej aby dokupić do niej i dołożyć kawałki suchej albo pomarańczy, albo ananasa, albo jaśminu albo kilka składników razem. Wówczas jest to nawet dobre i można wypić ze smakiem.
2) Świeżo wyciskane soki. Polecam marchew z jabłkiem, z burakiem, można dodać pomarańcze, cytrynę, seler. Zakup wyciskarki przyczyni się nie tylko do schudnięcia ale do ogólnej poprawy zdrowia.
3) Picie pewnego zioła ale nie podam jego nazwy ponieważ jest kontrowersyjne. Z osobistego doświadczenia mogę powiedzieć, że działa. Dla osób zdesperowanych na priv.

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

Znaczy tak, czerwonej herbaty unikam, nie wiem dlaczego, ale gdzieś kiedyś mi się obiło o uszy, że po jej odstawieniu pojawiają się problemy z zatwardzeniem. Piję zieloną - nijak się ma do odchudzania, ale podobno zdrowa.
Świeże soki piłam przez jakieś dwa tygodnie codziennie, ale mój organizm bardzo źle na nie reagował już po pewnym czasie. 
Raczej zdesperowana nie jestem ;) tylko lekko zdezorientowana, bo kiedy w końcu się przemogłam i zaczęłam regularnie ćwiczyć to rezultaty są odwrotne do moich oczekiwań, tym bardziej, że dziś rano nie mogłam się dopiąć w spodnie, które zawsze były luźniejsze, więc to raczej nie moje wymysły :/

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

Tiril, miałem ten problem, bo wyczynowo uprawiałem sport i kiedy przestałem, przytyłem dobre 10 kilo i długo się tej wagi trzymałem. Aż mnie w końcu szlag trafił i schudłem ponad 20 kilo w 4-5 miesięcy. Nie brałem żadnych tabletek ani się nie głodziłem. Teraz to ja muszę przytyć ;) Dietę wymyśliłem sam, pod to co lubię jeść, bo zmuszanie się do jakiś grejfrutów których nie cierpię uważam za bezsensowne, bo i tak prędzej czy później przestaniesz je jeść i wrócisz do starych nawyków. Ale do rzeczy;

1 Przed obiadem jadłem jabłko, albo dwa. A potem na obiad mogłem jeść wszystko co chciałem. I tak nie miałem miejsca zbyt wiele na te kalorie.

2 Po każdym smażonym posiłku piłem czerwoną herbatę.

3 Absolutne zero słodkich soków, gazowanych napojów itp. Tylko woda mineralna (no i kawa rzecz jasna)

4 Ostatni posiłek ok. 17:00. Później totalne zero kalorii. Na początku jest ciężko, ale tak przywykłem że po kilku tygodniach nie czułem głodu o tej porze. I od pół roku tak mam. Nawet teraz jak chcę trochę przytyć to nie mogę się przełamać.

5 Picie dużo wody, wody i jeszcze raz wody.

6 Nie jem chipsów, batonów, ani takich rzeczy, które nie zaspokajają głodu. Uwielbiam słodycze, ale zamiast pączków jem na potęgę serki homogenizowane, bo mają mało kalorii, a można fajnie nimi podjeść.

7 Na początku zrezygnowałem z używania masła. Zamiast tego do każdej kanapki pomidory. Potem zarzuciłem ten zwyczaj.

8 Żeby wytrzymać w tym wszystkim, z góry ustaliłem że 1-2 razy w tygodniu mogę złamać wszystkie te zasady. Ale dni wolne od diety planowałem z góry (np. wtorek i sobota), żeby nie ulegać pokusie spontanicznego podjadania. To mi za***iście pomogło utrzymać dyscyplinę. Po miesiącu zostawiłem sobie jeden dzień w tygodniu. A teraz tak mi to weszło w krew że nawet mi niedobrze na myśl o jakiejś coli, chipsach czy innych pierdołach, bo mi to przestało smakować.

9 Kontrolowałem wagę codziennie. Co 3 dni notowałem wynik. Na początku brak efektów, ale po 2 tygodniach nagle waga zaczęła lecieć w dół. Robiłem to przez jakieś 4 miesiące. Potem zacząłem mieć to już w du***.

