PoMesku.org.pl

Zarejestruj się, aby móc brać udział w dyskusji. Uwaga, każdy spam linkowy jest traktowany banem na adres IP, a każdy wątek z linkiem WYMAGA akceptacji moderatora.

ziolokoto

Jak rozkochać albo zapomnieć?

Rekomendowane odpowiedzi

Heeej, 

piszę być może w mocno babskiej sprawie, ale dotyczy ona mężczyzny, więc interesuje mnie męski punkt widzenia. 

 

Mam kolegę, kiedyś się o nim tutaj nawet rozpisywałam. Dziwna była nasza relacja suma sumarum trwała ponad dwa lata. 

 

On małomówny, ale dużo udzielał się w społeczeństwie, ja praca-dom, znajomi mówią o mnie, że jestem dzikusem albo dzika (dotknąć nie, zagadać też nie, na podsumowaniu roku w pracy, jedynym zarzutem w stosunku do mnie był fakt, że z nikim się nie integruję, jak kogoś kopsnie zaszczyt, to wychodzi ze mnie gaduła tysiąclecia - kiedyś były plotki o romansach, teraz wszyscy mają to w poważaniu, ale nie będę ukrywać, że ludzi z którymi gadam darzę sympatią, oczywiście, jak ktoś sam podejdzie, to jestem miła i też się rozgaduję). 

 

Tego kolegę o którym piszę darzyłam sympatią. Jako, że młoda ze mnie łania to dwa lata znajomości są w moim życie niemal, że jak dwa lata świetlne, czyli przeskok totalny. Inne kwestia, że głównie korespondowaliśmy ze sobą przez maila, czasem gadaliśmy przez telefon, raptem trzy razy (w ciągu dwóch lat) udało nam się spotkać. Jesteśmy z tego samego miasta, ale nigdy nie czuł wzmożonej potrzeby, ja trochę nalegałam, ale nic nie ugrałam (z ogólnych doświadczeń wiem, że jakby już się udało, to byłby zadowolony, ale miał taką taktykę, że częściej na mnie smęcił niż mnie chwalił, a później okazywało się, że to takie gadanie dla gadania). 

 

Z tego gadania dowiadywałam się zazwyczaj, że jestem okropna, zły człowiek, etc. Niby nic z tego nie wynikało, ale w podświadomości ślad zostawał. Wielokrotnie mówiłam mu, żeby tak do mnie nie mówił, bo w ten sposób budzi we mnie zło (jak ktoś wam mówi miłe rzeczy, to trochę wstyd jest wywinąć takiej osobie numer, a jak ktoś nam powtarza, że nic z nas, to w zasadzie zero do stracenia). Nie będę ukrywać, że miałam różne śmieszno-dziwne pomysły (on ma konto na Allegro, więc kupowałam wszystko, co zaoferował, oczywiście do transakcji nie dochodziło, bo przyznawałam się, że to ja, on rezygnował ze sprzedaży i takie podchody). Może to dziwne/podejrzane, ale w ten sposób otrzymywałam jego wzmożone zainteresowanie i czułam się (paradoksalnie) lepiej "dopieszczona" niż w okresach spokoju. Oczywiście, o tym, że muszę wywinąć jakiś numer, aby zdobyć jego zainteresowanie też mówiłam. Puszczał to mimo uszu. 

 

Kiedyś (wcale nie tak dawno temu) miałam chłopaka, który okazał się alkoholikiem. Jak żyłam z tym chłopakiem, to miałam świadomość zła, które działo w moim życiu, ale w nim tkwiłam, bo nie czułam się na tyle silna, by się uwolnić. Poza tym, matka chłopaka mówiła, że "młodzież musi się wyszumieć", a koledzy nie mówili nic. W tamtym okresie bardzo szukałam wsparcia/ucieczki. Miałam wielu znajomych, którzy namawiali mnie do rozstania, podtrzymywali na duchu i mówili, że w końcu się ułoży. Wspomniany kolega jako jedyny powiedział, że mam chłopaka pijaka ze swojej własnej winy. 