10 Ćwiczenia nie mają sensu. W tym czasie nie zrobiłem ani jednej pompki, ani jednego przysiadu. Ona wpływają na rzeźbę, samopoczucie, kondycję, siłę, ale na Boga do odchudzania mają się nijak! Godzina morderczego treningu, który wymaga ogromnej determinacji i siły woli, daje wynik taki, że po tym jesteś głodna i jeszcze trudniej utrzymać dietę. Nawet jak wytrzymasz, to i tak spalisz to, co byś zgubiła rezygnując z kolacji, albo nawet mniej.

11 Przez pierwsze tygodnie liczyłem kalorie. Założyłem że przy moim wzroście i wadze ok. 2 tys pozwoli mi szybko schudnąć. No i czytałem w necie i na opakowaniach co ma więcej, co mniej i starałem się jak najbardziej zapchać żołądek jak najmniejszą liczbą kalorii. Zjedzenie np. snickersa oznaczało 1/4 dziennej dawki kalorii, więc było mało efektywne. Tym samym kosztem mogłem zjeść 5 bananów, albo 10 jabłek. Zgadnij co wybrałem ;) Czasem sobie pozwalałem, ale kosztem czegoś innego.

12 Nigdy nie zrezygnowałem z pizzy i fast foodów. W ograniczonych ilościach wcale nie są takie złe jak pieprzą w tv i artykułach wszelakich. Przecież nie obżerasz się tym 7 dni w tygodniu. Więc ja polecam. Jadłem i schudłem. I dzięki temu ani przez moment nie miałem poczucia że żyję w dietetycznej ascezie

Reasumując, teraz mam już w du*** te wszystkie wyliczanki, kontrolowanie wagi, trzymanie postów itp. Ale w początkowym okresie mi to bardzo pomogło i wyrobiłem sobie dobre nawyki, do których się nie zmuszam, bo czuję się z nimi świetnie.

Mam nadzieję że trochę Ci pomogłem ;)

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

Właśnie też mam nawyk codziennego wchodzenia na wagę i dopóki spada to jest dobrze, ale jak przestaje, albo wręcz rośnie to humorek się psuje ;)
I teraz odnosząc się do tego, co napisałeś - ogólnie uważam, że to świetne porady, ale u mnie się nie sprawdzą i już spieszę z odpowiedzią, dlaczego:
1. Nie jem obiadów. Najczęściej w pracy jem albo owoce, albo jogurty, albo styropian (wafle ryżowe :) ) po pracy już z reguły nie jem nic, bo albo jestem wykończona siłownią, albo życiem, czyli ostatni posiłek koło 15.
2. Patrz punkt 1 :)
3. Z napojów piję tylko kawę w litrach i niegazowaną wodę. Z soków owocowych zrezygnowałam przez moje dolegliwości.
4. Patrz punkt 1 ;)
5. Patrz punkt 3 :)
6. Nie jem w ogóle słodyczy. Odrzuciło mnie od nich już jakiś czas temu, za to miałam fazę na czipsy, które udało mi się zastąpić styropianem.
7. Nie używam masła, bo nie jem chleba, bułek, ani żadnego innego pieczywa :P
8. Raczej nie dotyczy ;)
9. Na wagę wchodzę codziennie, ale już nie notuję wyników, sprawdzam tylko czy jest mniej niż wczoraj ;)
10. (Też zawsze uważałam, że ćwiczenia nie mają sensu, ale nikomu nie mów, jednak jak już zaczęłam to korzystam, póki mam zapał)
11. Kalorii nie liczę, spożywam ich naprawdę mało, dlatego nie widzę w tym sensu.
12. Za fast foodami również nie przepadam ;)

Ogólnie wiem jak to wygląda - prawie na samym powietrzu żyje i nie chudnie. Ale tak naprawdę jest! Mój metabolizm jest w krytycznym stanie. Jak zjem coś wieczorem, albo po przyjściu po pracy to wiem na milion procent, że na drugi dzień moja waga będzie większa. Gdy odchudzałam się dziesięć lat temu schudłam tylko dlatego, że niemal nie jadłam, ale schudłam, efekty naprawdę były wow. Teraz podchodziłam do diety w lipcu i efekty również były niezłe, ale żywiłam się jedynie smoothie. Robiłam sobie takie warzywno-owocowe coś, wlewałam do bidonu i cmokałam cały dzień, żeby tylko mi w brzuchu w pracy nie burczało, po przyjściu do domu już nic nie jadłam, Wówczas chudłam. Próbowałam zdrowo do diety podejść i jeść pięć posiłków dziennie o stałych porach, ale po miesiącu miałam 3kg więcej. Łudziłam się, że sportem załatwię swój problem, ale widocznie nie tędy droga. Zastanawiam się zatem czy kupienie następnego karnetu na siłownię ma sens czy lepiej sobie odpuścić i działać starymi, aczkolwiek niezdrowymi (ale skutecznymi) metodami.

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

Nadmierna waga to nie tylko wasz problem ale i mój również. Z tym, że ja nigdy nie próbowałem z tym walczyć bo wiem, że to nie dla mnie. 

Ale kilka rad Trockiego mógłbym wprowadzić u siebie. Np 
Jedzenie jabłka przed obiadem,
czy picie czerwonej herbaty 
picie większej ilości wody 
Czy ogólnie częstsze jedzenie owoców czy serków homo które lubię. 

Ale z kilkoma rzeczami miałbym problem, chyba największy to nie jedzenie po 17 bo musiałbym chyba jadać tylko śniadanie i może czasami obiad. No i ja po prostu muszę coś zjeść na 2-3h przed pójściem spać bo na głodnego po prostu nie zasnę. 
I rezygnacja ze słodyczy oj to mega trudne by było i tak ograniczam słodycze do minimum, do kilku wafelków w tygodniu lub w miesiącu. Ja po prostu jestem uzależniony od słodyczy i jeszcze kilka lat tamu się nimi regularnie niemalże codziennie Najadałem! Obecnie zjadam kilka wafelków np Prince Polo w ciągu tygodnia miesiąca zależnie od "głodu" w formie deseru po jedzeniu. Czipsów nigdy nie jadałem jak i nie pijałem słodkich soków czy napoi gazowanych, po prostu nie miałem do tego ciągotek. 
Ja ogólnie na co dzień to pijam zwykłą herbatę czarną. Czym cieplej to i więcej piwa które też często robię sam.
Na co dzień to jem sporo kanapek także u mnie pieczywo to niemalże podstawa, lubię chleb i nie wyobrażam sobie go nie jadać. I nie mówię o jakimś gównie (chlebopodobnym) tylko o prawdziwym pysznym chlebie. Co za tym idzie co dziennie masełko (prawdziwe masło a nie jakieś smarowidła) No i do chlebka to najczęściej kiełbaska lub inna wędlinka (z okolicznego GS-u) żółty ser. Do tego pomidor lub papryka konserwowa, ogórki (własnej roboty), choć nie zawsze. Lub biały ser, czasami dżemem/powidłami (własnej robioty) lub miodem (od pszczelaża), lub po prostu na słodko jakby deser.  Czy jajka które bardzo lubię i potrafię jeść na potęgę, czy na twardo czy w koszulkach czy smażone na maśle. (Mowa o dobrych jajach od wiejskich kur) Lub śledzie w różnych wersjach.  I tak to u mnie wygląda najczęściej śniadanie/kolacja ale i obiad. Jeśli chodzi o obiad to kiedyś jadłem na potęgę smażone piersi kurczaka ala schabowe, ziemniaki, surówka, zupa. Lub po prostu pieczone udka, skrzydełka. Obecnie chcąc troszkę zrezygnować z takich smażonych i tłustych mięs a zarazem zmniejszyć sobie pracę (przygotowanie jak i późniejsze zmywanie) robię tak : Wrzucam do garnka te udka, lub skrzydełka, włoszczyzna i gotuję, w drugim garnku ryż. Jak się mięso ugotuje jem je z warzywami z wywaru i z ryżem/ziemniakami Na drugi dzień z wywaru robię zupę np pomidorową, którą też mam na 2 dni lub dłużej jak zawekuje w słoiku. I do tego mięsko z chlebkiem czy ryżem. Szybko się robi, mało zmywania no i dietetyczniej. Czasami też robię sam spagetti, smażę świeżą rybę którą bardzo lubię.Oczywiście inne obiadki też jadam ale to już mama robi. No cóż okazjonalnie jak mi się chce robię, naleśniki, leniwe pierogi itp. Kupuję też gotowe świeże pierogi z mięsem, ruskie, z serem. Tylko na te z mięsem czy ruskie to ciężko się załapać po południu. Oczywiście jak byłem młodszy to było więcej fast fudów pizza na potęgę. Teraz też okazjonalnie się zamówi lub zrobi samemu w domu. No i wszystko na koniec lubię zagryźć czymś słodkim i obowiązkowo zapić herbatą, nie wyobrażam sobie nie wypić dużego kubka herbaty po jedzeniu. Choć po ciepłym obiedzie/zupie zdarza się. No i te nieszczęsne owoce i serki homo jadam bardzo rzadko :/
Wiem, że zboczyłem z tematu ale mgli byście również napisać o swoich, przyzwyczajeniach, nawykach żywieniowych itd Mogłaby to być ciekawa wymiana. Lub napiszemy osobny temat jeśli kierowniczka sobie nie życzy tutaj OT. 
 