 

Parę tygodni temu sam się odezwał. Wyszło na to, że sąd odebrał mu prawa do syna, którego na oczy nie widział. Parę lat temu był z dziewczyną, która okazała się nie taka jaka miała być, zostawił ją w ciąży, a jak dziecko się urodziło, to sobie przypomniał, że chciałby mieć kontakt z dziewczyną. Ona mu odmówiła, założyła rodzinę z innym gościem (z którym ma kolejne dziecko), dziecko kolegi nie wie kto jest biologicznym ojcem (myśli, że ojcem jest obecny partner matki). Na początku, sama byłam gotowa bić się z kobietą o to by oddała mojemu sympatycznemu koledze dziecko. Na szczęście, mam kolegów, którzy powiedzieli "Hola, hola... Sądy przyznają dzieci matkom, ale praw tak łatwo nie odbierają". Podzieliłam się tym oraz swoimi obserwacjami z kolegą, a ten się na mnie obraził zarzucając, że jako jedyna nie potraktowałam serio jego problemu... Oczywiście z tej obrazy stwierdził, że nie ma ochoty utrzymywać ze mną kontaktu i zamilkł (domyślnie) na wieki... Facet, który wobec mojego problemu z pijącym facetem zachował się jak ostatni luj. 

 

Oczywiście, nie byłam obiektywna. Jak teraz pomyślę, to nikt nie powinien zabierać głosu w rodzinnych sprawach osób trzecich, ale... sama współdzielę wychowanie z samotną matką (on o tym wie), więc sądzę, że zdawał sobie sprawę, że wybrał najgorszy adres z możliwych.

 

Teraz jestem rozdarta, bo z jednej strony, oprócz tego, co opisałam facet (sam z siebie) dawał mi ogromne wsparcie w kwestiach zawodowych, a z drugiej jest jest jak jest. Próbuję sama siebie przekonać, że facet nie jest grosza wart, ale marny to trud. Tym bardziej, że jestem uzależniona od adrenaliny (lubię zdobywać). Wiem, co powiecie, że to facet zdobywa, ale mnie bycie zdobywaną zwyczajnie nudzi. 

 

Najlepszym lekiem byłby równie atrakcyjny dla mnie kąsek. Niestety, mimo licznych prób zawarcia znajomości i chęci ze strony panów nie czuję, że mogłabym z kimkolwiek stworzyć związek. Paradoksalnie czuję, że w relacji z której w zasadzie nic nie wynikało czułam się bezpiecznie, bo wszelkie zaangażowanie było tylko i wyłącznie moją decyzją (miałam kontrolę, bo facet (pozornie) tańczył jak mu zagrałam). 

 

Pierwsza z opcji, które zakładam to odnowienie tego kontaktu (dotychczas jak wywijałam numery, to mi "wybaczał"). Nie mam zamiaru go przepraszać, bo nie czuję, że źle zrobiłam. Niczego nie osiągnę dopóki w jakiś sposób nie dojdzie między nami do konfrontacji (nie chcę za bardzo szaleć - nie mam na to ochoty). 

Druga z opcji, dać sobie spokój z typkiem. Założyć, że wszystko, co dobre to od niego wyssałam i jedyne, co mi po nim zostało to niechęć do porzucania ciężarnych kobiet. Niby wszystko fajnie, ale nie umiem się do kogoś zniechęcić, chyba, że naprawdę zrobi "coś" strasznego mnie lub bliskiej osobie. 

Trzecia z opcji, facet sam się odezwie jak kurz trochę opadnie. Pisałam, że czekanie/zdobywaną mnie nudzi? Niestety, to ja zawsze muszę mieć przejętą inicjatywę, chyba, że facet jest typem tancerza (podejdzie obróci, zrobi piruety, etc., a ja mam się poddawać). 

 

Co radzicie? Jak wy widzicie tę sytuację i opisanego przeze mnie faceta? 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się