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

Haha, nie myl mnie z Trockim, mnie nie przeszkadza zbaczanie z tematu :D
Ale nie mogę uwierzyć - jakbym jadła tyle, co Ty to bym dobiła do 100 kg w przeciągu kilku miesięcy! Na słodkie też miałam kiedyś fazę, ale zaczęłam mieć problemy z zębami - zaczęły mi reagować na słodkie, zęby wyleczyłam, ale do słodkiego nie wróciłam. Kiedyś czytałam, że słodycze uzależniają, jak już zaczniesz jeść słodkie to nie możesz przestać i widzę to na przykładzie mojego. On ogólnie lubi czekoladę, ale dopóki jej nie ma to jest okej, a jak już kupi to hurtowo - potrafi w nocy wstać chociażby po kosteczkę. Jakbym się odżywiała tak jak on to bym dobiła do 150 kg ;)
Moje nawyki żywieniowe średnio działają - jak zresztą widać ;) Jak chorowałam na refluks żołądka musiałam na kilka miesięcy drastycznie zmienić dietę, zacząć jeść pieczywo, kurczaka, ryby. Dlatego też codziennie jadłam wszystkie posiłki jak się jeść powinno, obiady tylko pieczone albo gotowane na parze, dużo warzyw. I jak mój żołądek czuł się dobrze, tak moja waga rosła, więc tak duża ilość posiłków w moim wypadku odpada. Z własnego doświadczenia wiem też, że nie mogę jeść obiadów po przyjściu z pracy, czyli ostatni posiłek o 17-18 to dla mnie zdecydowanie za późno - wtedy też waga rośnie, a i spać nie mogę. Szczerze mówiąc najlepiej mi się śpi jak jestem głodna :) Czasem robię sobie sałatki do pracy - dużo zieleniny z gotowych mieszanek, do tego kurczak pieczony i warzywa, ale teraz, kiedy staram się w ogóle nie jeść po pracy to już nawet tego nie robię, żeby nie podjadać. Żywię się głównie jogurtami, styropianem, albo jego pszenną odmianą - w smaku nieco inne, a chrupie - a to najważniejsze! Jogurtów zimą raczej też nie jem. Czasem mam fazę na owsianki instant. Staram się też w pracy jeść minimum, tak tylko, żeby w brzuchu nie burczało, dlatego ograniczam się do jedzenia dwóch rzeczy - jogurtu albo owocu, a potem owsianki albo styropianu. Latem, gdy robiłam sobie smoothie to popijałam z bidonu przez 8h i nie czułam głodu, ale tego z kolei mój żołądek nie mógł znieść. Wiem, że mówię o porcjach głodowych, ale inaczej nie schudnę. Do tej pory jak czytałam te wszystkie wypociny na temat odchudzania, w których piszą tylko, że trzeba się zdrowo odżywiać i ruszać, a waga sama poleci, to myślałam, że ze mną jest coś nie tak. Ale widać nie :)
Mój sposób nie jest zdrowy i doskonale o tym wiem, ale odchudzałam się już w podobny sposób - tylko nie ćwiczyłam, i schudłam 13 kg w przeciągu trzech miesięcy, 2 kg wróciło od razu, kolejne 2kg w przeciągu około 9 lat, dlatego uważam, że sposób nie jest zły, tylko wymaga samozaparcia. Moim zdaniem odchudzanie to bardzo indywidualna sprawa, bo trzeba wsłuchać się w swój organizm, bo kto jak nie my wie, co na nas działa?
A co do Ciebie, Szfagier - wydaje mi się, że skoro jesz tak rzadko słodycze to wystarczyłoby Ci ograniczenie ilości jedzenia w ogóle i nie jedzenie na noc, co może być dla Ciebie najtrudniejsze. Pamiętam jak jeszcze w liceum kolega schudł tylko dlatego (i to dużo schudł), bo ostatni posiłek jadł o 18.

Edytowane przez Tiril

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

Ja co prawda 100 ważę ale to już od jakichś 5 lat. Jak tylko wykraczam to przestaję się objadać. Ja mam też tak, że zamiast zjeść po jakimś czasie po trochu to jem rzadko a potem się objadam po korek, choć czasami zjadając połowę mniej i wypijając herbatę po 10-15 minutach czuję się syty i wiem, że tak zaraz będzie to i tak zjem tyle ile wcisnę. Ale staram się z tym właśnie walczyć o jakiegoś czasu. Zjeść aby być w miarę sytym a się nie objadać nie dopychać ile wejdzie. Co do słodyczy to nie wiem czy tak mało dla kogoś taka ilość może być bardzo duża. Ja staram się jeść ich jak najmniej ale co jakiś czas po prostu głód słodkiego tak narośnie, że muszę. I tak przez kilka dni potem znów spokój. Ale jak mam w domu to zjem każdą ilość więc nie mogę mieć. Od jakiegoś czasu właśnie podjadam trochę częściej tych owoców i np ostatnio jakieś mandarynki,banany, winogrono latem jadłem trochę jabłek takich swojskich. Ja może bym jakoś był w stanie się przesunąć z ostatnim jedzeniem na 20-21 jakbym wcześniej zaczął chodzić spać. Ale wczoraj np zjadłem 20-21 śledziki z żurawiną takie słodko-kwaśne :P a kładłem się po 1 i znów czułem lekki głód, ale myślę sobie może zasnę ale głód stawał się tak nieprzyjemny a czas na spanie mijał. I co robić czekać aż minie czy iść zjeść szybko kanapkę i zasnąć. Próbowałem tego pierwszego ale i tak poszedłem na szybką kanapkę zapiłem gorącą wodą do wyreczka i od razu zasnąłem. 
Ale jak ty Tiril piszesz co jesz to właściwie nic nie jadasz jakieś siano, może z tobą jest coś nie tak, że tak tyjesz. Nic nie piszesz o wędlinkach, serkach białych, żółtych czy innych. Jajeczkach, konfiturach No jak to tak ?:^/Ja sam robię powidła śliwkowe, dżemy porzeczkowe, jabłkowe tzw szarlotki I taka bułeczka z rana z takim dżemem i kawką na mleku to pycha. Lub do naleśniczków czy innych placuszków z jabłkami. Robię również papryki, ogórki, buraczki, kiszoną kapustę,  piwo, wino, i mocniejsze trunki. Sezonowo i wędlinkę, serek. 

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

Właśnie kurcze nie wiem. W sumie to nie jest tak, że cały czas tyję. Tylko jak się nie pilnuję i jak wchodzę na wagę :P Myślę, że w moim przypadku to wina metabolizmu, bo ja nigdy dużo nie jadłam, zawsze nieregularnie i widocznie zbyt długo to trwało. Wędliny mogę jeść, ale jedynie drobiowe, ale, że nie jem pieczywa to wędliny odpadają, serów białych nie lubię, żółte uwielbiam, ale nie mogę - refluks żołądka. Jajka jem tylko jak jestem w domu, bo tam są te prawdziwe, a nie marketowe.
Haha, ogólnie kusisz super wizją sielankowych posiłków rodem ze wsi, ale niestety, życie na wsi sprawia, że niemal wszystko, co napisałeś jest niedobre ;)
Teraz na przykład się pilnuję i waga spada - wiadomo, póki co sama woda, ale lepiej widzieć mniejsze cyferki na wadze ;)

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

Czemu rodem ze wsi w mieście też się tak jada. I co masz na myśli, mówiąc, że to co napisałem jest nie dobre ? To że nie jesz pieczywa nie znaczy, że nie możesz jeść samej wędliny przecież możesz sobie plasterki z ogóreczkiem czy papryczką zjeść. Ja sobie czasami zawijam plaster wędliny, żółtego sera i jakiś ogórasek. No ale żeby serków białych nie lubić, ja tam lubię czy twardszy kwaśny twaróg, czy delikatniejsze mielone kremowe serki. Czasami je mieszam, ze śmietaną i cebulką. A naleśniczki z takim delikatnym serkiem i nutellą, pycha. Choć ja częściej jadam z konfiturami kwaskowymi, np z czarnej porzeczki i z odrobiną gęstej śmietany lub jogurtem. No i jajeczka ostatnio mam biedę bo mi się drugie źródełko skończyło a nie mam takiego pewnego stałego. Ale ostatnio ze dwa lata prawie nie kupowałem sklepowych jaj to jak kupiłem to masakra, ani smaku ani zapachu ani koloru ogólnie ble. A jak mam takie super świeże to najlepsze na jajeczka w koszulkach mmm pycha. I jak tak kupowałem kilka mendli dobrych jaj to i 20 w tygodniu spokojnie zjem. 
Mimo iż całe życie mieszkam w mieście to chętnie bym zamieszkał na wsi. Gdzieś w spokojnym miejscu pod lasem, gdzie jakaś łąka, i staw a najlepiej jezioro. W ogóle marzy mi się wygrana w totka i dom na mazurach nad jeziorem, bajka po prostu. Ale i na zwykłym zadupiu za miastem byłoby fajnie. Własne kurki, króliczki, świnki , piesek, kotek. Sad, ogródek. To bym już miał w ogóle swojskie jedzonko, destylaty itd. OT dobry :P

 

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

Albo leki na nadciśnienie, albo z powodu choroby, albo jeszcze z innych powodów. Ale jest jeszcze jeden mały szczegół. Czy zawsze ważyłaś się o tej samej porze? Bo u mnie różnica dzienna dochodziła do 4 kg. Ważąc się o różnych porach mogłem myśleć że przytyłem 3 kilo, chociaż obiektywnie schudłem... To też ma znaczenie.

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

@Szfagier niedobre to marketowe żarcie jest w porównaniu do tego własnoręcznie robionego :) Sam to przyznałeś na przykładzie jaj :)
@ojapitole nie biorę tabletek, dlatego to nie powód :)
@Trocki tak, pora jest zawsze ta sama niemal, co do minuty, w ciągu dnia też mam sporą różnicę, szczególnie między porankiem a wieczorem - nawet w okolicach 3 kg. Czasem bywa tak, właśnie jak zjem obiad po przyjściu z pracy, że z dnia na dzień ważąc się o tej samej porze mogę mieć 3, nawet 4 kg więcej niż dnia poprzedniego. Ale szczerze mówiąc myślałam, że tylko ja tak mam ;)

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

A tarczyca? Badałaś? Bo w kobiecych organizmach ten mały gruczoł bardzo często miesza w różnych sprawach dając o sobie znać np. poprzez chroniczne zmęczenie, trudności z zajściem w ciążę czy właśnie problemy z wagą ciała. Sprawdź to!

Co do tematu to (znielubisz mnie ;) ) widzę, że chyba jako jedyna w tym gronie nigdy nie miałam z tym problemu :) Mogę jeść wszystko, bez względu na porę dnia czy nocy, przy czym nie stronię od słodyczy (bo to moje życie i ogromny nałóg ;) ) a waga od lat na (mniej-więcej) tym samym poziomie mimo, że prawdę mówiąc kompletnie o nią nie dbam i nic nie robię aby ją jakoś "trzymać" czy coś. Od zawsze byłam szczupła i mam nadzieję, że tak zostanie. Zresztą podejrzewam, że zawdzięczam to genom, bo moja siostra ma identycznie (np. po 2 porodach nie zrobiła nic by wrócić do figury bo... miała i ma ją cały czas).

Oczywiście, to że mogę jeść wszystko nie oznacza, że to robię, bo jednak (przyznaję!) lubię powybrzydzać i nie wszystko mi smakuje. Nie lubię tłustych potraw (czy tłustego mięsa) i zazwyczaj jem często ale małe porcje, bo dużych zwyczajnie nie dam rady tak naraz... Ale... Podobnie jak szfagier, praktycznie każdy posiłek czymś zajadam (jakimiś słodyczami), uwielbiam mączne potrawy (pierogi wszelkiego rodzaju, kluseczki, naleśniki itp.) no i te nieszczęsne słodycze... Ostatnio mam "fazę" na pierniczki i np. taką jedną paczkę zjadam... do jednej kawy, całą :) Są w Auchan takie kilogramowe paczki (ciastek czy wafelków) to starcza mi to na ok 5 dni :) Czekolada? Jak już zacznę to też idzie mi cała od razu. Wielokrotnie próbowałam choć ograniczyć tą miłość (nie ze względu na wagę ale na cerę i samopoczucie) ale to dla mnie katorga, kocham słodyczy i każdy dzień bez nich jest dla mnie nie do przyjęcia :( No ale poza opychaniem się słodyczami jem normalnie. Lubię domowe tortille, jakieś piersi z kurczaka z ziemniaczkami, makarony, ryby, uwielbiam kaszę (zwłaszcza gryczaną), wszelkie owoce, sałatki, surówki.. Ostatnio ugotowałam mega pyszny gulasz, choć kucharką jestem raczej słabą :) Ale muszę też przyznać, że czasem zdarza mi się (jak i Tobie) "pociągnąć" cały dzień na jednym ciastku i kawie.. Bywa i tak, ale co bym nie zrobiła z tym jedzeniem, nigdy nic nie odbija mi się na figurze. 

Tak więc no, niewiele mogę Ci pomóc, choć z rad Trockiego myślę, że i ja coś wyciągnę dla siebie, bo chciałabym jakoś się zmotywować i zdrowo odżywiać. Ograniczyć słodycze.. :)A Ty kochana zbadaj tą tarczycę, jeśli tego nie robiłaś oraz poziom cukru i jak wszystko będzie ok to z tego co czytam, chyba pozostanie Ci wrócić do tych koktajli? Sama pisałaś, że działały, więc cóż nowego wymyślisz, skoro nic innego nie pomaga? Moja mama ma cukrzycę i latem też robiła sobie takie soki warzywne i twierdziła, że nie dość że nie była głodna to jeszcze pełna energii :) A jak nie masz na to chęci, to może jednak zrzuć tą wagę z tego balkonu i będzie spokój :)

Aha a jeszcze zapytam - czy jak spada Ci waga to zmienia Ci się figura? Czy z figury jesteś zadowolona a świadomość tych kilogramów Cię męczy? Pytam bo niektóre dziewczyny ważą trochę więcej ale figury mają fajne i przesadzają z tym odchudzaniem... :)

PS. Szfagier, jak Ty potrafisz o tym jedzeniu pisać! Aż zgłodniałam jak czytałam :) 

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą dodawać komentarze

Dodaj konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!


Zarejestruj nowe konto

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się tutaj.


Zaloguj się teraz